wtorek, 12 listopada 2013

ah ten Itaś...

Przepraszam, że tak nic ostatnio nie dodaję... brakuje mi czasu ;____; staram się pisać następny rozdział... Jeśli dobrze pójdzie to niedługo go dokończę... A to...znalazłam w starym zeszycie^^ Wybaczcie mi ewentualne błędy ;_____;
Zapraszam...
~kuuuniec nudzieniaa~


- Uchiha! Szef cię prosi do siebie!
No pięknie – pomyślałem wstając z krzesła.
- Hai! – odpowiedziałem i wziąłem ze sobą teczkę z dokumentami. Ciekawe co tym razem ubzdurał sobie pan Namikaze Uzumaki Naruto – mój szef. Pracuję w firmie Namikaze już dobre 3 lata. Praca naprawdę przyjemna. Oprócz siedzenia przed biurkiem i wypisywania papierków nie robię nic. Prawie nic. Od kiedy firmę przejął ten młot Naruto co chwilę ląduję w jego gabinecie. Przypadek? Nie sądzę.
Szedłem do jego biura jak najszybciej. Im szybciej tam będę tym szybciej stamtąd wyjdę. W końcu stanąłem pod jego drzwiami. Wziąłem głęboki oddech, poprawiłem marynarkę i zapukałem. Po cichym „proszę” nacisnąłem klamkę i wszedłem do ogromnego biura tego dupka. Siedział za tym swoim wypasionym biurkiem i wpatrywał się na widok za ogromnym oknem. Konoha spowita mrokiem, oświetlona przez wielkie lampy uliczne. Piękny widok… nawet ja się wzruszyłem.
- Wzywałeś mnie – mruknąłem i stanąłem przy krześle.
- Sasuke, proszę usiądź – powiedział z uśmiechem na twarzy. I znowu to samo. To uczucie. Takie dziwne. Na sam widok jego uśmiechu czuję się szczęśliwy. Jak to możliwe? Przecież ja nawet go nie lubię!
Usiadłem naprzeciw niego i spojrzałem mu w oczy. Cały czas się uśmiechał. Irytujące.
- Więc, czego chcesz tym razem? – burknąłem w jego stronę.
- Mam dla ciebie niezwykła propozycję! – wykrzyknął. Aż się zatrzęsłem. Głośny jak zawsze.
- Co to za propozycja?
- Pojedziesz ze mną na delegację do Europy!
- Dlaczego ja? – burknąłem. Nie widzę się w roli przydupasa Naruto.
- Bo ty tu najwięcej robisz… - mruknął i odwrócił ode mnie wzrok. Dziwne. Ja tu właśnie nic nie robię… Burknąłem tylko i odwróciłem głowę w drugą stronę. Ukradkiem na niego spojrzałem. Wydawał się gryźć z czym w sobie. Zagryzł wargi i spojrzał na mnie nieśmiało. Gorąca fala prądu przebiegła przez cale moje ciało. Zwariowałem.
- Proszę, Sasuke, zgódź się no! – błagał patrząc na mnie tymi swoimi, wielkimi, niebieskimi, cudownymi…wróć! Żadnymi cudownymi! Uchiha rąbnij się o sosnę! Po prostu wlepiał we mnie swoje gały. Uff… od razu lepiej to brzmi.
- A co z tego będę miał? – zagadnąłem spoglądając na biurko tego Młota. Wszędzie papiery. Nawet poukładać, głąb tego nie potrafi…
- Podwyższę twoje wynagrodzenie – powiedział zdecydowanym głosem. I to rozumiem! Chociaż raz mówi do rzeczy. Tylko dlaczego mam wrażenie, że kryje się za tym wyjazdem coś więcej?
- Hm… zastanowię się – rzuciłem i wstałem, zostawiając swoją teczkę na blacie. Widziałem tylko zdziwione spojrzenie tego młota i z cwanym uśmieszkiem na ustach ruszyłem do drzwi.
- Czekaj! – krzyknął podrywając się z krzesła. Zadowolony z faktu, że tak bardzo mu zależy na tym, żebym z nim jechał, obróciłem się na pięcie i spojrzałem na niego z góry. Uwielbiam górować nad tym półgłówkiem.
- Słucham, panie Uzumaki – mruknąłem ironicznie.
- Namikaze Uzumaki – poprawił mnie. – Zależy mi żebyś to ty ze mną jechał.
- To już wiem. Mów dalej.
- Eh…- westchnął i podszedł do mnie wymijając po drodze biurko. – Sasuke… mam nadzieję, że mi pomożesz na tej delegacji. Naprawdę potrzebuję twojego doświadczenia.
Czy ja się mylę, mam jakieś omamy słuchowe czy ten młotek właśnie próbuje być dla mnie miły?! Aż mnie zatkało z wrażenia. Stanął przede mną na odległość wyciągniętego ramienia i wlepiał we mnie błagalny wzrok. I jak tu się nie zgodzić będąc pod takim ostrzałem jego błękitnych oczu?
- Dobrze… pojadę z tobą – mruknąłem ze zrezygnowaniem. Spojrzałem na jego rozpromienioną twarz i sam, wbrew swojej woli, delikatnie się uśmiechnąłem. Gdy tylko na mnie spojrzał, zarumienił się. Co to ma znaczyć? Nie widział uśmiechającego się człowieka czy co?
Odchrząknąłem i nacisnąłem klamkę.
- Na biurku masz papiery, o które prosiłeś – rzuciłem przez ramię i wyszedłem.

