piątek, 25 kwietnia 2014

Niebiańska misja 6

O jeżuuu.. Jak mi to ciężko szło hah xD ale w końcu coś mnie naszło i napisałam notke :D Wybaczcie za ewentualne błędy ;-; boziu, kiedy ja ostatnio notke z tym opkiem wrzuciłam? ;--; kilka miechów temu ;-; wybaczcie ... no ale dość nudzenia! Tak na zakończenie.. dziękuję Robaczki za komentarze ;) mimo, że tak nie regularnie wrzucam notki to i tak jesteście i śledzicie mojego bloga...dziękuję Wam! <3
~było miło <3~

- Ha,ha,ha! Bardzo śmieszne! Mój mały, głupiutki braciszek zakochany!  -śmiał się brunet. Po tym co usłyszał od Kakashiego. Sasuke nigdy z nikim nie był. Przy najmniej nie na dłużej.
- Ale prawdę ci mówię! Itachi, na flache Tsunade ci przysięgam! – upierał się Hatake popijając czarną, dobrze zaparzoną kawę. Siedzieli właśnie w „anielskim” barze. Ulubiona miejscówka Itachiego i jego paczki – Akatsuki.
- Nie uwierzę, póki nie zobaczę! – powiedział brunet nadal trzymając się za bolący od śmiechu brzuch.
- To się jeszcze okaże – mruknął Hatake odstawiając pustą filiżankę na talerzyk. – A tak swoją drogą, to czemu się tak nagle zjawiłeś? – zapytał opierając ręce na stoliku.
- A no właśnie… Mam ci przekazać nowe rozkazy od Tsunade. Od teraz ja się będę zajmował moim kochanym braciszkiem – błysnął zębami w uśmiechu.
- Jak to?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. – Wiesz, że jak Tsunade coś sobie ubzdura to tak ma być – powiedział i dopił swoją kawę.
- No racja. Ciekawe co znowu wymyśliła? – zastanawiał się na głos.
- Nawet nie chcę o tym myśleć – otrzepał się brunet. – Idę sprawdzić co robi Sasuke! – wykrzyknął podekscytowany Itachi i wstał z krzesła.
- Dobrze! To ja wracam do mojej ulubionej czynności – mruknął Kakashi z błyskiem w oku. Hatake zostawił pieniądze na stoliku i wyszli razem z baru. Pożegnali się i obaj poszli w swoje strony.
~*~*~*~

Stał przed drzwiami „wychowanka” brata i nie wiedział czy tak po prostu wejść czy może nacisnąć dzwonek do drzwi? Po dłuższym czasie myślenia postanowił zrobić to co zawsze, czyli… po prostu pojawić się w środku. Jak postanowił tak zrobił. Odwrócił się, poznając, że znajduje się w kuchni, a jego wzrok padł na…SASUKE CAŁUJĄCEGO SIĘ Z NARUTO?!
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
- Sasuke… - szepnął Naruto odrywając się od gorących ust Anioła. – Co my robimy? – zapytał patrząc mu w oczy z rumieńcami na twarzy. Itachi ledwo się powstrzymywał. To było słodkie a zarazem zabawne.
- Cii… - uciszył blondyna Anioł. – Nie przerywaj tej chwili – mruknął i ponownie pocałował Uzumakiego podnosząc go. Narokach przeniósł go w głąb kuchni delikatnie sadzając na stole, pod którym oczywiście ze śmiechu pękał starszy Uchiha.
No nie bez jaj! – krzyknął Itachi w myślach i prychnął.
- Co to było? – Naruto rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie wiem. Zignoruj to – mruknął Sasuke i położył dłoń na jego delikatnym policzku.
Powietrza ludzie i anioły, powietrza! – śmiał się w myślach podglądacz. Tym razem nie wytrzymał i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Słyszałeś to?! Ktoś tu jest! – panikował blondyn, drugi raz przerywając pocałunek.
- Tak słyszałem – burknął Sasuke i zmarszczył brwi, a jego wzrok padł na stół. Zauważył postać trzęsącą się pod stołem. Ominął Naruto i schylił się.
- O kurwa…- zacisnął pięści w nerwach. – Itachi! – ryknął.
- Sasu-chan… - wyskamlał. Wypełzł szybko z pod stołu i cofnął się pod ścianę jakby chciał się w nią wcisnąć.
- Itachi…- powtórzył młodszy przez zaciśnięte zęby powoli podchodząc do brata. Itachi pomimo strachu przed nieprzewidywalnym, młodszym bratem, nie potrafił opanować cisnącego się na usta uśmiechu. To był uśmiech drwiny czy szczęścia, że jego niestały braciszek kogoś w końcu kogoś znalazł i to nie na chwilę? Była tylko jedna kwestia do omówienia, ale żeby nie psuć tej chwili, Itachi wcisnął tę myśl w najgłębsze zakamarki umysłu.
- Spokojnie braciszku! – wykrzyknął i rzucił się na niego obejmując szczelnie o wiele silniejszymi ramionami. Sasuke próbował się wyszarpać z jego uścisku, ale nie udało mu się to. Itachi był zbyt silny.
- Co tu robisz?! – warknął mu do ucha. Był podniecony, a jego „kochanieńki” braciszek przerwał mu dobieranie się do Naruto.
- Jestem Twoim nowiusieńkim opiekunem! – powiedział z wielkim bananem na pół twarzy. Jego uśmiech był olśniewający. Był kilka centymetrów wyższy od Sasuke. Dla Naruto to było prawie niemożliwe.
- Jak to nowym opiekunem? A co z Kakashim? – zapytał już spokojnie młodszy Uchiha.
- Kasiek? A Tsunade- sama ma dla niego troszeczkę inna misję – znów błysnął zębami uwalniając brata z ramion.
- Em… przepraszam – odezwał się Naruto dotychczas nie zauważony. – O czym mówicie?
- Ach! Właśnie! Itachi Uchiha! Najwspanialszy na świecie brat Sasuke – przedstawił się skromnie brunet wyciągając rękę w stronę blondyna.0
- Naru-
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- To ja wam już nie przeszkadzam – wypowiedział nad wyraz szybko i zniknął w obłoku.
- Co to było? – zapytał zdziwiony Uzumaki. Sasuke tylko klepnął się dłonią w czoło i oparł się biodrem o stół.
- To właśnie był mój brat – jęknął żałośnie. – Musze porozmawiać z wredną Tsunade o tej sprawie. Ten tępak nie może nadzorować MOJEJ pracy! – warknął zaciskając pięść.
- A mówisz, że to ja jestem zmienny – uśmiechnął się blondasek.

