wtorek, 27 listopada 2018
Zerwanie
Czy Ty też czujesz jak tęsknota rozpala żywy ogień w płucach?
Czy Ty też o tym myślisz?
Czy jak ja zastanawiasz się czy o Tobie myślę?
Wspomnienia radosnych chwil bolą Cię tak jak mnie?
Czy widok szczęścia na naszych zdjęciach potęgują napływ łez?
I czy też - tak jak ja - oszukujesz się, że wszystko jest ok?
Zastanawiam się, myślę, rozważam.
Próbuję zapomnieć - nie umiem.
Twoje zdjęcie burzy moje przekonanie, że dałem sobie rade.
Też tak masz? Też tak czujesz?
Kilka dni...pustych dni. Pustych, bo bez ciebie.
Ile razy chciałem się odezwać, ile razy napisać "hej"?
To boli, to pali, niszczy całego mnie.
I choć wiem, że nic nie zmienię, zwyczajnie wiedz, że ja nadal......
Sasuke.....
Kocham Cię.
wtorek, 1 listopada 2016
Niebiańska misja 11 - ost.
Doczekaliście się następnej notki Robaczki 😂 Nie mam nic na usprawiedliwienie swojej marnej aktywności, psaszam 😢 i tak mnie kochacie ❤
~miłego czytanka~
- Nikt z zebranych nie ma nic przeciwko, prawda? - rzekła szefowa Aniołów spoglądając na obecnych w sali. Sasuke rozglądnął się i dostrzegając Itachiego krzyknął:
- Itachi! No weź mi pomóż!
- Co ja mogę teraz zrobić? - odpowiedział łamiącym się głosem. - Znasz zasady, tylko Tsunade może zmienić zdanie.
Sasuke spojrzał w lśniące łzami oczy blondyna.
- Naruto... Nie płacz...
- Nie chcę o Tobie zapominać!-jęknął mocno wtulając się w Anioła. - Nie chcę znowu Cię tracić!
- Naru... Ty Młotku..-szepnął brunet. Ujął w dłonie twarz niższego chłopaka i delikatnie, tak jakby od tego jednego gestu miał zginąć, pocałował go.
- Tsunade-sama - mruknął Kakashi. - Spójrz na nich. Nie możemy pozwolić na zniszczenie tego uczucia. Mamy obowiązek chronić ludzi, nie ranić ich. Jestem pewien ze zranilibyśmy tego młodego człowieka odbierając mu wspomnienia o kimś kogo kocha, a tym samym stracilibyśmy powód do dalszej pracy.
Wszyscy spojrzeli na dwoje zakochanych stojących po środku sali. Naruto ze łzami w oczach szepnął:
- Proszę, nie odbieraj mi go...
Tsunade przetarła twarz i wsparła głowę na dłoniach. Nastała cisza. Nikt nie odważył się już odezwać. Szefowa miała ciężki orzech do zgryzienia. Jak wcześniej mówiła, związek człowieka z Aniołem jest niemożliwy. Co by tu zrobić. Nie chciała, żeby cierpiał jej podopieczny Sasuke. Była za niego odpowiedzialna tak samo jak za wszystkich innych. Tak samo nie mogła nie przyznać racji Kakashiemu.
Mijały kolejne minuty. Tsunade nadal milczała, Sasuke wciąż uspokajał Naruto, a Itachi błagał bogów o cud. Nagle szefowa wstała.
- Nie mogę skazać tych dwoje na wieczne męki. Nie mogę też pozwolić na związek Anioła z człowiekiem -rzekła. - Ale jest jeden sposób...
- Jest?! Jaki?! -przerwał blondyn.
- Daj mi skończyć!- ryknęła. Po chwili uśmiechnęła się do pary. - Sasuke, możesz zrezygnować z posady Stróża i żyć jako człowiek, ale ostrzegam to nie będzie dla Ciebie łatwe.
Sasuke ściągnął brwi w zamyśleniu. Naruto, jak nigdy, stał cicho wpatrując sie w ukochanego Anioła.
- Sasuke! Zastanów się dobrze! Po podjęciu decyzji nie będzie odwrotu!
- Wiem Itachi, przymknij się, bo myślę! -krzyknął do brata.
- Sasuke, kochasz mnie...?- zapytał blondyn niepewnie. Sasuke nie spodziewał się takiego pytania. Oczywiście, że go kochał! Musiał go kochać skoro wrócił, prawda! Martwił się o niego cały ten czas!
- Sasuke? Jaka jest Twoja decyzja?
Brunet nabrał powietrza w płuca, objął mocniej Naruto w pasie i patrząc w oczy Tsunade powiedział, mocnym, pewnym głosem:
- Kocham Naruto i chcę być człowiekiem. Zrzekam się anielskich skrzydeł i mocy na rzecz szczęśliwego, ziemskiego życia. Jeśli tylko mogę o to prosić, nie wymazujcie nam pamięci. Nie chcę zapomnieć, o tym kim jestem.
Po chwili ciszy na sali rozległy się brawa. Itachi ocierał łzy szczęścia.
- Cisza! - wrzasnęła szefowa.- Nie zapominajcie się! Sasuke, jesteś pewien swojej decyzji?
Uchiha patrząc w oczy ukochanego przytaknął.
- W takim razie, przystając także na Twoje warunki, na mocy nadanej mi władzy - zawsze chciałam to powiedzieć - pozbawiam Cię praw anielskich, mocy i skrzydeł, a tym samym od tej chwili będziesz wiódł proste, ludzkie życie u boku Naturo Uzumakiego.
- Dziękuję! - krzyknął z radości blondyn. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
- Poza tym! Waszym Stróżem będzie nie kto inny jak Itachi.
- A było tak pięknie - mruknął Sasuke.
- Nie spuszczę ich z oka! Obiecuję! - powiedział szczęśliwy Uchiha.
- Ale, że tak nawet na pięć minut? - szepnął Naruto.
- Uda nam się go zgubić - uśmiechnął się Sasuke.
- No to koniec! W końcu i nareszcie! Rozejść się!
~~~
- Sasukeeee! Czekaj!
- Pospiesz się Młotku, nie mamy czasu - mruknął brunet stając po środku chodnika. Naruto biegł w jego stronę próbując nie gubić książek po drodze. W pewnym momencie potknął się i o mało nie fiknął orła. Na szczęście Sasuke szybko go złapał.
- Ale z ciebie łamaga - skomentował stawiając go na nogi.
- I tak mnie kochasz, Draniu - mruknął Naruto całując swojego ukochanego, ludzkiego chłopaka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nio i koniec c: Taki słodki happy end c:
~miłego czytanka~
- Nikt z zebranych nie ma nic przeciwko, prawda? - rzekła szefowa Aniołów spoglądając na obecnych w sali. Sasuke rozglądnął się i dostrzegając Itachiego krzyknął:
- Itachi! No weź mi pomóż!
- Co ja mogę teraz zrobić? - odpowiedział łamiącym się głosem. - Znasz zasady, tylko Tsunade może zmienić zdanie.
Sasuke spojrzał w lśniące łzami oczy blondyna.
- Naruto... Nie płacz...
- Nie chcę o Tobie zapominać!-jęknął mocno wtulając się w Anioła. - Nie chcę znowu Cię tracić!
- Naru... Ty Młotku..-szepnął brunet. Ujął w dłonie twarz niższego chłopaka i delikatnie, tak jakby od tego jednego gestu miał zginąć, pocałował go.
- Tsunade-sama - mruknął Kakashi. - Spójrz na nich. Nie możemy pozwolić na zniszczenie tego uczucia. Mamy obowiązek chronić ludzi, nie ranić ich. Jestem pewien ze zranilibyśmy tego młodego człowieka odbierając mu wspomnienia o kimś kogo kocha, a tym samym stracilibyśmy powód do dalszej pracy.
Wszyscy spojrzeli na dwoje zakochanych stojących po środku sali. Naruto ze łzami w oczach szepnął:
- Proszę, nie odbieraj mi go...
Tsunade przetarła twarz i wsparła głowę na dłoniach. Nastała cisza. Nikt nie odważył się już odezwać. Szefowa miała ciężki orzech do zgryzienia. Jak wcześniej mówiła, związek człowieka z Aniołem jest niemożliwy. Co by tu zrobić. Nie chciała, żeby cierpiał jej podopieczny Sasuke. Była za niego odpowiedzialna tak samo jak za wszystkich innych. Tak samo nie mogła nie przyznać racji Kakashiemu.
Mijały kolejne minuty. Tsunade nadal milczała, Sasuke wciąż uspokajał Naruto, a Itachi błagał bogów o cud. Nagle szefowa wstała.
- Nie mogę skazać tych dwoje na wieczne męki. Nie mogę też pozwolić na związek Anioła z człowiekiem -rzekła. - Ale jest jeden sposób...
- Jest?! Jaki?! -przerwał blondyn.
- Daj mi skończyć!- ryknęła. Po chwili uśmiechnęła się do pary. - Sasuke, możesz zrezygnować z posady Stróża i żyć jako człowiek, ale ostrzegam to nie będzie dla Ciebie łatwe.
Sasuke ściągnął brwi w zamyśleniu. Naruto, jak nigdy, stał cicho wpatrując sie w ukochanego Anioła.
- Sasuke! Zastanów się dobrze! Po podjęciu decyzji nie będzie odwrotu!
- Wiem Itachi, przymknij się, bo myślę! -krzyknął do brata.
- Sasuke, kochasz mnie...?- zapytał blondyn niepewnie. Sasuke nie spodziewał się takiego pytania. Oczywiście, że go kochał! Musiał go kochać skoro wrócił, prawda! Martwił się o niego cały ten czas!
- Sasuke? Jaka jest Twoja decyzja?
Brunet nabrał powietrza w płuca, objął mocniej Naruto w pasie i patrząc w oczy Tsunade powiedział, mocnym, pewnym głosem:
- Kocham Naruto i chcę być człowiekiem. Zrzekam się anielskich skrzydeł i mocy na rzecz szczęśliwego, ziemskiego życia. Jeśli tylko mogę o to prosić, nie wymazujcie nam pamięci. Nie chcę zapomnieć, o tym kim jestem.
Po chwili ciszy na sali rozległy się brawa. Itachi ocierał łzy szczęścia.
- Cisza! - wrzasnęła szefowa.- Nie zapominajcie się! Sasuke, jesteś pewien swojej decyzji?
Uchiha patrząc w oczy ukochanego przytaknął.
- W takim razie, przystając także na Twoje warunki, na mocy nadanej mi władzy - zawsze chciałam to powiedzieć - pozbawiam Cię praw anielskich, mocy i skrzydeł, a tym samym od tej chwili będziesz wiódł proste, ludzkie życie u boku Naturo Uzumakiego.
- Dziękuję! - krzyknął z radości blondyn. - Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
- Poza tym! Waszym Stróżem będzie nie kto inny jak Itachi.
- A było tak pięknie - mruknął Sasuke.
- Nie spuszczę ich z oka! Obiecuję! - powiedział szczęśliwy Uchiha.
- Ale, że tak nawet na pięć minut? - szepnął Naruto.
- Uda nam się go zgubić - uśmiechnął się Sasuke.
- No to koniec! W końcu i nareszcie! Rozejść się!
~~~
- Sasukeeee! Czekaj!
- Pospiesz się Młotku, nie mamy czasu - mruknął brunet stając po środku chodnika. Naruto biegł w jego stronę próbując nie gubić książek po drodze. W pewnym momencie potknął się i o mało nie fiknął orła. Na szczęście Sasuke szybko go złapał.
- Ale z ciebie łamaga - skomentował stawiając go na nogi.
- I tak mnie kochasz, Draniu - mruknął Naruto całując swojego ukochanego, ludzkiego chłopaka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nio i koniec c: Taki słodki happy end c:
wtorek, 5 lipca 2016
Hej hej hej :D
Heeeej Robaczki! Tak wiem, długo mnie nie było ;-; i chyba długo nie będzie przez mój internet i wieszający się laptop xD nooo i brak jakiegokolwiek pomysłu na pociągnięcie naszych dwóch tasiemców :c Ale! Mam pomysł, żeby umilić Wam czas xD Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o mnie, bądź macie jakieś pytanka to zadawajcie je w komentarzach pod tym pięknym pościkiem, a ja Wam na wszystkie odpowiem :D (żadnych zbereźnych Grubaski) UDANYCH WAKACJI KOCHANI <3
czwartek, 31 grudnia 2015
Sylweczeeek ;)
Robaczki moje cudowne! Szczęśliwego nowego roku! Dużo zdrówka i szczęścia w 2016!!!!
Świętując przy muzyczce z przyjacielem (pifffffkiem <3) pozdrawiam Was serdecznie <3 <3
Świętując przy muzyczce z przyjacielem (pifffffkiem <3) pozdrawiam Was serdecznie <3 <3
czwartek, 24 grudnia 2015
Święta, święta ❤
Kochani! Na naćpane nietoperze zapomniałabym! Wszystkiego najlepszego na te święta! Wesołych, spokojnych świąt! Miłej, rodzinnej atmosfery! Dużo prezentów! Uśmiechu na twarzy! I czego tylko sobie życzycie aby się Wam spełniło! Z pozdrowieniami od mojej zaginionej weny twórczej </3 WESOŁYCH ŚWIĄT!!! <3 <3
środa, 29 lipca 2015
Niebiańska misja 10
A więc wracam :) mała przerwa od pisania dobrze mi zrobiła, przynajmniej zdałam xD Jak często będą się pojawiać posty- nie umiem powiedzieć. To wszystko zależy od mojego leniwego tyłka i motywacji :) mam nadzieję, że nie zrąbałam tego rozdzialiku ;-;
~ zapraszaaaam ~
Doping zmienił się w krzyk zwycięstwa i radości. Shikamaru darł się jak nigdy w życiu. Cała ekipa Naruto skakała z radości. Wygrali! Pokonali Sunę! To oni są górą! Ich przeciwnicy z zaskoczeniem na twarzach wpatrywali się w Gaarę. Chłopak zdyszany leżał na bieżni i z trudem łapał powietrze. Po kilku sekundach wiwatu na cześć zwycięzcy tłum ucichł i wreszcie zwrócił na niego uwagę. Blondyn schowany w ramionach wysokiego bruneta był prawie niewidoczny. Sasuke ledwo utrzymał się na nogach łapiąc pędzącego Naruto.
- Wygrałeś - mruknął Uchiha. Naruto nie odezwał się. Starał się złapać oddech. Kiedy już mu się to udało odsunął się od swojego Anioła stróża. Kibice zaczęli klaskać, jednak długo to nie potrwało za sprawą Naruto. Podniósł rękę i przywalił Sasuke z liścia.
- Gdzie Ty byłeś?! Kto ci pozwolił tak nagle zniknąć Draniu?! - wywrzeszczał Naruto. Tłum ucichł, wszyscy czekali co odpowie brunet.
- Wybacz Naruto! Poniosło mnie i tyle! Przepraszam, nie powinienem tak po prostu znikać no ja wiem, ale zrozum mnie...
- A ja sie pytam kto ci pozwolił tak zniknąć?!
- a czy musze sie...
- Tak! - przerwał blondyn. Kibice na trybunach spojrzeli po sobie. Zawodnicy obu drużyn zdziwieni przysłuchiwali się szybkiej wymianie zdań. Jedynie Shikamaru zaczął kojarzyć ze sobą fakty. Odkąd go znał był ciamajdą. Na wszystko wchodził, wskakiwał, nabijał się i w ogóle nie uważał na siebie. Od dłuższego czasu nie nabił sobie żadnego siniaka, zaczął gadać do siebie, więcej się uśmiechał, a przed zawodami znów zmarkotniał, znów we wszystko właził włączając w to otwarte studzienki kanalizacyjne. A teraz wydziera się na jakiegoś gościa, który nagle nie wiadomo skąd, kiedy, po co i na co pojawił się na środku bieżni. To musiało coś oznaczać. Postanowił wypytać blondasa później.
- Oj nie krzycz, wszyscy się na nas gapią - mruknął Sasuke.
- A niech się patrzą! Niech wiedzą, że mój Anioł stróż postanowił mieć mnie w dupie!