~*~*~*~

Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit. Po tym jak wyszedłem z jego biura, posiedziałem chwilę przy papierkach, wziąłem swoje rzeczy i w wróciłem do domu. Ciągle przed oczami mam jego zarumienioną twarz. Wyglądał tak…uroczo? O Kami-sama… o czym ja w ogóle myślę?! Klepnąłem się w policzek i wstałem. Podszedłem do okna i spojrzałem na rozgwieżdżone niebo. Pięknie… uwielbiam gapić się na niebo w bezchmurną noc. Usiadłem na parapecie i spoglądając w niebo zastanawiałem się czego dotyczy ta cała delegacja. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem kiedy ona jest?!
Trudno. Zapytam się rano – pomyślałem.

Następnego dnia w biurze było niezłe zamieszanie. Od kiedy Naruto ogłosił, że wyjeżdża na tą całą delegację, wszyscy zaczęli szeptać i podniecać się na samą myśl o tym, że szef może go zabrać ze sobą. Niestety, szefunio zgasił ich zapał w zarodku wywołując mnie do siebie! Ha, ha! I dobrze im tak! Nikt nie ma prawa jechać z Młotem! Zaraz… co ja powiedziałem?! Chyba mi słonko mózg przegrzało…

~*~*~*~

- Mam nadzieję, że w końcu się dogadamy, Sasuke – zagadnął odprowadzając mnie do domu. Tak…do domu – Nie chcę się już z tobą kłócić. Pracujemy razem i powinniśmy się dogadywać – powiedział z uśmiechem. Aż mnie zatkało. Że niby ten Młot powiedział coś tak mądrego?! Świat się wali ludzie, świat się wali.
- Też tak myślę, Młocie – mruknąłem i delikatnie się uśmiechnąłem. Miałem tylko nadzieję, że tego nie widział.
- No! To ja się żegnam!
- Już idziesz? – zdziwiłem się. Tak szybko chce mnie zostawić samego? Nie żebym się skarżył czy coś!
- Tutaj mieszkasz prawda? – zaśmiał się i podparł boki. Odwróciłem się i… rzeczywiście. Duży, biały z czarnym dachem, wielką, w japońskim stylu werandą dom – mój dom.
- Rzeczywiście – mruknąłem. – Może wejdziesz…? Na kawę…?
Kami-sama… Co ja mówię?!
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale po chwili jego twarz znowu rozświetlił ten piękny uśmiech… Chyba zacznę się przyznawać do tego, że ten głąb cholernie mi się podoba.
- Chętnie! To ruszajmy! – krzyknął i popchnął mnie w stronę domu.
- Spokojnie Młocie! – burknąłem i dałem mu się prowadzić. Otworzyłem drzwi weszliśmy do środka. Zapaliłem światło i ściągnąłem buty. Rozebrałem się i od razu skierowałem się do kuchni. Wziąłem dwie szklanki z szafki wiszącej nad zlewem i postawiłem wodę w czajniku.
- Ładne masz mieszkanko – mruknął koło mojego ucha. Poczułem ręce oplatające mnie w pasie. Nie wiem dlaczego, ale nie reagowałem na to. Przyjemne ciepło przywarło do moich pleców. Było mi tak miło.
- Co robisz? – mruknąłem nasypując kawy do kubków.
- Zostaw to – szepnął mi do ucha i odstawił kawę razem z kubkami jak najdalej od nas. Po moich plecach przebiegł przyjemny dreszcz. Co się ze mną stało w tym momencie? Nie wiem… miałem tylko nadzieję, że to się nie skończy. Obróciłem się w jego ramionach, a moje usta zostały zaatakowane przez Naruto. Wiedziony instynktem przymknąłem oczy i wplątałem palce w jego włosy. Poczułem, że tracę grunt pod nogami. Zaczęło mi się to nie podobać. Jeśli pójdzie tak dalej przypadnie mi bolesna rola… Na to pozwolić nie mogę! Jestem Uchiha! To ja tu robie za drania nie?!
Zanim się obejrzałem, Naruto już mnie kładł na moim własnym łóżku. Jakim cudem wiedział gdzie jest sypialnia?
„Ładne masz mieszkanko” – zabrzmiało mi w głowie. To wtedy musiał się rozglądać! Chytry lisek…He, He.
- Mh…Naruto… - mruknąłem i oderwałem się od niego.
- Co się stało? – zapytał dobierając się do mojej szyi. Sapnąłem cicho i jednym ruchem obróciłem nas tak, że to ja byłem na górze. Ha! Uchiha górą!
- Teraz moja kolej – wymruczałem mu do ucha i wpiłem się w jego usta. Chwilę później ściągałem z niego koszulkę, w następnej sam byłem rozbierany. Wszystko działo się tak szybko. Rozpaleni w szaleństwie całowaliśmy się i poznawaliśmy nasze ciała. Było tak przyjemnie. Nie widziałem niczego poza blondynem. W końcu zbliżałem się do strategicznego punktu, gdy nagle…
- Hej bra…!
…wpadł Itachi. Nie ma to jak niezapowiedziana wizyta brata! Zaskoczony stanął w pół kroku. Ja z Naruto patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem. Akurat w takiej chwili!
- To… ja was może…zostawię samych… - wydukał i powoli zamknął drzwi za sobą. Usłyszałem tylko huk, jakby ktoś zlatywał ze schodów. Łamaga.
Spojrzałem na Uzumakiego z rumieńcami na twarzy. W tym samym czasie on spojrzał na mnie. Nie odzywaliśmy się do siebie przez krótką chwilę, która ja przerwałem.
-Przepraszam – szepnąłem i usiadłem na skraju łóżka.
- Nic się nie stało – mruknął, objął mnie i pocałował w szyję. Znowu ten dreszcz. – Lepiej już pójdę – szepnął i zaczął się ubierać.
Westchnąłem i obserwowałem jego ruchy. Gdy już wychodził odwrócił się i z uśmiechem powiedział:
- Do zobaczenia jutro na lotnisku panie Uchiha!
Uśmiechnąłem się tylko i nabuzowany wstałem z łóżka. Usłyszałem jak Naruto żegna się z moim bratem i zamyka drzwi. W tedy wybuchnąłem…