~*~*~*~
Po całej akcji z Itachim, chłopaki zachowywali się tak jak zwykle. Jakby wszystko co starszy Uchiha przerwał nie miało miejsca w ich życiu. Naruto, choć tego nie okazywał, czuł się trochę zakłopotany cała tą sytuacją. Sasuke…cóż, anioł nie zwracał uwagi na nic. Być może to był jego sposób na pozbycie się tego dziwnego uczucia, które pojawia się za każdym razem, gdy spojrzy na blondyna?
- Tak w ogóle…- mruknął brunet – kiedy masz te swoje zawody?
- Zawody? Jakie zawody? A! Te zawody!  -zaśmiał się z własnej głupoty Uzumaki. – w kalendarzu jest zapisane – powiedział z uśmiechem i podszedł do zawieszonego na ścianie małego kalendarzyka. Kółko nakreślone czerwonym mazakiem wskazywało 8 marca. Cóż za zbieg okoliczności. Gdyby Naruto był kobietą to pewnie mógłby liczyć na jakis wstrętny wyschnięty kwiatek.
- 8 marca!
- No pięknie – burknął anioł pod nosem. – To masz jeszcze jakieś dwie doby.
- No i co ja teraz zrobię?! Przez ciebie dobrze się nie przygotowałem!
- Przeze mnie? A co ja takiego zrobiłem? –oburzył się Uchiha.
- Ciągle mi przeszkadzałeś! Zrzucałeś na mnie gałęzie, podkładałeś nogi!
- Bieg z przeszkodami – zaśmiał się pod nosem anioł.
- A! – krzyknął Naruto. – Idź i mnie nie denerwuj!
- Nie pójdę, bo kazano mi ślęczeć przy tobie dzień i noc – bąknął Sasuke rozkładając się na łóżku blondyna.
- Ty…! – warknął pod nosem Uzumaki. Zaczął podchodzić do Anioła, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kto to może być?
- Nie mnie pytaj, Młocie.
- Skończ! – uciął mu Naruto. Poszedł do drzwi. Wziął głęboki oddech uspakajając się i chwycił klamkę otwierając powoli drzwi. Z uśmiechem przywitał jakichś trzech mężczyzn w białych ubraniach.
- Słucham? W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Pan…- gość spojrzał na jakieś kartki, które trzymał w rękach. – Uzumaki Naruto?
- Tak, to ja. Coś się stało? – zagadnął blondyn nic z tego nie rozumiejąc. Czego ci ludzie mogą od niego chcieć?

- Pogotowie psychiatryczne. Zapraszam z nami.

wtorek, 22 kwietnia 2014

... ;-;

Hej Robaczki! Wybaczcie, że dopiero teraz, ale nie miałam internetu ;-; Nie mam świątecznej notki, bo nie wzięłam ze sobą laptopa, a i tak zapomniałam o tych świętach i nic nie napisałam ;----------; a tak btw moi drodzy! Mimo, że już praktycznie po świętach to i tak składam Wam spóźnione życzenia Wielkanocne! Wszystkiego najlepszego! Oby Wam zając jaj nie zeżarł xD

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Wakacyjna przygodna: dzień pierwszy

Tak, a więc! To pierwszy rozdzialik nowego opka! Widzę, że początek wam się spodobał ^^ co mnie ogromnie cieszy! I cieszą mnie wasze komentarze! DZIĘKUJĘ ZA NIE! <33 Jesteście świetni! ^^ W takim razie nie będę przedłużać! Miłego czytania, Kochani!
~yatta~
Tak więc, na początek podsumujmy sytuację w jakiej się znalazłem. Po pięknym, przesiedzianym przed laptopem dniu, musiałem iść na pieprzoną kolację do nowych sąsiadów i to akurat w pierwszy dzień wakacji. Siedzę teraz przy stole państwa Uzumakich. Z niewiadomych przyczyn Minato – pan domu – zmienił nazwisko. Podobno pokręcona sytuacja. Pani Kushina – matka blondyna, który otworzył nam drzwi – nałożyła mi 3 talerze swojej sałatki. Mam świetny żołądek i potrafię naprawdę dużo pochłonąć, ale więcej już nie zmieszczę! Za to mój ukochany braciszek wykazał się swoimi „manierami” i zaczął wychwalać kuchnię tej kobiety. No ileż można? Bite pół godziny jęczał jakie to wspaniałe, pyszne i nie wiadomo jakie jeszcze, jedzenie przyrządziła. Ludzie! To tylko pieprzona kolacja! Czym tu się zachwycać?! Podlizujący się debil.. Tak, bardzo kocham swojego brata.