- Wcale nie mam cie w dupie Narutooo! - krzyknął Sasuke nie wytrzymując z nerwów. Zacisnął pięści i zrobił krok w stronę Uzumakiego.
- No ja mam taką nadzieję Draniu! - wrzasnął blondyn i na oczach wszystkich ludzi rzucił się na Sasuke wpijając się w jego usta. W tym momencie nagle zniknęli w chmurze pyłu.
- Obrada numer terefere,gadu, gadu i tak dalej...-mruczała pod nosem starsza kobieta.
- Naruto...-mruknął Sasuke odciągając blondyna od swoich ust.
- Czego draniu?-mruknął Uzumaki nie zwracając uwagi na zmianę otoczenia.
- No! Sasu teraz sie doigrałeś -powiedziała kobieta siedząca na podwyższeniu. Ubrana była w długą, śnieżnobiałą suknię. Opierała się łokciami o blat wielkiego biurka, a w dłoniach trzymała jakieś kartki. W potężnej sali oprócz Sasuke i Naruto znajdowało się około setki innych osób podobnie ubranych. Naruto słysząc obcy głos odwrócił głowę w stronę wielkiego biurka.
-Boziu! - wrzasnął i odskoczył od bruneta.
- Tsunade, mówiłem żebyś nie mówiła do mnie Sasu! - burknął Uchiha. Stojący w tłumie Itachi przyglądał się sytuacji ze smutną miną.
- Sasuke, gdzie my jesteśmy? I kim jest ta babunia? - szepnął wystraszony Naruto. Niestety Tsunade miała doskonały słuch.
- Jestem szefową wszystkich Aniołów, a w krótce także twoją blondasie, więc uważaj ze słowami! - ryknęła. Naruto cofnął się i asekuracyjnie zasłonił rękoma tak, że widać było tylko jego wielkie ze strachu oczy.
- Dlaczego nagle się tu znaleźliśmy szefowo? - zapytał Sasuke nie ryzykując użycia jej imienia.
- Do tego właśnie zmierzam - westchnęła blondynka. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła wszystko wyjaśniać
- Sasuke, doskonale wiesz, że związek anioła z człowiekiem jest niemożliwy -zaczęła.
- A dlaczego nie?! - wtrącił Uzumaki. - Kocham. Sasuke! I chce z nim być!
- Naruto...-szepnął Uchiha nie wierząc w to co usłyszał. Blondas poczerwieniał z zażenowania.
- Nie przerywaj mi jak do ciebie mówię smarkaczu - warknęła Tsunade. - Niemożliwe i koniec! Tak więc, Sasuke, odwołuję cie ze stanowiska stróża Naruto, a jego samego zabieram na bezwzględne wymazanie wspomnień związanych z Tobą Uchiha.
Na sali zapanowało milczenie. Nawet Naruto w szoku nie wydobył z siebie ani jednego dźwięku. Itachi zamknął oczy czekając na dalsze słowa Tsunade.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale zawsze coś hm? ^^ Jak myślicie? Czy Tsunade naprawdę wymaże wspomnienia Naruto o Sasuke? Czy kiedykolwiek będą ze sobą jeszcze rozmawiać? I na koniec...przepraszam za ewentualne błędy;-; do następnej notki!;*
~ zapraszaaaam ~
Doping zmienił się w krzyk zwycięstwa i radości. Shikamaru darł się jak nigdy w życiu. Cała ekipa Naruto skakała z radości. Wygrali! Pokonali Sunę! To oni są górą! Ich przeciwnicy z zaskoczeniem na twarzach wpatrywali się w Gaarę. Chłopak zdyszany leżał na bieżni i z trudem łapał powietrze. Po kilku sekundach wiwatu na cześć zwycięzcy tłum ucichł i wreszcie zwrócił na niego uwagę. Blondyn schowany w ramionach wysokiego bruneta był prawie niewidoczny. Sasuke ledwo utrzymał się na nogach łapiąc pędzącego Naruto.
- Wygrałeś - mruknął Uchiha. Naruto nie odezwał się. Starał się złapać oddech. Kiedy już mu się to udało odsunął się od swojego Anioła stróża. Kibice zaczęli klaskać, jednak długo to nie potrwało za sprawą Naruto. Podniósł rękę i przywalił Sasuke z liścia.
- Gdzie Ty byłeś?! Kto ci pozwolił tak nagle zniknąć Draniu?! - wywrzeszczał Naruto. Tłum ucichł, wszyscy czekali co odpowie brunet.
- Wybacz Naruto! Poniosło mnie i tyle! Przepraszam, nie powinienem tak po prostu znikać no ja wiem, ale zrozum mnie...
- A ja sie pytam kto ci pozwolił tak zniknąć?!
- a czy musze sie...
- Tak! - przerwał blondyn. Kibice na trybunach spojrzeli po sobie. Zawodnicy obu drużyn zdziwieni przysłuchiwali się szybkiej wymianie zdań. Jedynie Shikamaru zaczął kojarzyć ze sobą fakty. Odkąd go znał był ciamajdą. Na wszystko wchodził, wskakiwał, nabijał się i w ogóle nie uważał na siebie. Od dłuższego czasu nie nabił sobie żadnego siniaka, zaczął gadać do siebie, więcej się uśmiechał, a przed zawodami znów zmarkotniał, znów we wszystko właził włączając w to otwarte studzienki kanalizacyjne. A teraz wydziera się na jakiegoś gościa, który nagle nie wiadomo skąd, kiedy, po co i na co pojawił się na środku bieżni. To musiało coś oznaczać. Postanowił wypytać blondasa później.
- Oj nie krzycz, wszyscy się na nas gapią - mruknął Sasuke.
- A niech się patrzą! Niech wiedzą, że mój Anioł stróż postanowił mieć mnie w dupie!
- Wcale nie mam cie w dupie Narutooo! - krzyknął Sasuke nie wytrzymując z nerwów. Zacisnął pięści i zrobił krok w stronę Uzumakiego.
- No ja mam taką nadzieję Draniu! - wrzasnął blondyn i na oczach wszystkich ludzi rzucił się na Sasuke wpijając się w jego usta. W tym momencie nagle zniknęli w chmurze pyłu.
- Obrada numer terefere,gadu, gadu i tak dalej...-mruczała pod nosem starsza kobieta.
- Naruto...-mruknął Sasuke odciągając blondyna od swoich ust.
- Czego draniu?-mruknął Uzumaki nie zwracając uwagi na zmianę otoczenia.
- No! Sasu teraz sie doigrałeś -powiedziała kobieta siedząca na podwyższeniu. Ubrana była w długą, śnieżnobiałą suknię. Opierała się łokciami o blat wielkiego biurka, a w dłoniach trzymała jakieś kartki. W potężnej sali oprócz Sasuke i Naruto znajdowało się około setki innych osób podobnie ubranych. Naruto słysząc obcy głos odwrócił głowę w stronę wielkiego biurka.
-Boziu! - wrzasnął i odskoczył od bruneta.
- Tsunade, mówiłem żebyś nie mówiła do mnie Sasu! - burknął Uchiha. Stojący w tłumie Itachi przyglądał się sytuacji ze smutną miną.
- Sasuke, gdzie my jesteśmy? I kim jest ta babunia? - szepnął wystraszony Naruto. Niestety Tsunade miała doskonały słuch.
- Jestem szefową wszystkich Aniołów, a w krótce także twoją blondasie, więc uważaj ze słowami! - ryknęła. Naruto cofnął się i asekuracyjnie zasłonił rękoma tak, że widać było tylko jego wielkie ze strachu oczy.
- Dlaczego nagle się tu znaleźliśmy szefowo? - zapytał Sasuke nie ryzykując użycia jej imienia.
- Do tego właśnie zmierzam - westchnęła blondynka. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła wszystko wyjaśniać
- Sasuke, doskonale wiesz, że związek anioła z człowiekiem jest niemożliwy -zaczęła.
- A dlaczego nie?! - wtrącił Uzumaki. - Kocham. Sasuke! I chce z nim być!
- Naruto...-szepnął Uchiha nie wierząc w to co usłyszał. Blondas poczerwieniał z zażenowania.
- Nie przerywaj mi jak do ciebie mówię smarkaczu - warknęła Tsunade. - Niemożliwe i koniec! Tak więc, Sasuke, odwołuję cie ze stanowiska stróża Naruto, a jego samego zabieram na bezwzględne wymazanie wspomnień związanych z Tobą Uchiha.
Na sali zapanowało milczenie. Nawet Naruto w szoku nie wydobył z siebie ani jednego dźwięku. Itachi zamknął oczy czekając na dalsze słowa Tsunade.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale zawsze coś hm? ^^ Jak myślicie? Czy Tsunade naprawdę wymaże wspomnienia Naruto o Sasuke? Czy kiedykolwiek będą ze sobą jeszcze rozmawiać? I na koniec...przepraszam za ewentualne błędy;-; do następnej notki!;*
piątek, 1 maja 2015
Witajcie
Coś ostatnio przestałam pisać.. nie wiem czy do tego wrócę w najbliższym czasie, coś mi ciężko idzie, Wybaczcie..
środa, 4 lutego 2015
Niebiańska misja 9
~Łeeerieee :D ~
- Gotowi! Do startu! Start! – wykrzyknął sędzia, a w
powietrzu rozległ się głos wystrzelonego ślepego pocisku z pistoletu sędziego.
Pierwsi zawodnicy byli już w połowie okrążenia. Naruto rozciągał się
jednocześnie obserwując wyścig. Jeszcze dwa okrążenia. Kiba siedział na
trybunach. Wyszedł z psychiatrowa kilka godzin wcześniej, choć nadal był w
szoku teraz najnormalniej w świecie kibicował swoim kolegom. Zawodnik Suny
wysunął się na prowadzenie. Shino był tuż za nim, gdy minęli linie mety.
Wszyscy kibice wstali i zaczęli wiwatować zwycięzcy. Zawodnicy Konohy jedynie
się uśmiechnęli. Naruto spojrzał na trybuny poszukując swojego przeciwnika.
Siedział tam. Obok Hinaty. Patrzył na bieżnię bez emocji. Przesunął wzrok na
Naruto. Blondyn zmarszczył brwi i wrócił do swojego zajęcia.
- Nie jest źle! Drugie miejsce już w pierwszym biegu! –
ekscytował się jeden z chłopaków. Shino dołączył do nich. Usiadł zdyszany na
ławce. Shikamaru podał mu ręcznik i wodę.
- I jak się biegło? – zapytał.
- Są silni – odpowiedział chłopak i napił się. – Wytrzymały
skurczybyk. W drużynie dziewczyn jest Temari. Nie wiem, czy któraś z naszych
dziewcząt ją pokona – stwierdził ponuro. Na wzmiankę o zawodniczce Suny wszyscy
znacząco spojrzeli na Nare. Wszyscy wiedzieli, że się w niej kocha, ale jak
zawsze udawał niezainteresowanego.
- Tenten dużo trenowała! Na pewno ją prześcignie! – odezwał
się Lee.
- Nie byłbym tego taki pewien – zaprotestował Shikamaru.
Naruto uśmiechnął się unosząc jedną brew.
- A to dlaczego? – rzucił jakby od niechcenia.
- Bo jest dobra. I nie mówię tego, dlatego że mi się podoba.
- Wiedziałem! – wykrzyknęli wszyscy. Nara spalił buraka i
burknął, żeby się zamknęli, po czym zniknął im z pola widzenia. Shino siedział
cicho, jak zwykle zamknięty w swoim świecie.
W końcu, po skokach w dal i wzwyż nadszedł czas na drugi
bieg. Naruto biegł jako najsilniejszy zawodnik w ostatnim, trzecim biegu.
Strasznie się denerwował. Przyszedł czas na czarno widzenie i załamkę. Siadł na
ławce i schował twarz w dłoniach. „Bez
Sasuke sobie nie poradzę! Potknę się na pierwszym lepszym kamyczku! Albo wywalę
orła przed metą! Albo połamię nogę! Boże! Nie dam rady!” , myślał ciągnąc
się za włosy. Niestety nikt na niego nie zwracał uwagi obserwując bieg. Tym
razem biegł Rock Lee. Razem z Kankuro biegli łeb w łeb! Zostało jeszcze trzysta
metrów!
- Dawaj Lee!
Dwieście!
-Jeszcze trochę!
- Dawaj Lee!
Dwieście!
-Jeszcze trochę!
Sto!
- Jak nie wygrasz to ci nogi z dupy powyrywam!
- Jak nie wygrasz to ci nogi z dupy powyrywam!
Jeszcze pięćdziesiąt metrów. Kibice wstali i nachylili się
przez poręcze, by dokładniej widzieć całą akcję. Kankuro zerkał na przeciwnika.
Lee robił to samo. Oboje biegli najszybciej jak potrafili. W pewnej chwili
jeden z nich się przewrócił. Kibice Konohy wrzasnęli jeszcze głośniej. Lee
przebiegł linię mety i padł na bieżnię. Jego koledzy wystartowali z ławek,
przeskoczyli bandy i dobiegli do leżącego biedaka. Ledwo łapał oddech. Wzięli
go na ręce i podrzucając przenieśli pod namiot zawodników Konohy. Rock z
uśmiechem usiadł na ławce. Każdy klepnął go w ramię chwaląc i krzycząc z
radości. Naruto podniósł wzrok i spojrzał na uśmiechniętego Lee. Zerknął na
bieżnię i zauważył kulejącego Kankuro przekraczającego metę na ostatnim
miejscu. „ Co jeśli właśnie tak
skończę?!”, pomyślał zaciskając pięści z nerwów. Shika klepnął go w plecy.
- Lepiej się rozciągaj zamiast głupio myśleć – powiedział
odgadując myśli Naruto. – Lecę na piasek, trzymaj się – mruknął i pomknął na
bieżnię. Brał udział w skoku w dal. Był najlepszy ze wszystkich w tej
dziedzinie. Naruto zagryzł wargi i wrócił do ćwiczeń. Nie mógł pozwolić sobie
na porażkę. Jeśli Sasuke wróci musi mu powiedzieć, że świetnie dal sobie radę!
I w ten sposób skończył uprawiać czarnowidztwo.
~*~*~*~
- I co? Mówiłem, że nikt nie przegoni Temari – burknął Shika
po biegu dziewczyn. Wszyscy spojrzeli na niego z uśmieszkami. – no co?
- Nic, nic – powiedział któryś.
W końcu nadszedł czas na finałowy bieg chłopaków. Naruto
ustawił się przed linią startu i rozgrzewał nogi. Podskakiwał, robił pajacyki,
biegł w miejscu. Sędzia wziął gwizdek do ust i gwizdnął na znak przygotowania
się do biegu. Zawodnicy ustawili się na swoich miejscach. Naruto był na
środkowym, czwartym torze, obok niego Gaara. „Bieg na 400 metrów, bez przeszkód. Muszę to dobrze rozplanować”
- Na miejsca!
Zawodnicy uklękli.
- Gotowi!
„Walić taktyke!”
-Do startu! Start! – ostatnie słowa zagłuszył dźwięk wystrzału. Wszyscy ruszyli pędem przed siebie. Po stu metrach Gaara wyprzedził wszystkich. Naruto pędził za nim. Słyszał jak koledzy skandują jego imię. To dodawało mu sił. Chciałby żeby Sasuke to widział. „Nie mogę o nim teraz myśleć…” pomyślał. Przebiegli już 300 metrów. Została ostatnia stówka, a Gaara nadal był za daleko. Emocje sięgnęły zenitu. Wszyscy wrzeszczeli ile sił w płucach. Shikamaru po udanym skoku pobiegł na metę i wołał do Naruto żeby dał z siebie wszystko. Tylko, że on już biegł najszybciej jak umiał.
- Naruto! Biegnij! – krzyknął znajomy glos. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę, o dziwo go widzieli. Uzumakiego zatkało.
- Biegnij Młotku! Biegnij! – wrzeszczał Sasuke rozkładając ramiona. Pięćdziesiąt metrów. Naruto już to nie obchodziło. Sasuke tu jest. Stoi i czeka na niego. SASUKE TU JEST! Naruto nagle dostał przyspieszenia. Biegł jak torpeda – jeśli nie szybciej. Ostatnie metry i już był przy Gaarze! Wszyscy darli się jak opętani, a on biegł. Biegł do Sasuke. Shikamaru tez się wydzierał, ale nie rozumiał co.