- ITACHI!

sobota, 19 października 2013

Niebiańska misja - 3

Wiem znowu dłuuuugo to pisałam ;-;  notka tym razem troszkę dłuższa, ale moim zdaniem nie wyszła mi zbyt dobrze ;-; niestety.. im mniej czasu tym gorzej pisze ;-; przepraszam ;-;
~ kończe nudzić ;-; ~


Pogoda zapowiadała się naprawdę piękna. Lekkie obłoczki, oświetlane przez słońce, leniwie płynęły po niebie. Ptaki już dawno zbudzone, krążyły nad głowami mieszkańców Konohy. Kolejny dzień rozpoczęty przerażającym krzykiem Naruto… chwila… przerażającym krzykiem?
- Uspokój się Młocie!
- Uspokój się?! Uspokój się?! Wylałeś na mnie lodowatą wodę i każesz mi się uspokoić?! – wrzeszczał jak opętany. Sasuke miał już tego powoli dosyć. Jednak jego, jakże oryginalny pomysł obudzenia Młotka prysznicem w postaci zimnej wody, wcale nie był taki dobry. Nie sądził, że blondyn będzie się aż tak darł, a to że jest aniołem wcale nie oznacza, że ma anielską cierpliwość. W pewnej chwili chwycił poduszkę leżącą na podłodze (nie pytajcie jak się tam znalazła) i rzucił nią we wrzeszczącego Naruto.
- Spokój. Idź się umyć. Za pół godziny musisz wyjść.
- He?! Nie mogłeś mnie wcześniej obudzić?!
- Jestem Twoim aniołem stróżem od wczoraj i nie mam w obowiązkach budzenia cię do szkoły. Zmykaj – zakończył machnięciem ręki i zniknął mu z przed oczu.
- Drań – warknął Naruto i odrzucił poduszkę na łóżko, po czym ruszył do łazienki.
Po kąpieli szybko ubrał mundurek, wrzucił książki do plecaka i wpadł do kuchni. Chwycił jabłko ze stołu i wybiegł z domu. Minął po drodze starszą sąsiadkę, uśmiechnął się do niej i poszedł dalej. Z jego wspaniałym szczęściem prawie potrącił go samochód, ale ktoś pociągnął go za rękę.
- Gdzie Młocie? – mruknął zastawiając mu drogę swoją seksowną osobą.
- Do szkoły Draniu! Zejdź mi z drogi!
- Wiesz, że to nie w tą stronę prawda? – zapytał i uśmiechnął się z politowaniem. Naruto spłonął rumieńcem i spojrzał mu w oczy. Jeszcze tego by mu brakowało żeby wyszedł przed Draniem na idiotę.
- Przecież wiem – warknął i zawrócił.
- Jasne, jasne… a moim przełożonym jest erotoman – mruknął. Na szczęście Naruto nie wiedział, że Kakashi naprawdę jest erotomanem. „Wsza” nic nie robi tylko czyta te swoje zboczone książeczki.
- A ty co tu w ogóle robisz? Znikasz kiedy chcesz i pojawiasz się w najmniej odpowiednim momencie… - burknął nadąsany blondyn.
- Co robie? Pilnuję żeby nic Ci się nie stało, łamago – odpowiedział ciągnąc go za rękaw. Nawet nie zauważył, że prawie wszedł w słup wysokiego napięcia.
- Nie jestem łamagą! – krzyknął i odwrócił się w jego stronę. Ludzie patrzyli się na niego ze zdziwieniem. Nie często się widzi człowieka krzyczącego na niewinny słup. Chyba, że jest naprawdę pijany.