Acha! Został jeszcze jeden gość – blondasek. Cud, miód i pomidorki. Niższy ode mnie i dobrze wygląda w garniturze, ale żeby był jakiś niesamowicie przystojny…? Zaraz! Czy ja oceniałem faceta?! ... No, w sumie…nie ma tu kogo oceniać. Są zaledwie dwie kobiety na czterech facetów. Przecież nie będę obczajał własnej matki.
- Sasuke? – usłyszałem głos pana Minato.
- Co? – wzdrygnąłem się. Za bardzo się zamyśliłem.
- Nie „co” tylko proszę – poprawił mnie Itachi.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz jakby się mocno nad czymś zamyślił – uśmiechnął się starszy z blondynów.
- Tak, wszystko porządku. Przepraszam, odpłynąłem.
- W swój świat marzeń, jak zazwyczaj? – dociął mi brat. No jak ja mu zaraz….!
- Nawet jeśli to i tak nie masz do niego wstępu, Itachi – odpowiedziałem nad wyraz spokojnie, a na koniec wysyczałem jego imię patrząc mu w oczy. Atmosfera trochę miedzy nami zgęstniała. Mierzyliśmy się wzrokiem dopóki ktoś nam nie przerwał.
- Spokojnie chłopaki, bez spiny.
- Naruto! Co to za język?! – upomniała blondyna jego matka. Ach, Naruto. To tak się nazywa nasz mały przystojniacha. Przegapiłem moment, w którym się przedstawiał. Cóż… trudno się mówi.
- No co? Normalnie mówię – uśmiechnął się do matki i zadowolony z życia niczym pudelek wrócił do zajadania się szóstym talerzem. Jest lepszy ode mnie…ale to się zmieni – kiedyś.
Później szło jak z płatka. Ja się wyłączyłem, Itachi paplał z kobietami, ojciec jak zwykle zasypywał pana Minato pytaniami i swoimi „mądrymi” pouczeniami, a Naruto…cóż…on jako jedyny, nie licząc mnie, nie pasował do tego całego obrazka. No może nie do końca. Od czasu do czasu coś bąknął, uśmiechnął się czy coś. Praktycznie cały ten wieczór go obserwowałem. Trzeba będzie dzieciaka wziąć pod skrzydła i pokazać kilka dobrych miejscówek…Chwila…mały loading…NIE! NIE MA MOWY! O czym ty durnowaty lecz nadzwyczaj przystojny, Sasuke myślisz?! Żadnego pokazywania miejscówek czy brania pod skrzydła! Wybij to sobie z głowy!
- Sasuke? – zagadnął młody Uzumaki. – Wszystko…dobrze?
- Jak najbardziej. Nie rozumiem czemu pytasz – mruknąłem patrząc mu w oczy. Ładne, niebieskie.
- Może dlatego, że uderzyłeś się w głowę po kilku godzinach wpatrywania się we mnie? – uniósł brew, lekko wykrzywiając usta w uśmiechu.
- Po jakich kilku godzinach? Przyszliśmy tu o 19, a jest zaledwie…- spojrzałem na zegarek wiszący w kuchni. Tak cały czas tam siedziałem. – 2.00…? – otworzyłem szeroko usta. Zdecydowanie nie powinienem tego robić. Zbyt inteligentnie nie wyglądałem. – Jakim cudem jest już druga?! – krzyknąłem zrywając się z krzesła.
- Sasuke, spokojnie! – powiedział blondyn dusząc się ze śmiechu. No naprawdę jest się z czego śmiać! Tyle godzin przesiedzianych w kuchni Uzumakich! Koszmar!
- Coś się stało? – zapytał mój ojciec stając w progu kuchni. Oczywiście, że się stało!
- Nie tato. Wszystko w porządku. Mógłbym już wrócić do domu? Jestem zmęczony – skłamałem. Byłem zdziwiony faktem, że przez cały ten wieczór, zamiast czytać książkę, jeść czy może, hm… czytać książkę, wpatrywałem się w nowego sąsiada. Paranoja!
- Oczywiście. Wszyscy wracamy. Przyszedłem tu, żeby cię zawołać – wymamrotał. Całe szczęście. Wyszedłem za nim z pomieszczenia.