- Sasuke! – krzyknął wymijając na mecie przeciwnika o głowę. Wpadł mu ramiona, zdyszany, zmęczony i szczęśliwy jak nigdy w życiu.
- Na miejsca!
Zawodnicy uklękli.
- Gotowi!
„Walić taktyke!”
-Do startu! Start! – ostatnie słowa zagłuszył dźwięk wystrzału. Wszyscy ruszyli pędem przed siebie. Po stu metrach Gaara wyprzedził wszystkich. Naruto pędził za nim. Słyszał jak koledzy skandują jego imię. To dodawało mu sił. Chciałby żeby Sasuke to widział. „Nie mogę o nim teraz myśleć…” pomyślał. Przebiegli już 300 metrów. Została ostatnia stówka, a Gaara nadal był za daleko. Emocje sięgnęły zenitu. Wszyscy wrzeszczeli ile sił w płucach. Shikamaru po udanym skoku pobiegł na metę i wołał do Naruto żeby dał z siebie wszystko. Tylko, że on już biegł najszybciej jak umiał.
- Naruto! Biegnij! – krzyknął znajomy glos. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę, o dziwo go widzieli. Uzumakiego zatkało.
- Biegnij Młotku! Biegnij! – wrzeszczał Sasuke rozkładając ramiona. Pięćdziesiąt metrów. Naruto już to nie obchodziło. Sasuke tu jest. Stoi i czeka na niego. SASUKE TU JEST! Naruto nagle dostał przyspieszenia. Biegł jak torpeda – jeśli nie szybciej. Ostatnie metry i już był przy Gaarze! Wszyscy darli się jak opętani, a on biegł. Biegł do Sasuke. Shikamaru tez się wydzierał, ale nie rozumiał co.
- Sasuke! – krzyknął wymijając na mecie przeciwnika o głowę. Wpadł mu ramiona, zdyszany, zmęczony i szczęśliwy jak nigdy w życiu.
czwartek, 1 stycznia 2015
Kochani!
Moi drodzy! Wybaczcie, że dopiero teraz, ale (powiem otwarcie)byłam najebana i nadal mnie trzyma xD SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2015 ROKU!!! Mam nadzieję, że mimo wstawiania postów z taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakimi przerwami nie opuścicie mojego bloga <3 A kończąc z moim egoizmem: Niech ten rok będzie dla Was lepszy niż poprzedni, bez kłótni z bliskimi, bez sprzeczek z ziomkami, bez łez i zmartwień. Niech będzie pełen radości i szczęścia! Wszystkiego najlepszego!
wtorek, 23 grudnia 2014
Na święta :)
- Kiba! Nie! Błagam cie! Nie rób mi tego! Nie umieraj!
- krzyczał wylewając łzy. Trzymał go na
rękach. Inuzuka mógł tylko patrzeć w jego oczy zalane łzami. Jedna z nich
upadla na jego twarz rozbijając się na policzku. Jego ostatnie słowa nie
potrafiły odnaleźć siły by wyjść z jego gardła. Poruszył ustami niemo
wypowiadając „ trzymaj się stary…” Zamknął oczy nie czując już nic. Serce pękło
mu z powodu wysokiego ciśnienia. Naruto darł się w wniebogłosy. Jego serce
pękało z rozpaczy. Wtulił twarz w zimniejace ciało zmarłego chłopaka. Łzy
leciały z jego oczu kończąc wędrówkę na koszulce Inuzuki. Nie wiedział co się
dzieje wokół niego. Muzyka ucichła już wtedy, gdy krzyk Naruto przeszył
powietrze. Wszyscy zebrali się wokół dwóch chłopców. Nikt nic nie powiedział.
Impreza skończona, klub został zamknięty.
Po kilku
tygodniach przyszedł do szkoły. Pogrzeb już dawno się odbył, a on nadal o nim
nie mógł zapomnieć. Na szczęście miał przyjaciół, którzy wspierali go w
trudnych chwilach. Zwłaszcza teraz, gdy chłopak, z którym był, zmarł mu na
rękach. Uzumaki nie potrafił wrócić do życia sprzed tego niefortunnego
zdarzenia.
- Dlaczego zgodziłem się na tą pieprzoną imprezę! – wyrzucał
sobie drąc się w poduszkę.. Wciąż widział jak Kiba nieprzytomnie patrzy w jego
oczy. Jak umiera. A on nie może nic zrobić. – KIBAA! – krzyczał zalewając się
łzami. „Dlaczego…?” Ta myśl krążyła w jego umyśle.
*
- Co mu się stało? – spytał obok siedzącego Nejiego.
- Nie słyszałeś o wypadku w klubie? – uniósł brwi w
zdziwieniu.
- O jakim wypadku?
- O jakim wypadku?
- Inuzuka zmarł mu na rękach – wytłumaczył długowłosy
chłopak.
- Co takiego? – teraz zrozumiał. Sasuke Uchiha, szkolny
przystojniak i idol wszystkich dziewczyn w szkole od dawna obserwował blondyna
imieniem Naruto. Paradoksalnie szkolny przystojniak nie oglądał się za
dziewczynami. Nie dawno zdał sobie sprawę, że nie szczęśliwie zakochał się w o
rok starszym Uzumakim. Od jakiegoś czasu o nim wciąż myślał, wyszukał w
Internecie, wiedział o nim prawie wszystko. Chodzili do jednej szkoły, mijali
się na korytarzach. Sasuke zawsze się za nim oglądał czując dziwne
podekscytowanie osobą Uzumakiego. Blondyn chodził do klasy o profilu hotelarza,
Uchiha – jak to dziwnie brzmi w połączeniu z jego osobą – do klasy o profilu
technika organizacji usług gastronomicznych.
- Ja pierdole – szepnął oglądając się za przechodzącym,
przygaszonym chłopakiem. Od czasu śmierci Kiby zapuścił włosy, nie dbał za
bardzo o siebie, wrzucał na siebie przypadkowe ciuchy, nie patrząc na to czy
wszystko do siebie pasuje. W jego oczach nie było widać żadnego błysku
szczęścia. Nic dziwnego. Nikt nie cieszyłby się ze śmierci najlepszego
przyjaciela.
Niebłagalnie
zbliżał się wyjazd na praktyki do Niemiec. Naruto miał na nie jechać właśnie z
Kibą, lecz teraz miał wątpliwości co to wyjazdu. Uświadomił sobie jednak, że
nie warto siedzieć w domu i użalać się nad śmiercią przyjaciela. On sam
chciałby żeby Naruto zdobył potrzebne kwalifikacje.
Każdy z uczestników wpłacił odpowiednią sumę.
Każdy z nich dostał również „kieszonkowe” w wysokości magicznych dwóch tysięcy
euro. Zdumienie wśród uczniów na widok pieniędzy było nie do opisania. Sasuke
rozejrzał się dookoła szukając blondyna. Wiedział, że hotelarze mają jechać
razem z kucharzami na praktyki. W końcu wypatrzył rozczochraną blond czuprynę
wśród swoich rówieśników. Uśmiech pojawił mu się na twarzy. Uzumaki także
rozglądnął się po klasie. Trafił na wzrok Sasuke. Uśmiechnął się lekko i
odwrócił w stronę nauczyciela. Uchiha lekko zaskoczony wpatrywał się w plecy
starszego chłopaka. Do końca zebrania zdążył tylko usłyszeć datę wyjazdu –
dwudziesty października.
*
- Jesteś pewny, że chcesz jechać? – zapytała Kushina po raz setny tego ranka.
- Kochanie, dobrze mu to zrobi, będzie zajęty pracą nie będzie myślał o głupotach – szepnął ojciec chłopaka.
- Jesteś pewny, że chcesz jechać? – zapytała Kushina po raz setny tego ranka.
- Kochanie, dobrze mu to zrobi, będzie zajęty pracą nie będzie myślał o głupotach – szepnął ojciec chłopaka.
- Naruto, synku, uważaj na siebie – szepnęła mu na ucho,
tuląc do serca.
- Nic mi nie będzie mamo, to tylko praktyki – mruknął w
odpowiedzi.
- Trzymaj się synu – powiedział Mianto i przygarnął go do siebie, zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Trzymaj się synu – powiedział Mianto i przygarnął go do siebie, zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Dzięki tato – szepnął blondyn. Autokar już podjechał.
Wziął swoją walizkę, obejrzał się jeszcze raz na rodziców, skinął głową i
poszedł w jego stronę. Włożył walizkę do bagażnika i wszedł do środka. Usiadł w
połowie pojazdu pod oknem po prawej stronie. Gdy autokar ruszył, pomachał
rodzicom i zamknął się w swoim świecie, dopóki ktoś mu nie przerwał.
Sasuke
wsiadł ostatni. Ledwo zmieścił swój bagaż. Wsiadł i szukał wolnego miejsca.
Przeszedł przez połowę autokaru, aż znalazł puste siedzenie. Spojrzał na
blondyna siedzącego pod oknem, aż serce zaczęło bić mu szybciej. Nawet nie
marzył o tym by siedzieć obok niego.
- Przepraszam, można? – zapytał na pozór pewnie, choć
słychać było lekkie zdenerwowanie w jego głosie. Naruto spojrzał na niego nie
przytomnym wzrokiem i skinął głową.
- Jasne – szepnął wracając do swoich przemyśleń. Uchiha
usiadł obok i położył zaciśnięte pięści na kolanach. Wiedział, że to jedyna
okazja, by wspomnieć chociaż swoje nazwisko. Nie umiał się jednak zdobyć na
odwagę. Naruto zauważył jego zdenerwowanie. Uniósł brew i spojrzał na niego.
Widział Sasuke z profilu – bardzo przystojnego profilu – przyglądnął mu się i
postanowił dowiedzieć się czym chłopak się denerwuje. Znał go z widzenia, za
każdym razem czuł na sobie jego wzrok. Sam patrzył w jego stronę i się
uśmiechał, gdy przechodził obok niego.
- Czym się tak denerwujesz? – zagadnął przyglądając się jego
reakcji. Sasuke drgnął jak oparzony i spojrzał w jego stronę. Miał ciemne oczy,
wręcz czarne. Był strasznie przystojny. To pierwszy raz, kiedy Uzumaki mógł się
chłopakowi przyjrzeć bliżej.
- Ja…? Ja niczym, niczym – odpowiedział nerwowo. – Ekscytuję
się praktykami – mruknął i rozluźnił pięści. „ Aha, kłamczuch”- ta myśl
przemknęła przez głowę Naruto. Uniósł kąciki ust i wyciągnął w jego stronę
rękę.
- Uzumaki Naruto.
- Wiem –odparł Sasuke ściskając dłoń Naruto. Była taka
delikatna. Dopiero po chwili dotarło do niego co palnął. Naruto rozbawiony
wciąż się w niego wpatrywał.
- Znaczy…! Uchiha Sasuke! – powiedział trochę za głośno.
Uzumaki nadal rozbawiony mruknął:
- Nie jestem głuchy Sasuke, a ręki ze stali też nie mam to trochę boli.
- Nie jestem głuchy Sasuke, a ręki ze stali też nie mam to trochę boli.
- Przepraszam – odparł Uchiha puszczając rękę Naruto.
Rzeczywiście trochę przesadził z siłą. Uzumaki z uśmiechem rozmasował obolała
dłoń.
- Na jakim profilu jesteś?
- Technik żywienia i organizacji usług gastronomicznych, a
Ty?
- Technik hotelarz – szepnął uśmiechając się. Dla Sasuke to
prawdziwie cudowny widok. Od miesiąca nie widział radości na twarzy blondyna.
Pogadali jeszcze chwilę, aż
rozmowa ucichła. Co jakiś czas zaczynali rozmawiać o różnych rzeczach, po
chwili milkli. Sasuke nadal był poekscytowany faktem, że siedzi obok Naruto,
ba! Rozmawia z nim! Po kilku godzinach autokar zatrzymał się na stacji i
wszyscy mogli skorzystać z ubikacji. Kiedy już każdy skroplił uczucia, pojazd
ruszył w dalszą drogę. Takich przerw było nie dużo, byle jak najszybciej
dojechać na miejsce. Powoli się ściemniało. Koło północy mieli dojechać do
granicy. Zbliżała się dziesiąta. Autokar skręcił w prawo, a śpiący Naruto oparł
głowę o ramię Sasuke. Oddychał spokojnie i równomiernie. Uchiha przełknął
ślinę, lecz po chwili się rozluźnił. Jego samego zmorzył sen i oparł głowę o
zagłówek siedzenia. Tak spali do świtu.
*
*
Sasuke
obudził się pierwszy. Było koło godziny ósmej. Dopiero po chwili zorientował
się, że Naruto objął go w pasie. Widocznie było mu tak wygodniej, a Sasuke to
nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, położył dłoń na jego mniejszej ręce i
przymknął jeszcze na chwilę oczy.
- Budzimy się dzieciaki! Jesteśmy na miejscu! No! Już!
Godzina dziesiąta! Wstawać! – krzyczał Kakashi - ich nauczyciel. Sasuke
przebudził się ponownie i przeciągnął lekko. Kręgi strzeliły cicho w jego
kręgosłupie. Naruto zrobił to samo i zabrał rękę z umięśnionego brzucha Uchihy.
Brunet uśmiechnął się i wstał. Wziął swoją bluzę i wyszedł z autokaru czekając
na blondyna. On jednak wychodząc z pojazdu tylko uśmiechnął się do niego i
poszedł w stronę swoich kolegów. Sasuke czuł się lekko zawiedziony, jednak nie
marudził. Dziękował Bogu za możliwość pogadania z blondynem. Wziął swoją
walizkę z bagażnika i ustawił się, wraz ze swoja klasą w dwuszeregu, na
parkingu.
- Dobra Skubańce. Pracujecie od godziny szóstej do godziny
dwudziestej drugiej i żadnego chlania w weekend – uśmiechnął się do jednego z
uczniów i kontynuował: - Po drugie jesteście wymieszani klasami. Kucharze z
hotelarzami. Musicie nauczyć się poznawać drugich. Lista – tu wskazał na kartkę
trzymaną w ręce – z numerami pokojów i nazwiskami poszczególnych osób będzie
dostępna w recepcji, ale to dopiero jak do recepcji dotrzecie – Znów się
uśmiechnął. Jednak nie był to miły uśmiech. Już wcześniej uczniowie zauważyli,
że z parkingu nigdzie nie widać żadnego hotelu. Tu coś nie grało i Uchiha o tym
wiedział.
- Jak mamy dotrzeć do naszego hotelu? – zapytał jeden z
hotelarzy. Wysoki chłopak ze spiętymi włosami.
- Dobrze, że pytasz Shikamaru – znów ten uśmieszek. – Za
chwile dostaniecie namiary na hotel i musicie dogadać się z miejscowymi. – W
tym czasie Asuma rozdał wszystkim karteczki z nazwami hotelów i ulicami. - Jeśli wam się to nie uda to, cóż, trudno się
mówi – rzucił i wszedł na pierwszy stopień schodów autokaru. – Życzę
powodzenia! Macie czas do południa! – zatrzasnął drzwi i odjechał z piskiem
opon. Asuma ledwo zdążył wskoczyć do środka. Wszyscy gapili się na odjeżdżający
autokar z rozdziawionymi ustami.
- No to po nas – rzucił ktoś z prawej.
- Zna ktoś niemiecki?! – wydarł się inny z lewej. I tak co
chwile padały pytania, na które nikt nie odpowiadał. Nagle Sasuke poczuł na
ramieniu dotyk. Odwrócił się i zobaczył Naruto.
- Jaki masz adres? – zapytał. Sasuke tylko podał mu kartkę.
Naruto porównał swoje wskazówki ze wskazówkami Sauske i stwierdził, że mieli pracować i mieszkać w
tym samym hotelu. – To znaczy, że ten sam – mruknął. – To co? Nie ma co tracić
czasu – rzucił poszedł w wybraną przez siebie stronę.
- Em…Naruto? Gdzie idziesz? – zagadnął zdezorientowany
Sasuke.