- Oczywiście wiesz, że tylko Ty, jak na razie mnie widzisz prawda? – zapytał Sasuke z kpiącym uśmieszkiem. Naruto znowu spłonął rumieńcem. Obejrzał się  i uśmiechnął mierzwiąc włosy na karku. Po chwili powrócił do wędrówki. Na szczęście już nie daleko do szkoły. Wystarczyło, że będzie ignorował Drania przez te kilka naście metrów i znowu zniknie.

~*~*~*~
Niestety mylił się. Sasuke chodził za nim jak cień przez większość lekcji. Ledwo powstrzymywał się aby nie wydrzeć się na anioła. Nie chciał powtórzyć sytuacji z rana. W końcu wpadł do łazienki i rozglądnął się.
- Co robisz Młocie?
Nie odpowiedział mu tylko przeszukał wszystkie kabiny. Kiedy stwierdził, że nikogo nie ma, odwrócił się w stronę Sasuke.
- Mógłbyś sobie łaskawie zniknąć i przestać mnie denerwować?! – wrzasnął. Ojć… Naruto się zdenerwował. To naprawdę nie lada wyczyn. Jego strasznie ciężko zdenerwować. Niestety brunet działa na niego gorzej niż czerwona płachta na byka.
- Co się drzesz Młocie? Nic Ci przecież nie robię… - burknął zaskoczony zachowaniem blondyna.
- Nic nie robisz?! Potargałeś Kibie zeszyt!
- Wkurza mnie, głąb.
- To nie znaczy, że musisz mu targać zeszyt! Ja za ciebie oberwałem! I dlaczego klepnąłeś Ino w… w tyłek?!
- Fajna laska… - burknął oglądając swoje paznokcie.
- Ta fajna laska prawie urwała mi łeb!
- Mogłeś nie iść za mną.
- To Ty szedłeś za mną! Ciągle się za mną wleczesz!
- Przymknij się Młocie, bo ktoś cię usłyszy – mruknął i spojrzał na niego. Naruto tylko się naburmuszył, chwycił zrzucony plecak i wyszedł z łazienki. Wkurzony prawie biegł przez korytarz zmierzając do sali, w której miała się odbyć ostatnia – najgorsza – lekcja…matematyka.

~*~*~*~

- Naruto, ogarnij się… - szepnął Shikamaru – szkolny przyjaciel z ławki. Od kilku minut wiercił się i stukał palcami w ławkę. Był zdenerwowany. Nie dość, że Drań nagle zniknął to Anko jeszcze zrobiła im niespodziewaną kartkówkę z matmy. Teraz siedział zdenerwowany i nie umiał się skupić na niczym. Jedyne co widniało na jego kartce to jego własne imię i nazwisko. Znalazły się ewentualnie jakieś szlaczki na marginesie. To będzie chyba pierwsza jedynka w jego licealnym życiu. A to wszystko przez tego Drania! Wkurzył go i nawet nie przeprosił! Tak po prostu sobie zniknął! Już on sobie z nim  porozmawia. Odpłaci mu się za to. Nikt nie będzie denerwował Naruto Uzumakiego! Nikt! Nawet boski, czarnowłosy anioł!
~ O czym ja myślę?!~ krzyknął do siebie. Przerażony swoimi myślami oddał pustą kartkę i wyszedł z klasy.
~*~*~*~