Szybko poszło. Kulturalne pożegnanie, ostatnie rozmowy starszych i ostateczne pożegnanie. Ucałowałem dłoń pani Uzumaki, uścisnąłem dłoń pana Minato, a gdy doszło do pożegnania z Naruto, nie wiedziałem co zrobić. Itachi uścisnął mu dłoń, więc ja chyba też powinienem, nie?
- No to, do zobaczenia – mruknąłem w jego stronę i wyciągnąłem dłoń.
- Do zobaczenia – uśmiechnął się znowu… w zasadzie cały czas się uśmiechał. Uścisnął moją dłoń, a ja miałem wrażenie jakby to trwało wieki. Męczące.
- No, chłopcy! Zbieramy się! – zakrzyknęła wesoło mama. Puściłem dłoń Uzumakiego i odwróciłem się wychodząc z ich domu. Skierowałem się od razu na nasze podwórko.
- Poczekaj! – krzyknął za mną Itachi biegnąc w moją stronę.
- Czego? – burknąłem. Chciałem się już położyć. Naprawdę byłem zmęczony.
- Co tak szybko uciekasz? Nie spodobał ci się blondasek? – zakpił wykrzywiając usta w wrednym uśmiechu.
- Spadaj deklu! Co ma piernik do wiatraka?! Jestem po prostu zmęczony – warknąłem.
- Ha, ha! Udało mi się wyprowadzić cię z równowagi! Znowu! – zaczął się śmiać i poszedł przodem.
- Dekiel! – ryknąłem nie zważając na godzinę.
- Sasuke zachowuj się! – pouczyła mnie mama. Ojciec jak zwykle pokiwał głową i ruszył z mama w stronę domu. Obejrzałem się jeszcze na dom nowych sąsiadów i westchnąłem. No i co przyniosą tegoroczne wakacje?, zastanawiałem się.
- Au…- pomasowałem lewy policzek. Pięknie. Muszę przestać tyle myśleć, bo mi to nie służy, a jedynie szkodzi.
Nacisnąłem klamkę i wszedłem do domu. Muszę się wykąpać i do łózia…


Rano obudził mnie jakiś hałas. Oczywiście Itachi sobie kogoś sprowadził do domu. Jest 12! Ludzie chcą spać! , wykrzyczałem w myślach. Poleżałem chwile, a później uznałem, że skoro Itachi i tak będzie wrzeszczał jak opętany, wstałem. Było cholernie gorąco. Założyłem krótkie spodenki, złożyłem łóżko i poszedłem do łazienki umyć zęby i uporać się z moimi włosami. Po kilku minutach(szybki jestem) wyszedłem z łazienki. Z pokoju mojego brata dochodziły jakieś śmiechy. Ale to nie był ani Kisame, ani Dei-gej, ani żaden świr z jego dziwacznej paczki. Podszedłem pod drzwi i podsłuchałem kawałek rozmowy.
- Tak to było świetne! Jeszcze jak tak się gapił cały wieczór! – powiedział nieznajomy mi gościu.
- Dokładnie! Od razu widać, że miłość w powietrzu! – ekscytował się Itachi.
- Jaka miłość człowieku?! Czy Ty masz jakaś spaczoną psychike czy co?! – oburzył się gość. Zaraz, znam ten głos…
- Czemu od razu spaczoną od razu widać, że to miłość! On nigdy się tak nie gapił na nikogo! A już na pewno nie tak długo! – stawiał przy swoim mój brat. Przecież on rozmawia z…
- Itachi Ty świrze! – roześmiał się…Naruto. Czy oni rozmawiają o wczorajszym wieczorze?!
- Żaden świr! Patrzę to widzę! No uwierz mi na słowo! On już się zakochał!
- Ale z Ciebie głupek! Po prostu się zapatrzył! – mówił blondyn. Właśnie! Jaka miłość?! Ja się tylko zapatrzyłem do cholery!
Wparowałem do jego pokoju i bez przywitania zacząłem gadać jak opętany.
- Właśnie! Tylko się na niego zapatrzyłem! Nie moja wina, że cały wieczór siedział przede mną! Jaka miłość?! Itachi Ty głupi dekiel jesteś! Ja miałbym się zakochać w tym Młocie?! – podniosłem głos na brata i wskazałem na Naruto. Obydwoje patrzyli na mnie jak na debila. No co jest? Spojrzeli po sobie i wybuchli śmiechem.
- No i czego tak cieszycie pyski?! – nie wytrzymałem z nerwów i krzyknąłem.
- O czym – zaśmiał się Itachi – o czym ty mówisz, Sasuke?! – ponownie wybuchł śmiechem.
- My…tylko mówiliśmy o serialu, który oglądamy!- wyjaśnił blondyn. – „zabójcza miłość”!
- Dokładnie! Główny bohater tak się wpatrywał w pewną laskę, że na pewno będą razem! – śmiał się Itachi.
- A ty o czym niby pomyślałeś? O co chodziło z tym „ nie zakocham się w tym młocie”? – zapytał ze łzami w oczach Naruto. Od razu zalała mnie fala gorąca. Policzki miałem czerwone jak burak. Więc… oni rozmawiali o serialu, a ja myślałem, że…i jeszcze ten tekst o zakochaniu… Kami-sama jestem kretynem!, wyrzucałem sobie w myślach. Stałem pośrodku pokoju brata, a oni nadal się śmiali. Nie wiedziałem co robić, więc odwróciłem się i burknąłem pod nosem zawstydzony jak cholera:
- Sorry za wtargnięcie. Już sobie idę.
- Miłego braciszku! – śmiał się Itachi. – I ubierz się golasie! – krzyknął za mną. Odwróciłem się patrząc na niego spod grzywki. W tedy zauważyłem jak Naruto wgapia się z rumieńcami(pewnie od śmiechu) w mój nagi tors. Jakby w życiu męskiej klaty nie widział. Nie powiem, słodko wyglądał. Wyszedłem z jego pokoju i skierowałem się do jedynego miejsca, które zawsze, ale to zawsze, przyjmie mnie z otwartymi…echem, drzwiami. Uśmiechnąłem się do swoich myśli i stanąłem w kuchni przed urządzeniem moich marzeń.