- Do hotelu rzecz jasna – odparł blondyn przystając.
- Wiesz w ogóle, w którą stronę iść?
Naruto odłożył walizkę na ziemię i zamyślił się po czym
inteligentnie stwierdził:
- Nie. A Ty?
- Ręce opadają – westchnął brunet zasłaniając uśmiech
dłonią. Rozejrzał się dookoła. Wszyscy w końcu pozbijali się w pary i
zastanawiali się od czego zacząć. W końcu dostrzegł restaurację po drugiej
stronie ulicy. To do niej należał wielki parking, na którym zostali porzuceni
na pastwę losu.
- Chodź młotku – krzyknął w stronę blondyna i nie patrząc na
niego ruszył w stronę restauracji.
- Tylko nie młotku smarkaczu! Jestem starszy! – odpowiedział
urażony Uzumaki i ruszył za brunetem.
- O niecały rok – mruknął do siebie Sauske i szedł dalej nie
czekając na Naruto.
*
- Widzisz? Nic trudnego – powiedział z uśmiechem Sasuke
siadając przy stoliku naprzeciw Naruto. Przed kilkoma minutami rozmawiał z
barmanem. Dowiedział się jak dojść do hotelu, a przy okazji zamówił dla nich
kawę.
- Widzę, widzę – mruknął blondyn. – To jak się dostać do
tego przeklętego hotelu?
- Musimy iść tą drogą do końca i skręcić w prawo – wskazał
jezdnię za szybą. – Jak miniemy stację i skręcimy w boczną uliczkę będziemy na
miejscu – wytłumaczył brunet i upił łyk kawy dopiero co przyniesionej przez
kelnera. Odstawił kubek i spojrzał za szybę. Po drugiej stronie był parking, na
którym wysiedli otoczony sosnami. Przyjemny widok. Słońce było już dość wysoko,
w końcu zbliżało się południe. Niebo było prawie bezchmurne. Tylko kilka
obłoczków zabłądziło to tu, to tam. Ptaki wzbijały się w powietrze za każdym
razem, gdy przejeżdżał samochód i lądowały po chwili na gałęziach drzew.
- Skąd znasz niemiecki? – zagadnął w pewnej chwili Naruto.
- Zawsze mnie interesował. Odkąd pamiętam męczyłem rodziców,
żeby zapisali mnie na kurs nauki tego języka. Lubię jego brzmienie –
odpowiedział wpatrując się w pusty już kubek po kawie.
- Od dawna mieszkasz w Polsce?
- Od urodzenia. Rodzice się tu przeprowadzili zaraz po
wielkiej emigracji do europy. Ojciec miał tu część rodziny, więc znaleźliśmy
jakiś ciepły kąt. A Ty?
- Powiedzmy, że miałem podobną sytuację – mruknął blondyn w
odpowiedzi. Dopił kawę i wstał. – To może się ruszymy? Nie wiadomo jak długo
będziemy iść – powiedział ubierając grubą bluzę. Sasuke zostawił należne
pieniądze na stole, zabrał walizkę i wyszedł za blondynem z restauracji.
Szli już
dobrą godzinę. Minęli wiele różnych restauracji, sklepów i nawet komisariat
policji. Rozmawiali w tym czasie o swoim życiu, co planują w przyszłości.
Jednak Naruto dużo o swojej przyszłości nie powiedział. Nie miał za dużo
planów. Wiedział tylko, ze chce znaleźć dobra pracę zaraz po skończeniu szkoły
i mieć z kim dzielić życie. Do samej stacji, przy której mieli skręcić, żaden z
nich nic nie powiedział. Dopiero Sasuke się odezwał gdy ją minęli.
- Już niedaleko – mruknął próbując rozweselić tą wiadomością
blondyna.
- Już mi nogi wchodzą wiadomo gdzie – odparł tamten. Sasuke
tylko uśmiechnął się lekko i szli dalej. Przed hotelem przystanęli na chwilę. Był
ogromny. Naruto naliczył szesnaście pięter. Uwagę Uchihy przykuła ilość okien
kuchennych. Było ich naprawdę dużo.
- Nieźle – szepnął Sasuke i ruszył do wejścia. Naruto w
milczeniu postąpił za nim.
Weszli do środka. Ciepło buchnęło
im w twarz. Hall był wielki. Recepcja też do najmniejszych nie należała.
Podeszli do recepcjonistki. Oczywiście to Uchiha z nią rozmawiał. Podała mu
listę i uśmiechnęła się zalotnie. Blondyn zauważył to i zmarszczył brwi.
Wiedział o Sasuke wiele rzeczy. Mijał go na korytarzu i już dawno wpadł mu w
oko. Wiedział, że nie ma szans, ale jak to powiedział zmarły Kiba „ pomarzyć
zawsze można”. I sobie marzył. Jednak nie wpadł na to by śledzić go w
Internecie. Zdziwił się, gdy zobaczył Uchihe siadającego w autokarze obok
niego. Postanowił jednak zostawić to dla siebie.
- Pokój numer 17 – głos Sasuke wyrwał go z zamyślenia.
Spojrzał na niego i na dziewczynę stojącą za jego plecami na recepcji. Dalej
się głupio uśmiechała.
- To idziemy – mruknął
i poszedł przed siebie.
- Naruto?
- Co? – przystanął i spojrzał na Sasuke.
- Nie w tą stronę – powiedział z rozbawieniem brunet,
wskazując kciukiem schody za swoimi plecami.
- I z czego się cieszysz? – burknął Uzumaki przechodząc obok
Uchihy. Ten tylko wzniósł oczy ku niebu i poszedł za blondynem.
Pokój był
wyśmienity. Dwa łóżka równo posłane i nakryte białymi kocami stały pod ścianą
po lewej stronie. Okno naprzeciwko wejścia było duże i wpuszczało do środka
dużo światła. Widać z niego było mieniący się zachód słońca. Odłożyli walizki,
postanowili rozpakować się dopiero następnego dnia. Teraz oboje byli zmęczeni.
Dostali harmonogram pracy, który przestudiowali zaraz po tym jak każdy się
wykapał.
- Czyli jutro na szóstą – mruknął Naruto.
- Niestety – odparł Sasuke. Porozmawiali jeszcze chwilę
leżąc w łóżkach. Po kilku minutowej ciszy oboje zasnęli.
*
Dwa tygodnie później.
Naruto siedział sam w ciemnym pokoju. Było już po jedenastej. Po kąpieli usiadł na łóżku Sasuke, podkurczając kolana. Objął je rękami i wpatrywał się w okno. Sasuke przyszedł chwilę później. Spojrzał na milczącego chłopaka i na jego zawalone rzeczami łóżko. Od początku nie umiał mu wpoić porządku. Wieczorem tylko zrzucał je na podłogę, a rano magicznym sposobem znów były na nim rozrzucone. Brunet nie odezwał się słowem. Poszedł do łazienki i wziął porządną kąpiel. Dzisiaj na kuchni miał co robić. Jeszcze to wieczne stanie w gorącym pomieszczeniu. Kitel miał cały umazany mąką, sosem i karmelem. Włożył go do miski z proszkiem.
Naruto siedział sam w ciemnym pokoju. Było już po jedenastej. Po kąpieli usiadł na łóżku Sasuke, podkurczając kolana. Objął je rękami i wpatrywał się w okno. Sasuke przyszedł chwilę później. Spojrzał na milczącego chłopaka i na jego zawalone rzeczami łóżko. Od początku nie umiał mu wpoić porządku. Wieczorem tylko zrzucał je na podłogę, a rano magicznym sposobem znów były na nim rozrzucone. Brunet nie odezwał się słowem. Poszedł do łazienki i wziął porządną kąpiel. Dzisiaj na kuchni miał co robić. Jeszcze to wieczne stanie w gorącym pomieszczeniu. Kitel miał cały umazany mąką, sosem i karmelem. Włożył go do miski z proszkiem.
- Powinno zejść jak wypiorę – powiedział do siebie. Naruto
nadal wpatrywał się w okno. Był nieobecny duchem. To był wyjątkowy dzień. Sasuke
w samych bokserkach jak co wieczór, usiadł obok blondyna.
- Co się stało?
- Nic… - odparł Naruto.
- Przecież widzę…- szepnął i objął go ramieniem. Naruto
westchnął i spojrzał na swoje kolana.
- Bo widzisz…dziś mija miesiąc jak Kiba nie żyje – mruknął i
zamknął oczy powstrzymując łzy. Sasuke tylko przysunął go do siebie.
- Będzie dobrze… - mruknął. – Mogę zapytać jak to się stało?
– szepnął tuląc go do swojego torsu. Naruto zastanowił się przez chwilę i opowiedział
mu jak do tego doszło.
- Przyszedł do mnie dzień wcześniej. Mówił, że wyczaił
niezłą imprezę w klubie niedaleko. Nie chciałem iść. Nie lubię chodzić do
klubów. Nie kręci mnie to, ale się zgodziłem po jakiejś chwili. Nie mogłem
znieść jego jęczenia – zaśmiał się. – I poszliśmy. Kiba…on trochę za bardzo
poszalał – głos mu się załamywał. – Mówiłem mu żeby nie pił tyle. Ale on mnie
nie słuchał. W końcu usłyszałem jego krzyk. Był wtedy na parkiecie. Przyciskał
rękę do serca. Krzyczałem żeby dzwonili po karetkę! Dopiero wtedy muzyka
ucichała – łzy pociekły po policzkach blondyna. Ramionami wstrząsnął szloch. Sasuke
objął go mocniej. Naruto wtulił twarz w klatkę Sasuke. – Umarł mi na rękach! Widziałem
jak umiera i nic nie mogłem zrobić! To moja wina! Mogłem się na to nie godzić!
Mogłem tam nie iść! Mogłem…
- Nie mów tak! – przerwał mu brunet. Nie mógł słuchać jak Uzumaki
obwinia się za śmierć przyjaciela. – On i tak poszedł by tam bez względu na to
czy poszedłbyś z nim czy nie – powiedział już łagodniejszym tonem. Masował jego
plecy próbując go uspokoić. Nawet brzuch Sasuke był mokry od łez blondyna.
- To nie jest twoja wina, Naruto. To nie twoja wina –
powtarzał kołysząc się na boki. Po jakimś czasie Naruto się uspokoił. Oddychał
równomiernie i spokojniej niż przy płaczu. Łzy wyschły na jego policzkach.
- Zasnął – stwierdził brunet uśmiechając się lekko. Odkrył
kawałek materaca spod kołdry i położył blondyna na swoim łóżku.
- Tam spał nie będę – rzucił w stronę zabałaganionego łóżka
śpiącego blondyna. Pokręcił głową, wstał i położył się obok Naruto. Nakrył ich
obu i już miał się odwrocić plecami do Uzumakiego, kiedy ten wyszeptał.
- Przytul mnie, proszę.
Sasuke zdziwiony spojrzał na plecy blondyna. Nieśmiało
przełożył rękę przez jego ciało. Naruto wtulił się w ciało zaskoczonego Sasuke.
To było takie miłe uczucie. Czuć ciepło ciała chłopaka, którym interesował się
od tak dawna. Przytulił go mocniej i zamknął oczy. Nie mógł zasnąć przez
dłuższy czas. Bawił się przydługawymi włosami blondyna, głaskał po głowie,
ramionach. W końcu blondyn odwrócił się w jego stronę i wtulił twarz w
umięśnione ciało Sasuke aż w końcu brunet zasnął.
Po kilku
dniach Naruto odzyskał swój normalny humor. Nawet zaczął się częściej uśmiechać.
Do końca praktyk nie myślał już o śmierci Kiby. Przynajmniej tak wydawało się
Sasuke. Albo dobrze udawał, albo nie miał już na to sił. Praca naprawdę
wyczerpywała. Na szczęście mieli wolne weekendy. Uzumaki miał problemy z
językiem, ale zawsze któryś z kolegów mu pomagał. Najczęściej mówił po
angielsku. Sasuke siedział całymi dniami na kuchni. Ciężko harował. Praktycznie
cały dzień był na nogach. Jedynie w przerwie obiadowej mógł usiąść na
piętnaście minut. Całe szczęście, że w weekendy mogli odpocząć.
W końcu
nadszedł dzień, w którym Kakashi wraz z dwoma innymi nauczycielami jeździł po
hotelach i zbierał swoich uczniów do autokaru. Ostatni byli Sasuke z Naruto.
Chłopcy stali już od ósmej przed hotelem z walizkami. Obaj byli zadowoleni z
możliwości pracy w tutejszym hotelu. Wiele się nauczyli. Przede wszystkim tego,
że praca na recepcji czy w kuchni wcale nie jest łatwa i często daje popalić. Kiedy
autokar podjechał, drzwi z hukiem się otwarły a w nich czekał już ich ulubiony
nauczyciel – Kakashi.
- Siemanko! – krzyknął w ich stronę. – Jak wam się podobało?
- Jakoś poszło – mruknął Sasuke. Naruto uśmiechnął się na
wspomnienie nocy spędzonej w jednym łóżku z Sasuke. Nie wiedział czemu, ale
strasznie mu się to podobało. Chciał to powtórzyć. Boje zbliżyli się do siebie
w ciągu tego miesiąca. Sasuke był szczęśliwy z tego powodu. W końcu rozmawiał z
chłopakiem, w którym się kochał już od jakiegoś czasu. Bał się teraz, że ten
kontakt zmaleje. Po pierwsze przez następne kilka tygodni będą chodzili do
szkoły, po drugie nie ma jego numeru telefonu, a po trzecie Naruto nie wie, że
Uchiha się w nim kocha. Za to brunet nie wie, że Uzumaki czuje to samo. Tylko
jeszcze na to nie wpadł.
- Poradzili sobie wspaniale – odezwał się głos za ich
plecami. Oboje obrócili się. Stał za nimi właściciel hotelu. – Dziękuję, że dałeś
mi takich wspaniałych pracowników – uśmiechnął się do Kakashiego. – A to dla
was chłopaki – podał im certyfikaty ukończenia praktyk zagranicznych. Oboje
wpatrywali się w nie ze świecącymi oczami. Byli z siebie dumni.
- Dziękujemy – odezwali się w tym samym czasie. Uścisnęli
sobie dłonie i spojrzeli na nauczyciela.
- Macie szczęście, że mam tu kumpli – powiedział Kakashi z
uśmiechem. Za przykładem uczniów uścisnął dłoń właściciela hotelu. – No! W drogę
hałastro! Mamy kilka kilometrów do przejechania!
*
*
Zbliżały
się święta. Choinka w domu Uzumakich stała już od dwóch dni mimo tego, że
wigilia wypadała w środę, za dwa dni. Niestety dla Sasuke mieli wolne. W szkole
widywali się jedynie na przerwach. Po powrocie wymienili się numerami i pisali
ze sobą praktycznie codziennie. Wiele ich łączyło, ale też wiele dzieliło. Przede
wszystkim Sasuke lubił porządek. Naruto słowo „porządek” traktował raczej jak „poukładany
bałagan”, lecz żadnemu to nie przeszkadzało. Na razie. Kilka razy Naruto
przyszedł do Sasuke. Zdziwił się na wieść, że Sasuke mieszka sam.
- Nasza szkoła jest najlepsza w regionie. Rodzice nie mogli
się tu przenieść, więc wynajęli mi mieszkanie. Wysyłają mi pieniądze, a ja
wszystko opłacam – wyjaśnił.
- A jedziesz do nich na święta?
- Nie mam ochoty. Nie dogaduję się z rodziną od strony ojca.
Zadzwonię i złożę im życzenia wystarczy – powiedział odkładając kubek kawy na
kuchenny stół. Naruto nie umiał zrozumieć zachowania Sasuke. Przecież są święta.
Każdy powinien się pogodzić i spędzić święta z rodziną. Nie odezwał się jednak.
W pewnym stopniu cieszył się, że brunet nigdzie nie wyjedzie. Ale z drugiej
strony nikt na święta nie powinien zostać sam.
- Może…chciałbyś przyjść do mnie na wigilię? – rzucił
rozglądając się na około.