- Hej Sasuke! Co tam mój drogi przyjacielu? – wrzasnął z daleka.
- Kakashi – burknął w jego stronę.
- Co taka mina? Gdzie Naruto? Nie powinieneś być teraz obok niego i pilnować żeby nie wywrócił się przez jakiegoś przypadkowego ślimaka?
- Zamknij się szara wszo – warknął brunet. – On wcale nie jest taki fajtłapowaty. Chyba – dodał po chwili. – Co tu robisz?
- Przyszedłem sprawdzić jak sobie radzisz – powiedział uśmiechając się pod maską.
- A jak niby miałbym sobie radzić? Nie jestem nowicjuszem.
- Wiem, wiem spokojnie Sasuś… Po twoim ostatnim wybryku Tsunade woli cię pilnować – oznajmił i odskoczył w tył unikając pięści bruneta.
- Miałeś nie mówić do mnie „Sasuś” i nie poruszać TEJ sprawy!
- Wybacz młody… Zostawiam wszystko w Twoich rękach. Znikam do swojego pięknego świata książek! – wykrzyknął i zadowolony jak małe dziecko zniknął w białym kłębie dymu.

- Dupek – warknął i jednym pstryknięciem palca znalazł się w domu Naruto.

środa, 2 października 2013

Niebiańska Misja - 2

Wybaczcie, że czekaliście tak długo ;____; Nie mogłam znaleźć czasu aby siąść i porządnie napisać następną notkę ;___; Ale na szczęście mi się udało i w końcu.. jest! :D Mam nadzieję, że mnie nie zjecie za jej.. hm.. treść.. ;____; Nie wiem kiedy pojawi się następna notka.. Wybaczcie mi ;___;

~ koniec nudzenia ~

Jak często w waszych domach pojawia się czarnooki brunet? W dodatku anioł? Cholernie przystojny anioł? Przypuszczam, że nie często, ale gdyby się wam to przydarzyło jak byście zareagowali?
Naruto tylko wpatrywał się w przybysza z szeroko otwartymi oczami. Nie mógł wypowiedzieć nawet słowa. W tym czasie Sasuke zdążył rozgościć się w jego kuchni. Posprzątał wylaną wodę i usiadł na krześle za stołem. Jako „anioł stróż” ma obowiązek „posprzątać” po podopiecznym. Przynajmniej tak sobie tłumaczył swoje zachowanie. Normalnie zostawiłby to i dalej naśmiewał się z „Młota”. Niestety coś kazało mu pomóc blondynowi.
- Kim jesteś?! – wrzasnął kiedy się opamiętał. Szybki to on nie jest…
- Twoim „aniołem” – odburknął zadowolony, zaznaczając palcami w powietrzu cudzysłów.
- Aniołem?!
- Tak, Młocie. Aniołem i przestań wrzeszczeć. Doskonale cię słyszę.
- Ale jak to aniołem? –dopytywał się nadal nie wierząc w to co słyszy. W szoku nie zauważył kiedy usiadł naprzeciwko przybysza. Zapomniał nawet o swojej oparzonej ręce i o zakręceniu wody.
- Tak to – mruknął brunet i pstryknął palcami. Trochę magii i już rachunek za wodę robi się mniejszy. Wpatrywał się cały czas w oczy Naruto. Nie wierzył, że istnieje ktoś z tak intensywnymi oczami. Niebieskie. Nie… niebieskie może być niebo. Oczy Naruto były głębsze i coś się w nich kryło. Coś co zabierało całą świadomość Sasuke ze sobą. Kazało mu wejść do tego nowego świata poznać go. Poznać wszystkie jego tajemnice i marzenia. Wszystko co kryło się w Naruto, kryło się w jego oczach.
- No odpowiedz mi! – wrzasnął blondyn wyrywając Uchihe z myśli.
- Nie będę na nic ci odpowiadał – powiedział dyplomatycznie. Nie powie mu przecież, że go nie słuchał, bo się zapatrzył w jego oczy.
- No nie bądź taki! Opowiedz mi wszystko!
- Nic ci nie będę opowiadał. A teraz pozwól, że sobie zniknę – zakończył i już go nie było.
Naruto wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed kilkoma sekundami siedział „jego” anioł. Po chwili wstał i zaczął biegać po mieszkaniu sprawdzając czy nie ma go może gdzieś w pobliżu. Przerzucał kołdrę i poduszki z jednego kąta w drugi kąt. Ubrania leżące na ziemi przekopał pod ścianę. Nasz, jakże mądry, bohater zajrzał nawet za obrazy wiszące na ścianach. Niestety nigdzie nie znalazł „swojego” anioła. On nawet nie wiedział jak ma na imię jego stróż, ani dlaczego jest tutaj – w jego mieszkaniu. Przynajmniej był…
Po tych nie owocnych poszukiwaniach uznał, że przydałaby mu się kąpiel. Po tym ciężkim i pełnym wrażeń dniu, ciepła woda ukoiła jego nerwy i rozluźniła spięte mięśnie. Wyszorował porządnie ciało i wskoczył w swoje ulubione bokserki w rybki. Zarzucił jeszcze na siebie koszulkę i wyszedł z łazienki. Było już późno. Słońce dawno zaszło, a rano musi iść do szkoły.
Liceum w Konoha było jednym z najlepszych pod względem nauki jak i sportu. Naruto co miesiąc uczestniczy w zawodach sportowych. Kogo jak kogo, ale jego nikt nie prześcignie. Jest asem w rękawie drużyny. Za niedługo następne zawody. Tym razem uczniowie jego liceum zmierzą się z najlepszym liceum z Suny – miasta położonego nie daleko Konohy.
Naruto spojrzał na zegarek. Było już dobrze po dziesiątej. Na szczęście nauczyciele nie zadali im żadnej pracy domowej. Ziewnął i poszedł do pokoju. Rzucił się na łóżko, spojrzał jeszcze ostatni raz za okno, po czym zasnął.
~*~*~