- Witaj, lodóweczko!

piątek, 28 marca 2014

Proluś? ^^''

Taki troll xD Wybaczcie, że to jeszcze nie jest rodział "niebiańskiej misji".. mam mały zastój w tym opku.. nie chcę pisać na odczep się, więc wstawię rozdział jak tylko go porządnie napiszę. Tym czasem.. napadło mnie na zupełnie inne opowiadanie.. wstawiam tu taką małą próbkę.. jeśli Wam się spodoba to będę kontynuować, jeśli nie to trudno napisze to dla siebie :D
Ps. dziękuję Wam za komentarze! i za każdym razem będę dziękować, bo dzięki temu wiem, że jesteście, czytacie i zostawiacie na tym blogu swój ślad nie tylko przez wyświetlenia <3
~ the end ^^~

- Sasu...rozchmurzysz się wreszcie?
- O co ci chodzi Itachi? - zapytałem. Już powoli zaczynałem mieć tego dość. Wejdzie taki bałwan człowiekowi do pokoju i jęczy o głupie wygięcie ust. Jak głupim trzeba być żeby tak ślęczeć nad człowiekiem 15 minut?
- Zawsze się obrażasz i ciągle tylko mruczysz pod nosem. Uśmiechnij się chociaż na chwile…- prosił mój brat - Itachi. On jest ciągle uśmiechnięty. Jeden wariat w domu wystarczy.
- Nie mam  powodu do uśmiechu. Mógłbyś mnie już zostawić? – burknąłem pod nosem wpatrując się w tą samą kartkę książki. Nawet w spokoju poczytać człowiekowi nie dadzą.
- Eh…no dobrze braciszku. Ale pamiętaj co dzisiaj jest za dzień – powiedział z uśmiechem wychodząc z pokoju.
- Jasne, że pamiętam – mruknąłem i wróciłem do czytania. Niestety nie wyszło mi to za bardzo. Zirytowany odłożyłem ją na bok i zacząłem wgapiać się w okno. Pierwszy dzień wakacji i dzień przeprowadzki nowych sąsiadów. Podobno to dobrzy znajomi moich rodziców. Mają syna w moim wieku. Podobno jest mojego wzrostu i jest „niewiarygodnie przystojny, jak jego ojciec”. Akurat, już im uwierzę.
Westchnąłem i wyszedłem z pokoju. Zszedłem na dół, do kuchni i od razu skierowałem się w najpiękniejsze miejsce tego domu – lodówka.
- Sasuke, co tu robisz? – usłyszałem przyjemny głos mamy. – Znowu buszujesz w lodówce? – zaśmiała się.
- Tak mamo, zgłodniałem – mruknąłem wyciągając kawałek ciasta. Sernik, mój ulubiony.
- Pamiętasz, że dzisiaj idziemy na kolację do naszych nowych sąsiadów? – zapytała z uśmiechem na ustach. Strasznie cieszyła się z tej całej „afery” z przeprowadzką.
- Tak mamo, pamiętam – powiedziałem z buzią pełną ciasta i usiadłem na krześle.
- Cieszę się Sasu – uścisnęła mnie i wzięła się za robienie obiadu. Swoją drogą jestem strasznie ciekawy co dobrego dzisiaj zrobi. Znając swój brzuch za pięć minut będę głodny. Nawet się nie zorientowałem, gdy na talerzu zostały same okruszki mojego deseru. Włożyłem talerz do zlewu i poszedłem powrotem do siebie. Usiadłem przy biurku odpalając mojego ukochanego laptopa. Dostałem go od Itachiego na15 urodziny. Dwa lata a wygląda jakbym dopiero wziął go z salonu. Przejrzałem szybko wszystkie portale społecznościowe, na których miałem konta i włączyłem swoją ulubioną piosenkę. Zanim się spostrzegłem był wieczór. Tylko raz moją komnatę spokoju, jak zwykłem nazywać swój pokój, nawiedziła mama ogłaszając obiad. Krokiety. Pyszności!
- Sasu, zbieraj się czas poznać sąsiadów!
- Dobrze już idę – burknąłem do Itachiego i zamknąłem kompa. Poszperałem chwilę w szafie wyciągając najlepszy T-shirt i bluzę jaką miałem, po czym przebrałem się i zszedłem na dół. Cała rodzinka w komplecie. Jak słodko. Wydaje mi się czy tylko ja mam taki wisielczy humor? Spojrzałem po wszystkich i uznałem, że tak. Wszyscy odstrzeleni jak na wesele, uśmiechnięci wypachnieni. Mnie wystarczyła bluza i ukochany dezodorant.
- No! To chodźmy!  -zakrzyknęła mama. Wszyscy grzecznie wyszliśmy za nią.
Tak wystrojeni stanęliśmy przed drzwiami nowych sąsiadów. Ja z Itachim z przodu, a za nami rodzice.
- Naciśnijcie dzwonek – mruknął ojciec.
- Niech Sasek naciśnie!
- Nie mów do mnie „Sasek”, pacanie! Sam sobie naciśnij!
- Spokój! – skarciła nas mama. Spojrzałem krzywo na brata i nacisnąłem ten przeklęty guziczek.
- Ha! Wygrałem – szepnął do mnie. Wkurzyłem się, naprawdę się wkurzyłem! Już podniosłem na niego rękę, gdy drzwi się otworzyły.
Z uniesioną ręką spojrzałem w lewo. Mój wzrok padł na niebiańsko uśmiechniętego blondyna. Co za kosmos, pomyślałem.