- Do ciebie? – zdziwiła go propozycja Naruto, a zarazem
ucieszył się jak małe dziecko. Nie miał ochoty spędzać świąt sam, ale znosić
towarzystwa kuzynów ojca też nie chciał. – Co na to Twoi rodzice? – zapytał
upijając następny łyk kawy. Naruto z radością spojrzał w jego ciemne oczy.
- Zgodzą się! Na pewno! Zobaczysz! – powiedział z radością.
I w ten sposób,
w środowy wieczór Sasuke znalazł się w domu państwa Uzumakich. Stół był
starannie nakryty. Z kuchni wypływały smakowite zapachy. Cały dom pachniał
świętami. Na nieskazitelnie białym obrusie stało pięć talerzy; cztery dla
rodziny i Sasuke i dodatkowy dla niezapowiedzianego gościa. Sasuke usiadł przy
stole w salonie. W kącie stała ogromna choinka ozdobiona tonami bombek i
różnych ozdóbek. Po nią stały prezenty. Sasuke wcześniej kupił prezent dla
Naruto, który już wcisnął pod choinkę. Oczywiście dla rodziców Uzumakiego też
kupił jakieś drobnostki.
Zapadł
zmrok. Cała czwórka zebrała się przy stole. Jak zwykle przed każdą kolacją
wigilijną pomodlili się, posłuchali kawałka pisma świętego i podzielili się
opłatkiem. Sasuke z Naruto najdłużej składali sobie życzenia co jakiś czas
wybuchając śmiechem.
- Sasuke! Pozwól na chwilę do kuchni – zawołał Minato,
ojciec Naruto.
- Tato, proszę cię – jęknął załamany Uzumaki.
- Cicho synu, muszę z nim porozmawiać!
Sasuke wstał i poszedł do kuchni. Naruto serce waliło w
piersi. Rozmawiał z rodzicami na temat Sasuke wiele razy. Wiedzieli, że ich syn
jest gejem. I z jego opowiadań wywnioskowali, że zakochał się w Sasuke. Młody
Uzumaki bał się teraz, że ojciec będzie rozmawiał na ten temat z Sasuke. Cała
jego twarz zrobiła się czerwona z nerwów.
W tym czasie Minato wcisnął Sasuke w strój renifera.
- Proszę pana, czy to naprawdę jest konieczne? – ostatni raz
próbował wywinąć się od przebrania.
- Oj jest, jest! Zamiast Mikołaja, w tym roku prezenty
rozdaje renifer! – zaśmiał się.
- Minato jesteś genialny! – powiedziała z rozbawieniem
Kushina. Chyba tylko Sasuke nie podobał się ten pomysł. W końcu stwierdził, że
nie ma sensu się opierać. I tak prędzej czy później zbłaźnił by się przed
Naruto. Taki pech.
-No to pięknie! My idziemy sobie usiąść, a Ty przyjdziesz
rozdać prezenty! – zaśmiał się Minato podając mu worek z podarunkami, które
wcześniej pozbierał spod choinki.
Sasuke stał
zrezygnowany w kuchni, czekając aż Minato go zawoła.
- Sasuke! Przyjdź wreszcie!
- Tato powiedz mi co mu gadałeś? – prosił Naruto.
- Spokojnie synek, nie płacz, będzie dobrze!
Sasuke zarzucił worek na plecy i wykopytkował z kuchni w
oszałamiającym tempie ślimaka.
- Nie wiem jaki dźwięk wydają renifery, więc powiem krótko:
prezenty przyniosłem – mruknął zażenowany. Naruto powstrzymywał się od śmiechu.
Sasuke z przebraniu renifera z czerwonym nosem i rogami na głowie to naprawdę
niecodzienny widok.
- Pozwól, że zapytam – powiedział – naprawdę dałeś się w to
wrobić?
- Nie miałem wyboru – odparł Sasuke. Niestety jego odpowiedź
zagłuszył wybuch śmiechu obu panów siedzących przy stole. Kushina podeszła z uśmiechem
do nieszczęsnego Sasuke i położyła mu rękę na barku.
- No już nie śmiejcie się z niego! Przecież nikt nie ma przystojniejszego
reniferaod nas! – powiedziała i pociągnęła go za sztuczny czerwony nos co wywołało
następny wybuch śmiechu u Naruto.
- Ty się nie śmiej tylko bierz swój prezent – mruknął Sasuke
podając blondynowi paczuszkę. Potem dał prezent Minato, a na końcu Kushine ze
względu na to, że była to największa paczka i leżała na samym dnie worka. Sasuke
odłożył worek do kąta i ściągnął rogi wraz ze noskiem. Chciał usiąść, ale
Minato go zatrzymał.
- Stój! – krzyknął. Podszedł Naruto i kazał mu wstać. Oboje
nie wiedzieli o co mu chodzi. Zaprowadził syna do Sasuke i kazał mu stanąć naprzeciw
niego.
- Kushino – mruknął. – Nie przeszkadzajmy im – puścił oczko
w stronę Sasuke i wyszli. Sasuke spojrzał na blondyna ze zmarszczonymi brwiami.
- O co chodzi? – zapytał.
- A skąd mam wiedzieć?
- Naruto, no spójrz że do góry! – zawołała jego matka z
progu pokoju.
- Kushina! – wrzasnęła Minato, złapał ją w pasie i
wyprowadził z salonu.
- Nie przeszkadzajcie sobie! – krzyknął jeszcze na schodach.
Naruto zgodnie ze wskazówkami matki spojrzał w górę. Sasuke
podążył za nim wzrokiem. Oboje przełknęli ślinę. Na suficie dokładnie nad nimi
wisiała…jemioła. Sasuke spojrzał w oczy Naruto. Wiedział tylko tyle, że kocha
go, jego ojciec całą tą sytuację stworzył, więc musiał z nim rozmawiać na ten
temat. Czy Naruto też cos do niego czuje? Czy nie wygłupi się całując go? Nie
zrazi blondyna do siebie?
Naruto spuścił wzrok z jemioły na oczy Sasuke. Widzial, że
bije się z własnymi myślami. Ojciec nie mógł zrobić nic gorszego niż postawić
ich pod jemiołą. Oczywiście, że czuje coś do Sasuke! Ale skąd pewność, że on
także poczuje coś do niego? Do zwykłego Uzumakiego?
- Przepraszam Cie za nich – szepnął i już miał się dosunąć,
kiedy Sasuke złapał go za rękę. Raz kozie
śmierć!, pomyślał, przełknął ślinę i zamknął niższego chłopaka w ramionach.
Naruto zdezorientowany położył ręce na jego klatce.
- Przepraszam – szepnął brunet.- nie mogę dłużej tego
trzymać w sobie. Kocham Cię Naruto – powiedział i wpił się w usta blondyna. Przez
ich ciała przeszła fala przyjemności. Sasuke całował jego usta delikatnie, a
zarazem łapczywie. Bal się, że w każdej chwili Naruto może go odtrącić, ale tak
się nie stało. Naruto objął jego kark. Musiał stanął na palcach, żeby Sasuke
nie musiał się tak bardzo schylać.
- Tak! – szepnęła do siebie Kushina ocierając łzę szczęścia.
- Kushino chyba ci coś mówiłem – szepnął Minato.
- Zamknij się i patrz – odparła trzymając męża za rękę.
W ten sposób dwie połowy duszy odnalazły się i połączyły na
nowo. Wszystko za sprawą świąt i pomysłu ojca Naruto. Na te święta życzę Wam
wszystkiego co najlepsze, abyście spędzili je ze swoją całą rodziną! Wesołych
Świąt!
czwartek, 11 grudnia 2014
siemaneczko :D
Mam takie pytanko, mam zamiar napisać coś na święta, takiego małego one-shocika...pytanie tylko czy ma być radosny czy krwawy i wyciskający łzy hm..? na podstawie Waszych komentarzy zadecyduję :D Od Was zależy co napiszę <3 Miłego wieczorku <3
środa, 12 listopada 2014
Niebiańska misja 8
A oto kolejne losy naszego blond sportowca! Czy Sasuke się znajdzie? Czy pogodzi się z Naruto? Jak potoczy się pierwsza połowa dnia Uzumakiego? w skrócie.. jak zawsze xD czyli nie wiadomo o co chodzi, ale i tak się czyta xD Dziękuję Wam wszystkim za te cudowne komentarze! Już Wam nie truję czytajcie spokojnie haha :D Miłego czytanka <3 Aaa przepraszam za ewentualne błędy ;-;
~do poczytania~
I nadszedł dzień zawodów. Dzień tak upragniony dla Naruto.
Tyle się biedaczek naczekał, nadenerwował. Tyle wysiłku włożył w trening
przyozdobiony żartami Sasuke. To powinien być dzień pełen uśmiechu i
adrenaliny. No właśnie…powinien.
Sasuke nadal się nie zjawił. Nie dał znaku życia. Spotkał
się ze starszym z braci. Niestety Itachi też niczego nie wiedział. Blondyn od
rana był przygnębiony. Nie cieszył go nawet fakt wolnych lekcji z racji
zawodów. Nie czuł nawet zdenerwowania myśląc o zawodnikach Suny. Nikt ich
jeszcze nie pokonał. Zawsze wygrywali. Nawet to nie ruszało tego dnia
niebieskookiego blondyna.
- Wszystko przeze mnie – mruknął do siebie wpatrując się w
podłogę milczącego pokoju. Przyzwyczaił się do obecności anioła. Do jego
kąśliwych uwag. Do jego mruczącego głosu. Aż ciarki przebiegły po plecach
Uzumakiego przypominając sobie ten pocałunek w kuchni. Co to miało oznaczać?
Dlaczego Sasuke to zrobił? Nie wiedział, ale powoli w jego umyśle powstawała
odpowiedź na pytanie „dlaczego on się na to zgodził” ?
- Czas wstawać… - mruknął wstając z łóżka. Po codziennych czynnościach opuścił dom i udał się do szkoły. Nie zwracał uwagi na przechodniów. Nie starał się nawet przeprosić kiedy dobił do któregoś z nich. Wzrok cały czas miał spuszczony. Wgapiał się w swoje buty. Jedynie jakimś cudem dotarł cały i zdrowy pod szkołę. Tam, na placu szkolnym, już czekali na niego kumple. Shikamaru, biorący udział w jednej z konkurencji, także tam stał. Przyglądał się chłopakowi uważnie. Wiedział doskonale, że nie należy na blondyna naciskać. Sam powie co się stało, gdy już będzie na to gotowy. Martwiło go jednak jego zachowanie. Przygaszony, nie zwracający na nic uwagi Uzumaki to nie dobry materiał na zawodnika. Musiał wymyślić jakiś sposób, żeby przywrócić mu choć odrobinę zainteresowania światem.
- Mam nadzieję, że obejdzie się bez wrzasków – mruknął do siebie. Niestety, nadzieja matką głupich. Shikamaru próbował dosłownie wszystkiego. Nawet wymachiwał ramenem przed nosem Naruto, a ten nic! Zero znaku życia! Na treningu ciągnął się po bieżni jakby mu ktoś flaki porozdzierał i kazał wlec po całym stadionie. Trener powoli tracił do niego nerwy. Próbował się dowiedzieć co stało się przyczyną takiego zachowania blondyna, jednak on uparł się i nic nie powiedział. Odburknął jedynie ciche „nic się nie stało” i poszedł wlec się dalej. Dla Nary tego było za dużo. Dorwał go w szatni, gdy Uzumaki zrobił sobie niezasłużoną przerwę. Stanął przed nim, położył ręce na biodrach i ściagając brwi warknął na przyjaciela:
- Co jest Naruto?
- Nic mi nie jest. Skończcie się czepiać – odwarknął.
- Nie mów, że nic się nie dzieje, przecież to widać! Wleczesz się jakby Ci baran w torbę przypierniczył! Ogarnij się chłopie! Przyszedłeś na te zawody pełzać po bieżni czy wygrać z tą pieprzoną Suną?! – wydarł się Shikamaru. Nerwy mu puściły. Doskonale rozumiał, że chłopak może mieć jakieś własne problemy, z którymi nie umie sobie poradzić, ale nie mógł przerzucać tego na te zawody! Nie po to on, Shikamaru i inni kumple ciężko przez cały ten czas trenowali, żeby Uzumaki pokazywał swoje fochy!
- Weź się odczep Shika! Co ty możesz wiedzieć?! Nic ci do moich spraw! Idź dalej trenować i nie susz mi głowy!
- Spróbuj tylko przegrać bieg z Gaarą! A zapamiętasz mój numer buta do końca życia! – rzucił Nara opuszczając szatnię. Na dowód swoich nerwów trzasnął drzwiami z całej siły. Huk niósł się echem po korytarzu i w samej szatni. Zdenerwowany Naruto trzasnął pięścią w jedna z szafek stojących za nim. Czuł, że pieką go oczy. Oczywiście, że nie mógł przegrać z Gaarą! Ale co mu da jeśli wygra? Kto mu pogratuluje? Trener i kumple z drużyny? Oni na pewno, ale nie od nich gratulacji oczekiwał. Chciał wygrać na oczach Sasuke. Chciał mu pokazać, że mimo pecha, na bieżni jest niepokonany! Łzy napłynęły mu do oczu. Przetarł je ze złością.
- Nie wolno mi ryczeć! – warknął do siebie. Shikamaru ma rację. Nawet jeśli Sasuke go nie zobaczy, nie może zawieść przyjaciół. Wstał oblał się butelką zimnej wody tworząc kałużę na ziemi i wyszedł z pomieszczenia.
~*~*~*~
- Gdzieś Ty się do cholery podziewał?! – wydarł się kruczoczarny anioł na podobnego sobie, choć młodszego chłopaka. Sasuke właśnie wszedł do pokoju wyznaczonego dla Itachiego, w którym starszy Uchiha wypełniał papierki dotyczące nadzoru podopiecznego – czyli odbębniał robotę za Sasuke.
- Tam gdzie zawsze – mruknął tamten.
- Czyli gdzie?
- Wszędzie – odparł z przekorą lekko się uśmiechając. Itachi wpatrywał się w uśmiech brata z ulgą. Tylko kilka razy w życiu miał okazję zobaczyć jak ten się uśmiecha.
- Czas wstawać… - mruknął wstając z łóżka. Po codziennych czynnościach opuścił dom i udał się do szkoły. Nie zwracał uwagi na przechodniów. Nie starał się nawet przeprosić kiedy dobił do któregoś z nich. Wzrok cały czas miał spuszczony. Wgapiał się w swoje buty. Jedynie jakimś cudem dotarł cały i zdrowy pod szkołę. Tam, na placu szkolnym, już czekali na niego kumple. Shikamaru, biorący udział w jednej z konkurencji, także tam stał. Przyglądał się chłopakowi uważnie. Wiedział doskonale, że nie należy na blondyna naciskać. Sam powie co się stało, gdy już będzie na to gotowy. Martwiło go jednak jego zachowanie. Przygaszony, nie zwracający na nic uwagi Uzumaki to nie dobry materiał na zawodnika. Musiał wymyślić jakiś sposób, żeby przywrócić mu choć odrobinę zainteresowania światem.
- Mam nadzieję, że obejdzie się bez wrzasków – mruknął do siebie. Niestety, nadzieja matką głupich. Shikamaru próbował dosłownie wszystkiego. Nawet wymachiwał ramenem przed nosem Naruto, a ten nic! Zero znaku życia! Na treningu ciągnął się po bieżni jakby mu ktoś flaki porozdzierał i kazał wlec po całym stadionie. Trener powoli tracił do niego nerwy. Próbował się dowiedzieć co stało się przyczyną takiego zachowania blondyna, jednak on uparł się i nic nie powiedział. Odburknął jedynie ciche „nic się nie stało” i poszedł wlec się dalej. Dla Nary tego było za dużo. Dorwał go w szatni, gdy Uzumaki zrobił sobie niezasłużoną przerwę. Stanął przed nim, położył ręce na biodrach i ściagając brwi warknął na przyjaciela:
- Co jest Naruto?
- Nic mi nie jest. Skończcie się czepiać – odwarknął.