Sasuke w tym czasie krążył wokół bloku Naruto. Denerwował się, ale nie wiedział dlaczego. Od kiedy zatopił się w oczach blondyna coś zmieniło się w jego „anielskim życiu”. Czuł, że się zmieniło. Po kilkunastu minutach wrócił do mieszkania Uzumakiego. Wszędzie było ciemno. Przez okna wpadało światło księżyca oświetlając określone kawałki podłogi i ścian. Uchiha od razu skierował się do pokoju Naruto. Blondyn, owinięty w kołdrę, spał jak zabity. Światło lamp, które przedzierało się przez niedbale zasunięte zasłony, oświetlało delikatną twarz Uzumakiego. Sasuke wpatrywał się w niego jak zaczarowany. Studiował uważnie delikatne rysy śpiącego chłopaka. Podszedł do jego łóżka i usiadł delikatnie na jego skraju. Starał się zachowywać jak najciszej żeby go nie obudzić. Jeszcze brakowałoby mu wrzasków przebudzonego Młotka. Wiedziony jakimś instynktem samozachowawczym wyciągnął rękę w kierunku twarzy Naruto. Delikatnie położył dłoń na jego policzku.

~Co ja robię?!~ zapytał się w myślach i szybko zabrał dłoń. Usadowił się wygodnie pod ścianą i przymknął oczy tylko na sekundę. Malutką sekundkę, która przerodziła się w godzinkę, a ta w dwie godzinki… i tak aż do rana…

sobota, 7 września 2013

Niebiańska misja - 1

Witajcie! ^^ Wrzucam notkę z następnym opowiadaniem! Ciekawi mnie, czy Wam się spodoba^^ Pomysł na to opowiadanie wpadł mi do głowy dzisiaj rano^^ Mam nadzieję, że Wam się spodoba^^
Zapraszam na 1 część "niebiańskej misji" !