- Sasuke. Opuść rękę, jak ty się zachowujesz? – powiedział poważnym tonem mój braciszek. W środku ściskało go ze śmiechu, a ja miałem coraz większą ochotę rozwalić mu nos.

sobota, 8 marca 2014

NaruSasu - nieudany związek?

   Taki mały one-shocik na zagryzke. Rozdzialik się pisze spokojnie. Mam ostatnio coś dużo sprawdzianów =.=' A to mi się napisało na lekcji polskiego xD Ah ta wena ;-; przychodzi kiedy chce ;-;
Mam nadzieję, że nie zasztyletujecie mnie (lub gorzej), że musicie, Robaczki czekać tyle czasu ;-;
Ps. Dziękuję Wam za komentarze <33 i przy okazji soróweczka za błędy...ostrzegam, że są tam malutkie przekleństwa ;-; i niestety Was nie zdemoralizują xD
~ kuuuniec nudzenia :D~


   Nigdy nie było nam dane być razem. Od zawsze ktoś miał coś przeciwko. Nasi rodzice...obydwoje byli przeciw temu co nas łączyło. Ja- jako ich jedyny, po śmierci Itachiego syn. Ty- mój przybrany brat.
   Pamiętam to jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Zapłakany kurczowo trzymałeś się Itachiego. Bałeś się choć byłeś już bezpieczny. To właśnie mój brat uratował Ci życie. To on obronił Cię przed tymi bandytami. Zawsze żałował, że nie dotarł wcześniej. Może uratowałby także Twoich rodziców. Od tego dnia stał się naszym bohaterem.
   Tyle lat minęło od tego wydarzenia.Tyle czasu od kiedy pierwszy raz ujrzałem Twoje wspaniałe oczy. Były tak niesamowicie niebieskie. Kolor nieba mógł się chować przy Twoich oczach. Pamiętasz co wtedy zrobiłem? Podszedłem do Ciebie i powiedziałem z radością małego dziecka: " Cześć! Jestem Sasuke! Będziesz moim nowym braciszkiem?" 

Spojrzałeś mi w oczy ze zdziwieniem, ale już po chwili uśmiechnąłeś się ocierając łzy. Twój uśmiech...to on rozjaśniał wszystkie moje dni, które razem spędziliśmy.
   Pewnego dnia dotarło do mnie, że to uczucie, którym Cie darzę, nie jest zwykłą braterską miłością. To coś więcej. I teraz już dobrze o tym wiesz. Zawsze, gdy Cię widziałem czułem przyjemne ciepło rozlewające się po moim ciele. Za każdym razem, gdy się uśmiechałeś rumieniłem się jak pomidor. Pamiętasz ten dzień, w którym Ci to wszystko wyznałem? Przycisnąłem Cię do ściany i wszystko wykrzyczałem. To wszystko mnie przerastało! A Ty...tak spokojnie tego słuchałeś. Zupełnie jak nie Ty. Położyłem dłoń na moim policzku i powiedziałeś te słowa, które napełniły mnie nową siłą do życia: "Sasuke, ja też Cię kocham..."
Wtedy pierwszy raz zasmakowaliśmy swoich ust. Mógłbym już zawsze czuć ich smak. Moje serce waliło tak mocno, jakby miało w każdej chwili przebić się przez moją klatkę. To była najwspanialsza noc w moim życiu. Po niej były następne. Pamiętasz? Za każdym razem dominowałeś. Podobało mi się to.
KOCHAŁEM CIĘ CAŁYM SERCEM DRANIU!
Długo nasz związek nie przetrwał. Gdy ojciec się dowiedział zrobił nam piekło. Itachi próbował nas bronić, ale nie dał rady. Wyszedł z domu i nie wrócił. Wpadł pod samochód. Moi rodzice posądzili Ciebie o śmierć Itachiego. Nie wiem czego od Ciebie chcieli, ale znienawidziłem ich po tym jak wysłali Cię za granicę na "studia". Tam ją poznałeś! Zapomniałeś o mnie!

   Tyle miesięcy ryczałem za Tobą! Przez ten czas stałem się totalnym skurwysynem! Wszystko dla Ciebie! Byłem Ci wierny! A Ty tak po prostu ożeniłeś się! Zostawiłeś mnie tutaj! Zapomniałeś o naszej miłości, zapomniałeś o mnie!
   Gdy przyjechałeś myślałem, że zemdleję ze szczęścia. Wpadłem Ci w ramiona, a gdy chciałem pocałować odsunąłeś mnie od siebie. Wiesz jak mnie to zabolało?! Odsunąłeś mnie żeby przedstawić mi swoją żonę Ty skończony kretynie!
   Teraz pewnie czytasz to i śmiejesz się z mojej pieprzonej głupoty co? Ale wiedz, że ja Cie kochałem! Kocham! I już zawsze będę kochał nie ważne jak bardzo byś mnie zranił! Pamiętaj, że już zawsze będę blisko Ciebie. Naruto...Ty durniu...
                                                                                   Sasuke.