- Nie mów, że nic się nie dzieje, przecież to widać! Wleczesz się jakby Ci baran w torbę przypierniczył! Ogarnij się chłopie! Przyszedłeś na te zawody pełzać po bieżni czy wygrać z tą pieprzoną Suną?! – wydarł się Shikamaru. Nerwy mu puściły. Doskonale rozumiał, że chłopak może mieć jakieś własne problemy, z którymi nie umie sobie poradzić, ale nie mógł przerzucać tego na te zawody! Nie po to on, Shikamaru i inni kumple ciężko przez cały ten czas trenowali, żeby Uzumaki pokazywał swoje fochy!
- Weź się odczep Shika! Co ty możesz wiedzieć?! Nic ci do moich spraw! Idź dalej trenować i nie susz mi głowy!
- Spróbuj tylko przegrać bieg z Gaarą! A zapamiętasz mój numer buta do końca życia! – rzucił Nara opuszczając szatnię. Na dowód swoich nerwów trzasnął drzwiami z całej siły. Huk niósł się echem po korytarzu i w samej szatni. Zdenerwowany Naruto trzasnął pięścią w jedna z szafek stojących za nim. Czuł, że pieką go oczy. Oczywiście, że nie mógł przegrać z Gaarą! Ale co mu da jeśli wygra? Kto mu pogratuluje? Trener i kumple z drużyny? Oni na pewno, ale nie od nich gratulacji oczekiwał. Chciał wygrać na oczach Sasuke. Chciał mu pokazać, że mimo pecha, na bieżni jest niepokonany! Łzy napłynęły mu do oczu. Przetarł je ze złością.
- Nie wolno mi ryczeć! – warknął do siebie. Shikamaru ma rację. Nawet jeśli Sasuke go nie zobaczy, nie może zawieść przyjaciół. Wstał oblał się butelką zimnej wody tworząc kałużę na ziemi i wyszedł z pomieszczenia.
~*~*~*~
- Gdzieś Ty się do cholery podziewał?! – wydarł się kruczoczarny anioł na podobnego sobie, choć młodszego chłopaka. Sasuke właśnie wszedł do pokoju wyznaczonego dla Itachiego, w którym starszy Uchiha wypełniał papierki dotyczące nadzoru podopiecznego – czyli odbębniał robotę za Sasuke.
- Tam gdzie zawsze – mruknął tamten.
- Czyli gdzie?
- Wszędzie – odparł z przekorą lekko się uśmiechając. Itachi wpatrywał się w uśmiech brata z ulgą. Tylko kilka razy w życiu miał okazję zobaczyć jak ten się uśmiecha.
- Sasuke, Naruto jest przygnębiony – wypowiadając te słowa
nie był pewny reakcji brata. Ten jednak wydawał się zainteresowany i unosząc
lewą brew.
- Przygnębiony mówisz? Ciekaw jestem dlaczego? – zagadnął splatając palce w charakterystyczny dla Sasuke sposób. Itachi spojrzał podejrzliwie w oczy młodszego brata po czym powoli odpowiedział na zadane pytanie:
- Przygnębiony mówisz? Ciekaw jestem dlaczego? – zagadnął splatając palce w charakterystyczny dla Sasuke sposób. Itachi spojrzał podejrzliwie w oczy młodszego brata po czym powoli odpowiedział na zadane pytanie:
- Nie pojawiłeś się od pewnego czasu, martwi się, że już
nigdy cię nie zobaczy. Dobrze wie, ze zrobił źle wypowiadając te słowa. Sasuke,
powinieneś z nim porozmawiać. Poza tym dzisiaj mija dzień, który ociera się o
granicę porzucenia misji. Dobrze wiesz co za to grozi!
- Wiem braciszku. Nie martw się, nie zamierzam porzucać tej misji. Myślę, że wiesz co mam na myśli, a powracać do podrzędnej roboty u Orochimaru też nie zamierzam – odparł młodszy. Wstał i poszedł w swoją stronę. Itachi nie miał zamiaru za nim podążać. Znał swojego brata i wiedział gdzie ten teraz podąży.
- Wiem braciszku. Nie martw się, nie zamierzam porzucać tej misji. Myślę, że wiesz co mam na myśli, a powracać do podrzędnej roboty u Orochimaru też nie zamierzam – odparł młodszy. Wstał i poszedł w swoją stronę. Itachi nie miał zamiaru za nim podążać. Znał swojego brata i wiedział gdzie ten teraz podąży.
- Gorzej jak dowie się o pewnym haczyku w anielskim życiu –
westchnął i wrócił do swoich przykrych obowiązków.
~*~*~*~
Chłopcy spojrzeli na zbliżającego się blondyna z
zaciekawieniem. Miał zaciętą minę, lekko zaczerwienione oczy i zaciśniętą
pięść. Shikamaru odetchnął z ulgą. Wiedział, że to co powiedział w szatni dotarło
do Uzumakiego. Naruto stanął przed nimi z opuszczoną głową. Wszyscy czekali na słowa,
które padły z jego ust chwile później.
- Przepraszam was. Nie powinienem się tak zachowywać. Tak, macie racje, mam pewien problem, ale nie powinienem złości i frustracji wyładowywać na was nie biorąc pod uwagę dzisiejszego dnia. Wszyscy ciężko trenowaliśmy i taki gnojek jak ja nie ma prawa zepsuć wszystkiego przez swoje humorki. Przepraszam!- wykrzyknął ukłonił się nisko kolegom po czym szybko wyprostował się, unosząc pięść na wysokość oczu – wygramy to! – obiecał.
Nikt się nie odezwał. Patrzyli na niego z podziwem. Co poniektórzy kiwnęli głowami na znak akceptacji. Shikamaru podszedł do przyjaciela położył mu rękę na ramieniu i pokiwał głową z uznaniem. Blondyn spojrzał na wyższego Narę, a ten tylko uśmiechnął się.
- Wracajmy do rozgrzewki! Mamy dziesięć minut! – rozkazał i naraz każdy z zawodników wrócił do rozciągania, skakania, biegów i czego to jeszcze nie wymyślili. Shikamaru popchnął Uzumakiego na bieżnię, a ten z zapałem wziął się za rozgrzewkę. Dobiegł do polowy bieżni kiedy zobaczył jego. Ściągnął brwi i mocniej zacisnął pięści wypowiadając w myślach słowa skierowane do wysokiego chłopaka siedzącego na trybunach.
- Przepraszam was. Nie powinienem się tak zachowywać. Tak, macie racje, mam pewien problem, ale nie powinienem złości i frustracji wyładowywać na was nie biorąc pod uwagę dzisiejszego dnia. Wszyscy ciężko trenowaliśmy i taki gnojek jak ja nie ma prawa zepsuć wszystkiego przez swoje humorki. Przepraszam!- wykrzyknął ukłonił się nisko kolegom po czym szybko wyprostował się, unosząc pięść na wysokość oczu – wygramy to! – obiecał.
Nikt się nie odezwał. Patrzyli na niego z podziwem. Co poniektórzy kiwnęli głowami na znak akceptacji. Shikamaru podszedł do przyjaciela położył mu rękę na ramieniu i pokiwał głową z uznaniem. Blondyn spojrzał na wyższego Narę, a ten tylko uśmiechnął się.
- Wracajmy do rozgrzewki! Mamy dziesięć minut! – rozkazał i naraz każdy z zawodników wrócił do rozciągania, skakania, biegów i czego to jeszcze nie wymyślili. Shikamaru popchnął Uzumakiego na bieżnię, a ten z zapałem wziął się za rozgrzewkę. Dobiegł do polowy bieżni kiedy zobaczył jego. Ściągnął brwi i mocniej zacisnął pięści wypowiadając w myślach słowa skierowane do wysokiego chłopaka siedzącego na trybunach.
środa, 22 października 2014
Wakacyjna przygoda: dzień trzeci
Czy teraz będzie dobrze? Sami oceńcie ;) Przepraszam, że tak długo się z tym biłam.. testy, sprawdziany, kartkówki.. doprowadza mnie to do szału! ;-; Jeszcze dyrektor się na mnie uwziął -.- skąd na świecie biorą się takie tępe pały? ;-; Wybaczcie już nie smęcę xD To..miłego czytania ;)
~zapraszaaaam~
~zapraszaaaam~
Już wczoraj doszedłem do wniosku, że będę musiał ścierpieć jakoś obecność Naruto w moim wakacyjnym życiu – jak nie dłużej, - ale żeby drugi dzień pod rząd ten młot miał czelność mnie budzić, to było za dużo! Obróciłem się na drugi bok przykrywając kocem pod sam czubek głowy. Przycisnąłem nawet poduszkę do głowy, żeby zagłuszyć ten jego cholerny śmiech. Żaden z moich zabiegów nie pomógł…ŻADEN. Wkurzony jak sto diabłów siadłem na łóżku. Jeszcze zaspany, rozczochrany i w samych bokserkach wyszedłem z pokoju. Skierowałem się w stronę łazienki. Ziewając spojrzałem na drzwi pokoju brata. Były…właściwie to ich nie było…
- Coś ty, kurwa, Itachi zrobił?
- O co ci chodzi ,braciszku? – zapytał zdziwiony jakby nie
wiedział o co chodzi. Jak mnie ta jego głupota czasem drażni…
- O drzwi, pacanie, a raczej o ich brak – wskazałem na gołe futryny. Przeniosłem wzrok na Uzumakiego. Powtórka ze wczoraj? Maślane oczka wpatrzone w moją klatę, usta lekko rozchylone i zadowolony wgapia się we mnie jakby faceta na oczy nie widział. Co za młot.
- A! Widzisz, ściągnęliśmy je z Naruto, żeby więcej nie musiał w nie wpadać, gdy się gonimy po domu – powiedział z uśmiechem na gębie. Boże, gonić po domu?! Co to dzieci jakieś czy co?! Spojrzałem na Itachiego z pożałowaniem i drapiąc się po głowie poszedłem dalej. Dopiero w łazience dotarło do mnie, że te wakacje będą dla mnie czymś w rodzaju „zobacz co cię dziś czeka!”. Codziennie coś nowego. Chyba nie powinienem tak mówić…to dopiero 3 dzień wakacji…może się to jeszcze zemścić i stanie się rzeczywistością. Tego bym nie przeżył. Będąc w łazience i robiąc to co zawsze robię, przemyślałem akcję sprzed kilku minut. Nie powinienem się dziwić, że Itachi nagle nie ma drzwi. Skoro jego mózg wyparował w ciągu chwili, to czemu drzwi by nie mogły?
- O drzwi, pacanie, a raczej o ich brak – wskazałem na gołe futryny. Przeniosłem wzrok na Uzumakiego. Powtórka ze wczoraj? Maślane oczka wpatrzone w moją klatę, usta lekko rozchylone i zadowolony wgapia się we mnie jakby faceta na oczy nie widział. Co za młot.
- A! Widzisz, ściągnęliśmy je z Naruto, żeby więcej nie musiał w nie wpadać, gdy się gonimy po domu – powiedział z uśmiechem na gębie. Boże, gonić po domu?! Co to dzieci jakieś czy co?! Spojrzałem na Itachiego z pożałowaniem i drapiąc się po głowie poszedłem dalej. Dopiero w łazience dotarło do mnie, że te wakacje będą dla mnie czymś w rodzaju „zobacz co cię dziś czeka!”. Codziennie coś nowego. Chyba nie powinienem tak mówić…to dopiero 3 dzień wakacji…może się to jeszcze zemścić i stanie się rzeczywistością. Tego bym nie przeżył. Będąc w łazience i robiąc to co zawsze robię, przemyślałem akcję sprzed kilku minut. Nie powinienem się dziwić, że Itachi nagle nie ma drzwi. Skoro jego mózg wyparował w ciągu chwili, to czemu drzwi by nie mogły?
W końcu moje marzenia się spełniły i mogłem wrócić do
swojego kochanego pokoiku! Poszedłem, więc do pokoju, przebrałem się i znów wlazłem
na kompa. Co ja się będę spieszył z życiem? Pomarnuje je sobie spędzając czas w
Internecie! Ci dwaj darli mordy, ojca nie było, mama oporządzała ogród…żyć nie
umierać.
W końcu znudziło mi się wieczne siedzenie przed kompem.
Kiedyś przez to będę łaził o białej lasce wymachując nią na wszystkie strony
tylko po to żeby nie wpaść na słup. Zszedłem na dół i jak zwykle przywitałem
się z moją ukochaną. Wszamałem coś na szybko i wyszedłem do ogrodu. Czas coś
porobić leniu!
- Hej mamo! Pomóc Ci w czymś?
- Hej mamo! Pomóc Ci w czymś?
- Och! Sasuke! Co się stało, że nie grzebiesz o tej porze w
lodówce? – zaśmiała się. – Chętnie przyjmę Twoją pomoc. Powiedz Itachiemu, żeby
skosił wreszcie tą trawę!
- Ok! – zawołałem i wróciłem się do domu. Wychodziłem akurat
po schodach, gdy wpadłem na obu ciołków przepychających się między sobą.
- Na schodach to trochę niebezpieczne – mruknąłem
spoglądając na brata.
- Spoko wodza Sasu! Nic się nie stanie! Znowu wracasz
marnować żywot w Internetach? – uśmiechnął się.
- Nie, mama kazała mi przekazać, żebyś wreszcie skosił
trawnik – wymamrotałem i zawróciłem.
- Teraz? Przecież mam gościa!
- Nie jęcz tylko zrób co do Ciebie należy! Ja się nim zajmę – zerknąłem na nich przez ramię. Spojrzeli na siebie, wzruszyli ramionami i oboje się uśmiechnęli. Odbicia lustrzane czy co?
- Nie jęcz tylko zrób co do Ciebie należy! Ja się nim zajmę – zerknąłem na nich przez ramię. Spojrzeli na siebie, wzruszyli ramionami i oboje się uśmiechnęli. Odbicia lustrzane czy co?
- No dobrze! Tylko się zachowuj Sasu, nie odstrasz mi
kolegi! – zakrzyknął wybiegając z domu. Skąd on bierze tyle energii?
- No, dobra. To chodźmy do mnie – mruknąłem do blondyna.
Spojrzał na mnie niepewnie, ale grzecznie poszedł moim śladem. Usiadłem na
łóżku poklepując miejsce obok siebie.
- Nie krępuj się siadaj. Przecież nie gryzę – uniosłem
kąciki ust imitując tym samym uśmiech. Chyba to wystarczyło żeby młotek się
ruszył. Usiadł obok w pewnej odległości nie patrząc na mnie. Wgapiał się w
podłogę milcząc jakby znalazł tam coś wartego uwagi. Zrobiło się trochę
niezręcznie cicho, więc postanowiłem zagadać.
- Jak ci się podoba nowy dom? – zagadnąłem. Trochę zbyt
proste pytanie, ale na początek rozmowy
wydawało mi się najlepszym wyjściem.
- Cóż…muszę przyznać, że ciężko mi się przyzwyczaić do
nowego domu, ale mam nadzieję, że to minie – odpowiedział z uśmiechem.
- Z całą pewnością. Zawsze tak jest – odpowiedziałem lekko
się uśmiechając. Od razu się odprężył. Rozluźnił mięśnie i zaczął nawijać
makaron na uszy. W sumie całkiem dobrze mi się z nim rozmawiało, co mnie
zaskoczyło. Zwykle nie gadam z nikim dłużej niż pięć minut. Może nie jest, aż
tak postrzelony jak na początku mi się wydawało? Zobaczymy, to dopiero trzeci
dzień naszej znajomości.
Tak się zagadaliśmy, a właściwie Naruto się zagadał, bo ja w
większości tylko słuchałem jego opowieści, że nie zauważyłem kiedy minęły te
trzy godziny. Itachi wrócił cały upocony i oblepiony trawą. Jak zwykle z
bananem na twarzy uświadomił nas, że idzie wziąć prysznic. Nie wiem czy zdawał
sobie sprawę, że nie była mi ta informacja do szczęścia potrzebna, ale było za
późno by mu to wypomnieć.
Naruto całe popołudnie przesiedział u nas. Zjadł z nami
obiad a pod wieczór wrócił do domu niemal siłą zaciągnięty przez Kushinę. Nawet
mnie rozśmieszyła ta sytuacja.
- Nie można tak nadszarpywać gościnności sąsiadów Naruto! -
pouczyła go.
- Ale ja nic nie nadszarpuje!