~koniec nudzenia~

- Co?! Proszę! Powiedzcie, że robicie sobie ze mnie jaja! – wykrzykiwał wysoki, przystojny brunet o czarnych jak węgiel oczach. Właśnie się dowiedział, że ma opiekować się niejakim Naruto Uzumaki. Chłopakiem, w brew pozorów, w jego wieku. Blondyn o niebieskich oczach, niezwykle fajtłapowaty i ogółem mający wielkiego pecha. Stracił rodziców w wieku 5 lat i od tego czasu zajmował się nim wujek Iruka, lecz teraz ten zaszczytny obowiązek spada na Sasuke Uchiha. Wyspecjowalizowanego, w sprawie odganiania pecha, anioła stróża. Tak, anioły istnieją! No, przynajmniej w tej opowieści. Ale wracając…
Na sali znajdował się właśnie on, Kakashi, kilku innych aniołów oraz Tsunade – szefowa całej tej „niebiańskiej” zgrai.
 - Nie tym tonem Uchiha! I nie, nie żartujemy sobie. Zajmiesz się tym chłopakiem i pomożesz mu. Kakashi będzie cię pilnował – oznajmiła blondynka. – Nie puścimy cię samego po ostatnim wybryku – dodała szeptem, po czym rozległy się szepty i ciche śmiechy obecnych.
 - Ale dlaczego akurat ja mam się zajmować tym niedorajdą?!
 - Ponieważ ja tak powiedziałam! I ze względu na twoje doświadczenie. Misję zaczynasz od zaraz!
 - Jędza – mruknął pod nosem.
 - Coś mówiłeś, Uchiha? – warknęła Tsunade. Cóż, nienależny jej wkurzać. Zwłaszcza w stanie upojenia alkoholowego, z którego nie wychodzi od dobrych kilku lat. Wystarczy się przyzwyczaić.- Ja? Nie…- skłamał. – Do kiedy ta misja będzie trwać?
 - Dopóki jej nie odwołam! – krzyknęła z szatańskim, jak na anioła śmierci przystało, uśmiechem i wysłała biednego nastolatka do świata ludzi.
- Szybka jest – mruknął Kakashi pierwszy raz od jakiegoś czasu. Hatake Kakashi – człowiek tajemniczy, ale z poczuciem humoru. Twarz zasłania mu czarna maska, a lewe, ledwie uratowane, oko przysłonił grzywką.
 - Zamknij się Kakashi – warknął niezadowolony Sasuke.- Gdzie mam szukać tego młota?!
- Zdaję mi się, że to ten chłopak wychodzący z tej budki – mruknął zadowolony szarowłosy.
 - Dzięki wielkie – mruknął sarkastycznie brunet. – A teraz powiedz mi, co mam mu powiedzieć…?
 - Musisz sobie dać radę! Na pewno coś wymyślisz, a teraz wybacz, Sasuke, ale mam bardzo ważną misję! – powiedział z błyskiem w oku, po czym, tak po prostu, zniknął.
- Ty wredna szara wszo!- krzyknął zdenerwowany Sasuke. Nie miał ochoty sam zajmować się tym niedołęgą.. Niestety, jak zwykle, Hatake ma „ważniejsze” sprawy.
Rozejrzawszy się dookoła ruszył w stronę blondyna. Tyle dobrze, że dopóki sam mu nie powie o swojej obecności, głupiutki Naruto nie zjarzy się, że Uchiha stoi tuż obok niego. Już przy samej obserwacji Uzumakiego z daleka można powiedzieć, że Sasuke będzie miał pełne ręce roboty. Najpierw wdał się w bójkę z jakimś dryblasem, przez co brunet musiał interweniować i „lekko” popchnął napastnika na kosze. Biedny facet, nie dość, że brudny to jeszcze ze skórką banana i szczurem na głowie.
 - To było dziwne… - mruknął pod nosem Naruto i czym prędzej udał się w dalszą drogę powrotną do domu.
Następna akcja wydarzyła się tuż pod domem „młota” – jak go określił brunet. Pechowiec zapatrzony w niebo to pechowiec lądujący w kanale. Na całe szczęście Sasuke zdążył zamknąć otwór i Naruto spokojnym krokiem przeszedł dalej.
 - Jestem! – krzyknął blondyn do pustego mieszkania.
 - Co za młot – mruknął pod nosem Sasuke.
 - Hę? Jest tu ktoś? – blondyn odwrócił się i rozejrzał, ale nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i uznając, że mu się zdawało udał się do kuchni. W tym czasie zszokowany Sasuke stał w przed pokoju.
~ Nie możliwe, żeby mnie usłyszał! Przecież nie pozwoliłem mu się zobaczyć ani tym bardziej usłyszeć!~
- Ała! – rozmyślania bruneta przerwał krzyk dobiegający z kuchni. Niezdarny Naruto wylał sobie na rękę czajnik pełny wrzątku. Szybko go odstawił i wsadził rękę pod zimną wodę sycząc i skacząc z jednej nogi na drugą.
 - Co za debil – powiedział oparty o framugę Sasuke.
 - Co? – mruknął Naruto i spojrzał w jego stronę. Brunet uznał, że zabawniej będzie jeśli w końcu mu się pokaże. Jak pomyślał tak zrobił. Mina Naruto była bezcenna.

czwartek, 5 września 2013

Kochani!