- Sasu... - wyszeptał chowając zapłakaną twarz w dłoniach. - Kocham Cię... - zaszlochał wpatrując się w marmurową płytę z napisem "Sasuke Uchiha - lat 24 - zginął śmiercią tragiczną"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra końcówka mi nie wyszła, ale nie wiedziałam jak to ująć w słowa i to "zginął śmiercią tragiczną" xD zamiast dramatu wyszła mi komedia  xD

poniedziałek, 3 lutego 2014

Niebiańska misja 5

 Ha! Witajcie Robaczki! Tęskniliście?! Udało mi się wyskrobać następny rozdział NB tak jak obiecałam ^^ Mam nadzieję, że nie narobiłam tam za dużo błędów ;-;
ps. dzięki Robaczki za komentarze <3 Zapraszam do czytanka ^^
~ kuuuniec nudzeniaa~

Popcorn był dosłownie wszędzie. Na telewizorze, półkach, szafce, biurku. Nawet jakimś cudem znalazł się na suficie. Kiba siedział z nieodgadnioną miną wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Zastygł w jednej pozycji trzymając miskę w rękach.
- Kiba? – zagadnął blondyn. Psiarz nie reagował, więc Naruto postanowił do niego podejść. Położył mu rękę na ramieniu. Kiba jakby wyszedł z transu i spojrzał na Uzumakiego.
- Rany… stary co tu się dzieje…?
- Mnie o to pytasz? To ja się ciebie pytam, co się tu stało?! – powiedział podniesionym głosem.
- A skąd mam wiedzieć?
- Stąd, że tu byłeś pacanie!
- Nie nazywaj mnie pacanem! Nie wiem co się stało! Nagle żarcie zaczęło latać po pokoju!
- Samo? – zapytał zdziwiony Naruto.
- No nie! Znaczy tak! Znaczy… kurwa nie wiem! To jakieś nawiedzone jest! – żachnął się szatyn. Odłożył miskę i sięgnął po piwo. Uzumaki domyślał się kto mógł stać za tą popcornową wichurą.
Psiarz wziął łyka z butelki i odłożył ją z powrotem na stolik.
- Powiedz mi…tu są jakieś duchy? – zapytał Kiba ze strachem w oczach. Naruto spojrzał na niego jak na idiotę.
- Duchy? Jasne! Jest taki jeden! Brunet, czarne jak węgiel oczy i cholernie przystojny! – wykrzyknął w nerwach dysząc nad przyjacielem.
- W-więc jest?! – upewniał się przerażony Inuzuka. Od zawsze bał się duchów i innych tym podobnych stworzeń.
- Jest! Ale zniknął, Drań jeden! – wrzasnął Uzumaki zrzucając popcorn z biurka.
- To j-ja już pójdę! – wyjąkał, szybko pozbierał swoje rzeczy i już go nie było. Naruto nawet nie zwrócił na niego uwagi. Uderzył się w policzek i westchnął. Ogarnął wzrokiem cały pokój i załamał się w duchu. Teraz wszystko musi sam posprzątać.
- Czas się za to zabrać – mruknął pod nosem. – I był sobie meczyk.

~*~*~*~

Tymczasem przed blokiem Naruto kręcił się nie kto inny jak Sasuke.
- Pierdolony psiarz! Co on sobie wyobraża! – warczał pod nosem.
- Sasuś! A co ty taki nie w sosie co?
- Kakashi, co ty tu znowu robisz?! – warknął w stronę swojego „opiekuna”. Hatake uśmiechnął się pod maską unosząc palec do góry.
- Ja – wskazał na siebie – pilnuję ciebie!  -to mówiąc dal pstryczka w nos wkurzonemu Uchisze. – A teraz mów coś ty taki wkurzony? Blondynek ci się nie dał? – zaśmiał się opierając o barierkę, przy której stali.
- O czym ty w ogóle mówisz?! – oburzył się brunet. – To, że jest ładny nie oznacza, że mi się podoba! On jest…jest…no nie w moim typie!
- Jaaasne – przeciągnął świdrując jego sylwetkę jednym okiem.
- No tak! – upierał się przy swoim. Nagle obok niego dosłownie przebiegł jakiś szatyn. Wiedział, że go skądś kojarzy. Przyjrzał się dokładniej czuprynie i plecakowi chłopaka.
- Muszę iść! – rzucił przez ramię do szarowłosego i pobiegł za nim.
- Oczywiście Sasuś! – krzyknął za nim. – Zakochany Sasek. Piękna nowość – mruknął pod nosem uśmiechając się do siebie. – Trzeba będzie przekazać tą informację Itaśkowi…
- Co mi przekazać? – zainteresował się brunet, który dosłownie sekundę później pojawił się obok Kakashiego. Wyglądał jak kopia Sasuke. Jedyne co ich różniło to wiek i fakt, że Itachi miał długie włosy spięte w koński ogon. Uśmiech obydwoje mieli taki sam – boski.
- Itachi! Dobrze, że cię widzę! Choć pójdziemy na kawkę i wszystko ci opowiem! – powiedział z entuzjazmem zamaskowany anioł.
- Dobrze, ale ty stawiasz! – rzucił z uśmiechem starszy Uchiha.
- Nie ma mowy!
- Kasieeeek! – jęknął Itachi z miną proszącego szczeniaka. Hatake zawsze nabierał się na tę sztuczkę.
- No dobra – mruknął i oboje zniknęli.