- Nadszarpujesz. Koniec dyskusji! Do domu! – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Przepraszam za kłopot Mikoto…
- Ależ nie ma problemu! Naruto to taki miły chłopiec – mama machnęła ręką z uśmiechem na potwierdzenie swoich słów.
- Nadszarpujesz. Koniec dyskusji! Do domu! – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Przepraszam za kłopot Mikoto…
- Ależ nie ma problemu! Naruto to taki miły chłopiec – mama machnęła ręką z uśmiechem na potwierdzenie swoich słów.
- Pójdziemy już. Dowidzenia!
- Dowidzenia! – powtórzył blondyn, uśmiechając się w naszą
stronę i wyszli.
Podsumowując, to był spokojny i całkiem miły dzień. Nie
licząc niespodzianki z drzwiami brata oczywiście. Całkiem miło rozmawia się ze
spokojnym, opanowanym Uzumakim. Miła odmiana od wiecznego śmiechu i hałasu jaki
robi wraz z Itachim. Mam nadzieję, że jutro będzie równie miło jak dziś. Może w
końcu pójdę na basen?
piątek, 4 lipca 2014
Człowieki!! ;---;
W związku z tym, że są wakacje.. jestem u babci.. nie mam internetu.. wariuje od słońca i nie mam laptopa! ;=; zawiesił się skurczysynek i nie wiem kiedy bd cały i zdrowy i czy wgl operacja się powiedzie! ;=; na razie nie mam na czym pisać.. nie wiem czy uda mi się coś wrzucić przez wakacje, nie mówiąc o dalszych miesiącach.. jestem tak wkurzona na tego mojego laptopa aaa!!! *10 minut później* ok..już w porządalu :D tak, więc w skrócie na razie nie dam rady nic dodać chyba, że moja best friend forever mi pomoże i pożyczy swojego kompa ;=; trzymajcie kciuki Robaczki! aa! I dziękuję za komentarze.. nawet nie wiecie jak się cieszę, że przypadają wam do gustu moje bazgroły :D
wtorek, 24 czerwca 2014
Niebiańska misja 7
Hej,hej, hej Robaczki! Wreszcie napisałam następną część :D cóż... nie bez powodu dzisiaj to wrzucam... ;D robię sobie i Wam taki mały prezencik w dzień urodzinków xD Oksy nie przedłużam aaa!!!! Bym zapomniała! ;=; ZŁA JA! ;=; DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE KOCHANI!!!! :D
~miłego...czytanka <3~
~miłego...czytanka <3~
- No to się porobiło! – zakrzyknął Sasuke po wyjściu
przemiłych Panów z pogotowia… psychiatrycznego. Okazało się, że po pięknych
gościnnych występach Sasuke, Kiba dostał świra do głowy. Nie umiał sobie
biedaczek poradzić ze swoimi przeżyciami, latającym popcornem i syfem w domu
Naruto. Panowie z psychiatryka przyszli dowiedzieć się czy blondasek czasami
czegoś nie wie na temat przyjaciela. Uzumiakiemu ciężko rozmawiało się z
gośćmi, a to wszystko przez anioła. Często musiał się powstrzymywać by nie
spojrzeć w przestrzeń po swojej lewej
stronie i nie trzepnął niewidzialnego dla gości Uchihy.
- Pięknie! I to wszystko Twoja wina! – wydarł się Naruto
wskazując palcem Sasuke, gdy panowie w białych uniformach postanowili zostawić
go w spokoju. Za dużo się nie dowiedzieli. Naruto może i dobrze trybi, ale do
tego potrzeba czasu.
- Moja? A wiesz, że nie ładnie wskazywać palcem na anioła? – dodał z uśmieszkiem.
- Tak Twoja! Po jutrze są zawody! Ja nie jestem dobrze przygotowany, a Kiba przez Ciebie wylądował w pokoju z gumowymi ścianami! – dramatyzował blondyn.
- Czy ja wiem czy takie gumowe te ściany? – zamyślił się anioł.
- Moja? A wiesz, że nie ładnie wskazywać palcem na anioła? – dodał z uśmieszkiem.
- Tak Twoja! Po jutrze są zawody! Ja nie jestem dobrze przygotowany, a Kiba przez Ciebie wylądował w pokoju z gumowymi ścianami! – dramatyzował blondyn.
- Czy ja wiem czy takie gumowe te ściany? – zamyślił się anioł.
- Och! Zejdź mi z oczu! – warknął Uzumaki i wyszedł z
pokoju.
~Pięknie… Teraz nie
mamy jednego z lepszych sprinterów!~ denerwował się w duchu. Przeraził go
fakt, że martwi się bardziej zawodami niż kolegą, ale szybko mu przeszło, gdy
zorientował się, że Sasuke ciągle za nim podąża.
- Mógłbyś przestać za mną łazić jak jakiś pierniczony cień?!
- Jestem tu po to żebyś sobie nie robił więcej krzywdy,
młocie.
- To lepiej by było jakbyś się w ogóle nie zjawił! –
wykrzyczał prosto w twarz zaskoczonego Uchihy. Sasuke by się do tego nie
przyznał, ale zabolały go słowa blondyna. Spojrzał na niego z góry.
- Skoro tak bardzo tego chcesz – powiedział grobowym głosem.
– Żegnaj, Naruto.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Blondyna zamurowało. Stał i patrzył się w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego anioł… Po krótkiej chwili opamiętał się. Wiedział, że zawsze po tym jak znika, jakieś pół godziny później wraca.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Blondyna zamurowało. Stał i patrzył się w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego anioł… Po krótkiej chwili opamiętał się. Wiedział, że zawsze po tym jak znika, jakieś pół godziny później wraca.
~*~*~*~
Zbliżał się już wieczór, gdy Naruto Uzumaki, siedząc w
kuchni, wpatrywał się beznamiętnie w okno. Nigdzie nie było ani śladu Sasuke.
Nie widział go, nie słyszał.
- A z resztą! Kij mu w nery!
Wstał i poszedł do łazienki. Jutro ostatni dzień luzu.
Następny dzień będzie tym wielkim! Zdobędzie medal! Jego szkoła na pewno pokona
Sunę! Nie ma tak szybkiego gościa jak on!
Z pogodną myślą wyszedł już wykąpany, pachnący i lśniący z
pomieszczenia. Skierował się do pokoju i znów mina mu zrzedła. Przyzwyczaił się
do widoku Sasuke rozkładającego się na jego łóżku i czekającego na niego. Tak,
od dwóch tygodni spali w jednym łóżku. Uchiha stwierdził, że nie ma zamiaru
siedzieć i „gapić się na niego” jeśli ma okazję na sen.
Położył się w zimnej pościeli i nakrył kołdrą. Spojrzał na
godzinę. Dziesiąta. Długo w tej łazience siedział. Zamknął oczy i spróbował
myśleć o czymś przyjemnym. Niewiarygodne jak trudno było mu zasnąć bez ręki
Sasuke przewalającej się przez jego bok. Bez poczucia tego ciepła drugiej
osoby…
- Sasuke… - szepnął ściskając poduszkę w ramionach.
~*~*~*~
~*~*~*~
Następnego dnia w drodze do szkoły nie spotkało go nic
strasznego. Przynajmniej w mniemaniu normalnych ludzi. Naruto uwierzył, że
anioł przynosi mu szczęście i przez to co chwile potykał się o popękane płyty
chodnikowe czy korzenie drzew w parku, którym codziennie przechodził. Raz o
mało nie przejechała go hulajnoga, co było dla blondyna koszmarem. Odkąd, jako
pięciolatek, wjechał w mrowisko wpadając w nie twarzą, ma uraz do tych małych,
podstępnych środków transportu dla dzieci.
Teraz siedział w ławce spoglądając za okno. Miał przymrużone
oczy, głowę podpierał na dłoni a jego wzrok był nieobecny. Nie wiele osób
zwracało na niego uwagę. Jedynie Shikamaru, jego kumpel, tak samo bliski jak i
Kiba, zauważył, że coś jest z blondynem nie tak. Nara Shikamaru, spokojny i
opanowany do granic możliwości chłopak z klasy Naruto i jedyny człowiek, który
własnie do niego podchodził.
- Hej, Naruto, co Ci dolega? – zapytał przysiadając się do przyjaciela.
- Shika… - zaskoczył. – Nic, nic mi nie jest. Zamyśliłem się i tyle – uśmiechnął się promiennie mając nadzieję, że Nara nabierze się na ten numer.
- Żadnych takich sztuczek – mruknął brunet rozciągając policzki blondyna.
- Au, Au, Au!! Puść! – krzyknął śmiejąc się przy okazji.
- No już dobrze, już dobrze – mruknął flegmatycznie i puścił obolałe policzki Uzumakiego. – A teraz gadaj co jest.
- Ale naprawdę nic się nie stało.
~Kłamiesz grubasku~ pomyślał Shikamaru. Jak to zwykle miał w zwyczaju do wszystkich mówić per „grubasku” to do swojego otyłego kumpla Chojiego nigdy tak nie powiedział. Wiedział, że takie słowo skierowane w jego stronę grozi śmiercią lub kalectwem. Już nie raz musiał powstrzymywać kumpla przed zmiażdżeniem idioty, który odważył się nazwać go grubasem.
- Hej, Naruto, co Ci dolega? – zapytał przysiadając się do przyjaciela.
- Shika… - zaskoczył. – Nic, nic mi nie jest. Zamyśliłem się i tyle – uśmiechnął się promiennie mając nadzieję, że Nara nabierze się na ten numer.
- Żadnych takich sztuczek – mruknął brunet rozciągając policzki blondyna.
- Au, Au, Au!! Puść! – krzyknął śmiejąc się przy okazji.
- No już dobrze, już dobrze – mruknął flegmatycznie i puścił obolałe policzki Uzumakiego. – A teraz gadaj co jest.
- Ale naprawdę nic się nie stało.
~Kłamiesz grubasku~ pomyślał Shikamaru. Jak to zwykle miał w zwyczaju do wszystkich mówić per „grubasku” to do swojego otyłego kumpla Chojiego nigdy tak nie powiedział. Wiedział, że takie słowo skierowane w jego stronę grozi śmiercią lub kalectwem. Już nie raz musiał powstrzymywać kumpla przed zmiażdżeniem idioty, który odważył się nazwać go grubasem.
- No dobra – zrezygnował wiedząc, że i tak nic nie wyciągnie
z blondyna. – Co by się nie działo… będzie dobrze Naruto. – uśmiechnął się
lekko i odszedł. Naruto śledził go wzrokiem, gdy odchodził. Po chwili przybrał
tą samą pozycję co wcześniej, tylko coś się w nim zmieniło. Jego twarz nie była
już tak posępna. Oczy lekko się roześmiały, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
~ Dzięki Shika…~
~ Dzięki Shika…~
wtorek, 27 maja 2014
Wakacyjna przygoda: dzień drugi
Och! Skończyłam następny dzionek :D niebianska misja powoli się pisze, spokojnie ;) ale mam teraz zakurzony tydzień! codziennie jakieś testy! Boże, ludzie odpuśćcie sobie prawie wakacje są!;---; wracając... ROBACZKI! dziękuję Wam za komentarze i za to, że wpełzacie na mojego bloga ;) Witam nowych czytelników haha bardzo mi miło! ;D Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze czytało następny dzionek Wakacyjnej przygody Saska :D A może ta przygoda nie będzie tylko wakacyjna? Co Wy na to?
~ zapraszam~
~ zapraszam~
Oczywiście znów wpadła mama z
pytaniem „znowu kopiesz w lodowce, Sasuke?”, a ja jak zwykle odpowiedziałem, że
zgłodniałem. Zrobiłem kilka kromek i zanim się obejrzałem wszystkie zjadłem.
Było tak gorąco…
- Sasuke, dlaczego chodzisz bez
koszulki po domu? – zagadnął ojciec. Podniosłem wzrok znad pustego talerzyka i
spojrzałem na jego wykrzywioną w zdziwieniu twarz.
- Bo jest mi gorąco. Tobie chyba
też – odparłem spoglądając na jego spoconą koszulkę. Nic nie odpowiedział.
Skinął na mnie głową, wziął mój talerz i zaczął robić sobie śniadanie. Olałem
jego nadzwyczaj dziwne zachowanie, odszedłem od stołu i ruszyłem do siebie.
Przechodząc obok pokoju Itachiego, tych dwoje nadal tyrało kapcia z mojej
żenującej wpadki.
- Downy – mruknąłem pod nosem i
czmychnąłem do swojego królestwa.
Mój brat jest naprawdę
niedoczołgany. Ledwo poznał tego…jak mu tam… blondasa i już go sprowadza do
siebie. Mało tego, te dwa świry znalazły wspólny język! Jak przez całe wakacje
(jak nie gorzej) ten cud chłoptaś będzie tu przychodził to będzie koszmar!
Dwoje durniów w domu! Zabić się to mało…
- Sasuke! – wpadł do mojego
pokoju, drąc jape - bo jakżeby inaczej - mój durnowaty brat. – Golasie wstrętny
weź się ubierz… wracając! Idziemy z Naruto do parku. Idziesz z nami? – wyszczerzył
żeby w uśmiechu.
- Po pierwsze – warknąłem. – Nie
wpadaj do MOJEGO pokoju jak do swojego! Po drugie…nie będę się ubierał… a po
trzecie… to czemu nie? – dodałem po namyśle. Jest ciepło, w Internetach nie ma
nic ciekawego jak znam to nudne życie, a w domu nie ma się co nudzić…
- W takim razie siedź tu sobie
ponurasie… zaraz…- zaciął się w połowie zdania. – WYJDZIESZ Z DOMU?! –
wykrzyczał prawie przerażony tym co usłyszał. Jestem onieśmielony jego szybkim
kojarzeniem faktów.
- Tak, wyjdę – mruknąłem jak do
debila, biorąc z szafy czarny podkoszulek na ramiączkach. Oprócz niego miałem
jeszcze kilka żółtych, które kupił mi wiecznie uśmiechnięty Dei-gej. Marudziłem
już, że nienawidzę żółtego? Chyba kiedyś mi się zdarzyło…
- Naruto! On idzie z nami! –
wrzeszczał nadal zdziwiony Itachi. Fakt, że blondas stał obok niego można
pominąć.
Spojrzałem na tych dwóch ciołków i
od razu zwątpiłem w życie. Jeden dureń szarpał tym niższym blond-durniem
wrzeszcząc „ on z nami idzie! To jakiś cud!”, a ten drugi tylko się śmiał. Nie,
nie przeżyję tego, pomyślałem i ominąłem ich schodząc na dół. Po kilku
sekundach szedłem razem z Naruto i Itachim w stronę parku. Jak całe życie,
olewałem ich i szedłem z ponurą miną przez świat, a raczej przez wąskie
uliczki, dookoła których rosły krzaki. A gdyby tak zakneblować Itachiego, i
unieruchomić Naruto, wrzucić go do tych krzaków razem z moim bratem? To byłoby
piękne, pomyślałem. Ale skąd wziąłbym dwa kneble?
- Jak tu pięknie! – zachwycił się
blondyn rozglądając się po parku. Co tu pięknego? Kilka drzewek, trochę cienia,
ławki i małe jeziorko, do którego srają kaczki. Rzeczywiście cudownie.
- Kto ostatni przy jeziorku ten
zgniły banan! – wywrzeszczał Itachi zrywając się do biegu. I że niby on jest
moim bratem? Że niby on jest ten starszy? Że niby on ma 20 lat?! Pokiwałem
głową i śledziłem wzrokiem biegnącego Naruto. Roześmiany blondyn, biegł z
radością małego chłopca za Itachim. Słońce wpadało w jego złote włosy
podkreślając ich kolor. Boże, co ja gadam?! Złote włosy?! Kami-sama Sasuke,
skończ ćpać landrynki przed snem…
Wracając do tematu… blondyn
dobiegł jako drugi do jeziorka, a ja? Ja szedłem sobie spokojnie narzekając pod
nosem czemu się na to zgodziłem.
- Sasuke! Jesteś bananem!