~*~*~*~
- Gdzie ten Drań jest?! – mruczał do siebie. Przyzwyczaił się do obecności Sasuke w swoim domu, w swoim otoczeniu…w życiu. Nawet go polubił, nawet bardziej niż myślał. Odkąd skończył sprzątać w pokoju, siedział w kuchni i popijając kawę czekał…czekał na swojego anioła stróża. Zaczął się nawet zastanawiać, czy po tej małej akcji przerwanej przez Kibę, Sasuke po prostu go nie opuścił? Nie mógł się pogodzić z myślą o ponownym byciu samym. O byciu samym…bez Sasuke. Bez tego cholernego Drania uprzykrzającego mu życie, bez cholernego Drania poprawiającego mu humor, pomagającego mu…bez tego nowego czułego Drania, którego poznał jeszcze kilka godzin temu.
- Nie, to nie możliwe, żeby mnie opuścił… - szepnął do siebie. Nie rozumiał dla czego o nim myśli. Nie rozumiał, dlaczego czuje się opuszczony, a po jego policzku spływa powoli łza. Wytarł ją rękawem swojej ulubionej pomarańczowej bluzy i upił łyk kawy. ~Gdzie ten Dureń poszedł…~ pomyślał. Uniósł głowę, czując obecność kogoś jeszcze. Z załzawionymi oczami wpatrywał się w opierającego się o ścianę, Sasuke.
- Młotku? Czego ryczysz?  - zapytał, o dziwo, uśmiechając się brunet.
- Sasuke…- szepnął blondyn. Wpatrywał się w jego cudowny uśmiech. Widząc takiego Sasuke, poczuł gorąco zalewające całe jego ciało. Wstał gwałtownie z krzesła, które prawie wylądowało na podłodze i rzucił się w ramiona, zdziwionego jak cholera, Uchihy.
- Co ci się stało, Młotku? – szepnął anioł, nie panując nad swoim ciałem. Objął łkającego Naruto i przyłożył usta do blond czupryny, uspakajająco głaszcząc go po plecach.
- Już myślałem, że mnie zostawiłeś! Gdzie ty byłeś?! I co zrobiłeś z moim pokojem, ty Draniu?! – wybuchł odzyskując rezon
- Ja?!
- Tak ty! – krzyknął nadymając policzki. Patrzył Sasuke prosto w zdziwione oczy. Po czasie spędzonym z blondynem, nadal nie przyzwyczaił się do jego szybkich zmian jego nastroju. W jednym momencie płacze, a w drugim wkurza się lub śmieje. U Naruto to normalne.
- Po pierwsze nie zostawiłem cię i nie zostawię, bo zawalę misję. Po drugie - poszedłem tam gdzie poszedłem – odpowiedział wymijająco. Co się będzie rozmieniał na drobne? – A po trzecie, narobiłem syfu, przyznaję, ale dlatego, że nie chciałeś wyrzucić stąd tego pchlarza! – burknął wypuszczając blondyna z ramion. Obaj nie zorientowali się, że przez cały ten czas stali przytuleni do siebie.
- To robi się coraz dziwniejsze – zauważył Naruto. Opuścił głowę i wpatrywał się w swoje skarpetki.
- „To” to znaczy co…? – zapytał Sasuke, choć dobrze wiedział o co chodzi Uzumakiemu.
- Bo…najpierw mi dokuczasz, potem pomagasz…próbujesz pocałować – wyszeptał rumieniąc się soczyście, – a później robisz scenę jakbyś był zazdrosny i każesz mi wyrzucić Kibę…zrobiłeś mi burdel w pokoju! –to mówiąc spojrzał mu hardo w oczy, ale widząc czuły uśmiech na twarzy Sasuke znów opuścił głowę. – Już nie wiem co o tym wszystkim myśleć Sasuke...
Uchiha cały czas słuchał tego co mówi Naruto. Uśmiechał się na wspomnienie tego co miało miejsce kilka godzin wcześniej, zanim Psiarz wpadł do ICH domu.
- Chciałbyś to powtórzyć? – zapytał Sasuke przerywając Naruto. Blondyn spojrzał na niego z zaskoczeniem  i rumieńcami na twarzy. Uchiha nie czekał na jego odpowiedź tylko znów objął go w pasie. Położył dłoń na policzku Naruto i patrząc mu w oczy powoli, zbliżał twarz do różowiutkiej twarzy Uzumakiego.

- Sasuke…co ty…- szepnął, a reszta niedokończonego zdania utonęła w ustach anioła.

czwartek, 16 stycznia 2014

małe info? hehe ^^''

Kochani! Przepraszam, nie mam rozdziału ;--------------; zabijecie mnie za to wiem ;------; Chyba, żeee pójdziemy na taki układ: Wy pozwolicie mi żyć, a ja postaram się po feriach dodać rozdzialik hm..? ;---;   Przepraszam Was bardzo, ale ja i mój genialny mózg musieliśmy się postarać powyciągać oceny ;--; I jeszcze teraz wyjeżdżam na calutkie 2 tygodnie na ferie do znajomych, co oznacza zero komputera, zero telefonu i zero internetu ^^'' To co powiecie na układ powyżej Robaczki? ^^''

A to... Takie tam... na odkupienie win? ^^''