- Zamknij się baranie! Jak się ojciec
dowie, że drzesz kopare na cały park to zobaczysz! – zagroziłem bratu. Zawsze
czuł respekt przed ojcem. Czemu? Nie mam pojęcia. Jest chodzącym (lecz nie
groźnym) ponurakiem, który od jakiegoś czasu jakoś dziwnie się zachowuje. Podśpiewuje,
szepta coś na ucho mamie i nawet zauważyłem uśmiech na jego twarzy. Tu naprawdę
dzieją się dziwne rzeczy.
- No weź nie wydasz mnie ojcu
prawda? – zapytał z przejęciem podbiegając do mnie. Byłem już blisko jeziorka,
więc wystarczyłoby kilka kroków, ale oczywiście ten pacan ma za dużo energii w
sobie. Miałem go już w garści. Patrzył na mnie niemal ze strachem w oczach. Och,
Sasuke, Ty zły, młodszy, przystojniejszy braciszku swego brata…
- Jak się zamkniesz to się
zastanowię – odparłem wrednie uśmiechając się kącikiem ust. Widziałem kątem oka
jak Naruto przygląda się z uśmiechem naszej wymianie zdań. Wyminąłem brata i
zatrzymałem się dopiero na brzegu jeziorka. Po chwili dołączyli do mnie te dwa
durnie, znów szczerząc się od lewa do prawa. Że też ich szczęki nie bolą. Mnie
już dawno by odpadła.
- Ciepło dziś co nie? – zagadnął blondyn
spoglądając na Itachiego. Ten jakoś dziwnie się uśmiechnął puszczając oczko
młodszemu.
- A no tak wyszło, że cieplusio –
uśmiechnął się. Oni coś knują! Ja to wiem!
- Nie sądzisz, że ta woda wygląda
zachęcająco, Itachi?
- Oj bardzo zachęcająco –
przytaknął mój braciszek wymijając Naruto tanecznym krokiem. Koło mnie zrobił
obrót wokół własnej osi i przełożył swoje ciężkie łapsko na moim ramieniu.
- Co wy kombinujecie? – przerwałem
tą głupią wymianę zdań swoim pytaniem spoglądając podejrzliwie to na jednego to
na drugiego próbując rozgryźć ich mózgi.
- My? Nic, nic – takim samym
krokiem podszedł do mnie Naruto.
- Widzisz, skoro Tobie było tak
ciepło w domu golasie…
- I wciąż masz podniesione
ciśnienie…
- To może…
- Ci pomożemy! – krzyknął Naruto. Po
chwili czułem jak lecę w powietrzu i wpadam w coś mokrego i przeraźliwie
zimnego. Otworzyłem oczy będąc pod wodą. Niech no ich złapie! Odbiłem się od
dna i wyskoczyłem spod tafli wody. Zaczerpnąłem spore ilości powietrza i
odetchnąłem z ulga przecierając oczy. Cały mokry i wściekły wypełzłem z
jeziorka kierując kroki w krzaki. Naruto razem z Itachi śmiali się wniebogłosy
nie zwracając na mnie uwagi. Nie zauważyli mnie, a ja chowając się w
niewielkich szuwarach powoli podchodziłem do nich. Zachciało im się żartów?
Proszę bardzo!
Byłem już dostatecznie blisko by
usłyszeć pojedyncze słowa. W końcu przestali targać kapcie i spojrzeli na
jeziorko. Nie widzieli bym się wynurzył, więc trochę spanikowali.
- Sasuke?! – wydarł się Itachi.
Nie odpowiedziałem. Szczerze sprawiało mi to frajdę. Widok zatroskanego
braciszka i zdezorientowanego Naruto – komiczne!
- Sasuke, nie wygłupiaj się,
cholera! – krzyknął z większą paniką mój brat. Może rzeczywiście powinienem się
ujawnić? Spojrzałem na niego i Naruto wpatrujących się w głębię mini jeziorka.
Nie ma mowy! Teraz ja się zabawię! Podszedłem bliżej. Byłem tuż, tuż a te
ciołki mnie nie widziały.
- Szlag! – mruknęli oboje i weszli
do wody wciąż mnie nawołując. Byli strasznie przejęci tym, że mnie nie widzą.
Nie dziwie im się. Sam bym się denerwował gdybym zgubił swoją dupeczkę gdzieś w
wodzie, którą można porównać do kibelka dla kaczek.
- Sasuke! – wykrzykiwali na
zmianę. W końcu nadszedł mój moment. Cicho zakradłem się za ich plecami i BACH!
Popchnąłem obydwóch. Wpadli do wody niczym kamyczki rzucone przez dziecko.
- Ha, ha, ha! – roześmiałem się. –
Macie za swoje durnie! Więcej mnie nie dotkniecie!
- Sasuke! – znów krzyknął Itachi. Zerwał
się szybciej niż z ulicy i wpadł mi w ramiona. – Więcej mi tak nie rób! Bałem
się, że Cię stracę!
Nie powiem. To wyznanie z ust
Itachiego sprawiło, że poczułem się trochę głupio.
- Wybacz…?
- Za karę…! – urwał w połowie, a
ja znów znalazłem się pod wodą. Co za wsza!
Długo jeszcze się wygłupialiśmy w
tej wodzie. Pierwszy raz, od dłuższego czasu, czułem się tak swobodnie. Już nie
pamiętam kiedy ostatni raz wygłupiałem się z Itachim. Ludzie przychodząc nad
jeziorko wsłuchiwali się z uśmiechami na ustach w nasz śmiech. Kilka razy udało
mi się wrzucić pod wodę Naruto, ale gdy połączył z Itachim silę musiałem
uciekać. I tak nie uniknęło mnie ponowne zanurzenie. Ogólnie muszę przyznać, że
nie było tak źle. Poranek spędziłem całkiem przyjemnie. Po kilku godzinach
odprowadziliśmy z Itachim Naruto do domu. Ale głupota, odprowadziliśmy, ha! Wystarczyło,
że przeskoczył przez nasz płot po obiedzie, który zafundowała mu nasza mama. W
suchych ubraniach, a właściwie samych spodenkach resztę dnia spędziłem przed
kompem z małymi przerwami na spacerek do mojej chłodnej żony. Ona zawsze wie
czego chcę. I zawsze wiem gdzie ją znaleźć. Kuchnia to jednak najpiękniejsze
pomieszczenie wymyślone przez człowieka.
- Sasuke…?
- Co? – mruknąłem do brata, który
dziwnym trafem nie wbił do mojego pokoju jak do klubu gogo.
- Dzięki… za dzisiaj…kocham cię
braciszku – powiedział i z uśmiechem wyszedł z mojego królestwa. Nie wiem czy
to mi się przyśniło? Przesłyszałem się? Kocham cię braciszku??
Spojrzałem na zegarek. Jak ten
czas szybko leci! Było już dobrze po dziesiątej. O tej porze mój jak i
Itachiego mózg jest wyprany z energii. To na pewno musiało mi się przesłyszeć.
Postanowiłem wziąć szybki prysznic
i ulec namową Morfeusza bym odwiedził jego krainę. Tak też zrobiłem. Zajrzałem
po drodze do kuchni, utuliłem moją żonkę i czym prędzej wróciłem do pokoju
wskakując do łóżka. Pierwszy dzień wakacji, a jaki pracowity…
piątek, 25 kwietnia 2014
Niebiańska misja 6
O jeżuuu.. Jak mi to ciężko szło hah xD ale w końcu coś mnie naszło i napisałam notke :D Wybaczcie za ewentualne błędy ;-; boziu, kiedy ja ostatnio notke z tym opkiem wrzuciłam? ;--; kilka miechów temu ;-; wybaczcie ... no ale dość nudzenia! Tak na zakończenie.. dziękuję Robaczki za komentarze ;) mimo, że tak nie regularnie wrzucam notki to i tak jesteście i śledzicie mojego bloga...dziękuję Wam! <3
~było miło <3~
- Ha,ha,ha! Bardzo śmieszne! Mój mały, głupiutki braciszek
zakochany! -śmiał się brunet. Po tym co
usłyszał od Kakashiego. Sasuke nigdy z nikim nie był. Przy najmniej nie na
dłużej.
- Ale prawdę ci mówię! Itachi, na flache Tsunade ci
przysięgam! – upierał się Hatake popijając czarną, dobrze zaparzoną kawę.
Siedzieli właśnie w „anielskim” barze. Ulubiona miejscówka Itachiego i jego
paczki – Akatsuki.
- Nie uwierzę, póki nie zobaczę! – powiedział brunet nadal
trzymając się za bolący od śmiechu brzuch.
- To się jeszcze okaże – mruknął Hatake odstawiając pustą
filiżankę na talerzyk. – A tak swoją drogą, to czemu się tak nagle zjawiłeś? –
zapytał opierając ręce na stoliku.
- A no właśnie… Mam ci przekazać nowe rozkazy od Tsunade. Od
teraz ja się będę zajmował moim kochanym braciszkiem – błysnął zębami w
uśmiechu.
- Jak to?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. – Wiesz, że jak Tsunade coś
sobie ubzdura to tak ma być – powiedział i dopił swoją kawę.
- No racja. Ciekawe co znowu wymyśliła? – zastanawiał się na
głos.
- Nawet nie chcę o tym myśleć – otrzepał się brunet. – Idę
sprawdzić co robi Sasuke! – wykrzyknął podekscytowany Itachi i wstał z krzesła.
- Dobrze! To ja wracam do mojej ulubionej czynności –
mruknął Kakashi z błyskiem w oku. Hatake zostawił pieniądze na stoliku i wyszli
razem z baru. Pożegnali się i obaj poszli w swoje strony.
~*~*~*~
Stał przed drzwiami „wychowanka” brata i nie wiedział czy
tak po prostu wejść czy może nacisnąć dzwonek do drzwi? Po dłuższym czasie
myślenia postanowił zrobić to co zawsze, czyli… po prostu pojawić się w środku.
Jak postanowił tak zrobił. Odwrócił się, poznając, że znajduje się w kuchni, a
jego wzrok padł na…SASUKE CAŁUJĄCEGO SIĘ Z NARUTO?!
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
- Sasuke… - szepnął Naruto odrywając się od gorących ust
Anioła. – Co my robimy? – zapytał patrząc mu w oczy z rumieńcami na twarzy.
Itachi ledwo się powstrzymywał. To było słodkie a zarazem zabawne.
- Cii… - uciszył blondyna Anioł. – Nie przerywaj tej chwili
– mruknął i ponownie pocałował Uzumakiego podnosząc go. Narokach przeniósł go w
głąb kuchni delikatnie sadzając na stole, pod którym oczywiście ze śmiechu
pękał starszy Uchiha.
No nie bez jaj! –
krzyknął Itachi w myślach i prychnął.
- Co to było? – Naruto rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie wiem. Zignoruj to – mruknął Sasuke i położył dłoń na
jego delikatnym policzku.
Powietrza ludzie i
anioły, powietrza! – śmiał się w myślach podglądacz. Tym razem nie
wytrzymał i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Słyszałeś to?! Ktoś tu jest! – panikował blondyn, drugi
raz przerywając pocałunek.
- Tak słyszałem – burknął Sasuke i zmarszczył brwi, a jego
wzrok padł na stół. Zauważył postać trzęsącą się pod stołem. Ominął Naruto i
schylił się.
- O kurwa…- zacisnął pięści w nerwach. – Itachi! – ryknął.
- Sasu-chan… - wyskamlał. Wypełzł szybko z pod stołu i
cofnął się pod ścianę jakby chciał się w nią wcisnąć.
- Itachi…- powtórzył młodszy przez zaciśnięte zęby powoli
podchodząc do brata. Itachi pomimo strachu przed nieprzewidywalnym, młodszym
bratem, nie potrafił opanować cisnącego się na usta uśmiechu. To był uśmiech
drwiny czy szczęścia, że jego niestały braciszek kogoś w końcu kogoś znalazł i
to nie na chwilę? Była tylko jedna kwestia do omówienia, ale żeby nie psuć tej
chwili, Itachi wcisnął tę myśl w najgłębsze zakamarki umysłu.
- Spokojnie braciszku! – wykrzyknął i rzucił się na niego
obejmując szczelnie o wiele silniejszymi ramionami. Sasuke próbował się
wyszarpać z jego uścisku, ale nie udało mu się to. Itachi był zbyt silny.
- Co tu robisz?! – warknął mu do ucha. Był podniecony, a
jego „kochanieńki” braciszek przerwał mu dobieranie się do Naruto.
- Jestem Twoim nowiusieńkim opiekunem! – powiedział z
wielkim bananem na pół twarzy. Jego uśmiech był olśniewający. Był kilka
centymetrów wyższy od Sasuke. Dla Naruto to było prawie niemożliwe.
- Jak to nowym opiekunem? A co z Kakashim? – zapytał już
spokojnie młodszy Uchiha.
- Kasiek? A Tsunade- sama ma dla niego troszeczkę inna misję
– znów błysnął zębami uwalniając brata z ramion.
- Em… przepraszam – odezwał się Naruto dotychczas nie
zauważony. – O czym mówicie?
- Ach! Właśnie! Itachi Uchiha! Najwspanialszy na świecie
brat Sasuke – przedstawił się skromnie brunet wyciągając rękę w stronę
blondyna.0
- Naru-
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- To ja wam już nie przeszkadzam – wypowiedział nad wyraz
szybko i zniknął w obłoku.
- Co to było? – zapytał zdziwiony Uzumaki. Sasuke tylko
klepnął się dłonią w czoło i oparł się biodrem o stół.
- To właśnie był mój brat – jęknął żałośnie. – Musze porozmawiać
z wredną Tsunade o tej sprawie. Ten tępak nie może nadzorować MOJEJ pracy! –
warknął zaciskając pięść.
- A mówisz, że to ja jestem zmienny – uśmiechnął się
blondasek.
~*~*~*~
Po całej akcji z Itachim, chłopaki zachowywali się tak jak
zwykle. Jakby wszystko co starszy Uchiha przerwał nie miało miejsca w ich
życiu. Naruto, choć tego nie okazywał, czuł się trochę zakłopotany cała tą
sytuacją. Sasuke…cóż, anioł nie zwracał uwagi na nic. Być może to był jego sposób
na pozbycie się tego dziwnego uczucia, które pojawia się za każdym razem, gdy
spojrzy na blondyna?
- Tak w ogóle…- mruknął brunet – kiedy masz te swoje zawody?
- Zawody? Jakie zawody? A! Te zawody! -zaśmiał się z własnej głupoty Uzumaki. – w kalendarzu
jest zapisane – powiedział z uśmiechem i podszedł do zawieszonego na ścianie
małego kalendarzyka. Kółko nakreślone czerwonym mazakiem wskazywało 8 marca. Cóż
za zbieg okoliczności. Gdyby Naruto był kobietą to pewnie mógłby liczyć na
jakis wstrętny wyschnięty kwiatek.
- 8 marca!
- No pięknie – burknął anioł pod nosem. – To masz jeszcze
jakieś dwie doby.
- No i co ja teraz zrobię?! Przez ciebie dobrze się nie
przygotowałem!
- Przeze mnie? A co ja takiego zrobiłem? –oburzył się Uchiha.
- Ciągle mi przeszkadzałeś! Zrzucałeś na mnie gałęzie,
podkładałeś nogi!
- Bieg z przeszkodami – zaśmiał się pod nosem anioł.
- A! – krzyknął Naruto. – Idź i mnie nie denerwuj!
- Nie pójdę, bo kazano mi ślęczeć przy tobie dzień i noc –
bąknął Sasuke rozkładając się na łóżku blondyna.
- Ty…! – warknął pod nosem Uzumaki. Zaczął podchodzić do
Anioła, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kto to może być?
- Nie mnie pytaj, Młocie.
- Skończ! – uciął mu Naruto. Poszedł do drzwi. Wziął głęboki
oddech uspakajając się i chwycił klamkę otwierając powoli drzwi. Z uśmiechem
przywitał jakichś trzech mężczyzn w białych ubraniach.
- Słucham? W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Pan…- gość spojrzał na jakieś kartki, które
trzymał w rękach. – Uzumaki Naruto?
- Tak, to ja. Coś się stało? – zagadnął blondyn nic z tego
nie rozumiejąc. Czego ci ludzie mogą od niego chcieć?
- Pogotowie psychiatryczne. Zapraszam z nami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