Jeżu, jeżu.. ! ;__; Już ponad tysiąc wyświetleń! Jesteście wspaniali <3 dziękuję Wam! Widocznie lubicie czytać moje fantazje^^ Bardzo mi to schlebia^^  Aż się w końcu wezmę za siebie i coś wydrapie :D Jeszcze raz dziękuję!! <33

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XI

Tak wiem, dawno mnie nie było ;___; wybaczcie... Strasznie długo pisałam ten rozdział i szczerze mówiąc nie jestem z niego zadowolona, ale nie miałam innego pomysłu na zakończenie tego opowiadania ;___; Dziękuję wam za komentarze<3 i przepraszam za wszystkie błędy jakie się pojawiły... to tacy moi "przyjaciele, których nie potrafię się pozbyć-,- Okey! Zapraszam do przeczytania ostatniego rozdziału!^^

~koniec smęcenia~


Naruto spojrzał mi w oczy i przywarł do moich ust. Nie wiedziałem czy to sen czy rzeczywistość. Przypomniałem sobie tamten pocałunek. Te same słodkie usta. Ten sam słodki zapach. Ten sam Naruto.
Po krótkim czasie przymknąłem powieki i przyciągnąłem go do siebie, pogłębiając tym samym pocałunek. Nie liczyło się nic. Liczyła się tylko ta chwila. Usłyszałem tylko zgrzytnięcie drzwi. Oderwałem się od blondyna i oboje zgodnie zerknęliśmy w tamtym kierunku. Zamarłem na widok brata i rodziców stojących w progu. Itachi lekko uśmiechnięty, ojciec miał niewiarygodnie zdziwioną minę, a mama? Sam nie wiem co sobie pomyślała. Nie tak to miało wyglądać. Nie w ten sposób mieli się dowiedzieć, że ich syn jest gejem!
- Sasuke? – wybełkotała mama.
- Synu? – zagadnął ojciec patrząc na mnie jak na istotę nie z tego świata.
- Mamo…tato… ja… - jąkałem się. Co miałem im powiedzieć?
- No nareszcie braciszku! – wykrzyknął Itachi. Podszedł i uścisnął mnie. – Gratuluję – wyszeptał podnieconym głosem.
„Gratuluję?!” oburzyłem się w myślach. Naruto siedział jakby nigdy nic i uśmiechał się promiennie. Nie wiedziałem co się dzieje. Rodzice spokojnie weszli do sali i… szczęśliwi?
- Wreszcie się wybudziłeś! Tak się z ojcem martwiliśmy! – mówiła mama i przytuliła mnie. Nadal nie wiedziałem co się tu dzieje. Objąłem ją i spojrzałem pytająco na Itachiego.
- Nadal uważam, że jak na policjanta to głupio postąpiłeś wsiadając do samochodu w takim stanie – powiedział spokojnie ojciec. Serio… co się tutaj dzieje?
- Oj, tato. Daj już spokój! – odezwał się Itachi. – Przecież wiesz jak to jest jak człowiek jest zdenerwowany i nie myśli racjonalnie.
- Ale nie powinien wsiadać do samochodu!
- Fugaku! – ryknęła mama. Ojć, jest źle. Mama zła – mama niebezpieczna.
- Spokojnie, proszę pani. Panie Uchiha przecież jest wszystko w porządku. Najważniejsze, że Sasuke się obudził – powiedział Naruto i złapał mnie za rękę. Lekko ścisnąłem jego palce i ze strachem spojrzałem na rodziców. Muszę im powiedzieć teraz. Widzieli mnie i Naruto, więc trzeba to teraz wyjaśnić.
- Mamo, tato…- zacząłem. Serce mi biło jak oszalałe. Balem się jak nigdy dotąd. – ja… jestem gejem – wypaliłem. Itachiemu opadła szczęka. Wpatrywał się we mnie jak w wariata. Może rzeczywiście nim byłem? W takiej chwili mówić coś takiego?! Zwariowałem… jestem idiotą…
- Ale my to wiemy synku – powiedziała łagodnie mama.
- Jak to wiecie?! – zdziwiłem się. Na pewno im tego nie mówiłem wcześniej! I nie było widać tego po mnie! Jestem pewien!
- Sasuke – zagrzmiał ojciec. Skończył się dzień dziecka. – nie podoba mi się to, że jesteś… kim jesteś, ale nic na to nie poradzę. Naruto nam powiedział o swoich uczuciach i o tym co się stało przed twoim wypadkiem. Nie rozumiem tylko dlaczego nam tego nie powiedziałeś?
Nie wiedziałem co powiedzieć. Wpatrywałem się w ojca jak w ósmy cud świata. Spodziewałem się, że mnie wyzywa, że się wścieknie, a on prowadzi ze mną dyplomatyczną rozmowę?! I zaraz… Naruto powiedział im o swoich… uczuciach? To znaczy, że… że coś do mnie czuje? Coś więcej niż do zwykłego przyjaciela?!
- Tato… ja przepraszam. Ja wiem, że oczekiwałeś po mnie czegoś więcej niż wiadomości o mojej orientacji. Wiem też, że liczyłeś na wnuki, ale ja nie mogę Ci ich dać. Przepraszam – szepnąłem i nieświadomie ścisnąłem mocniej dłoń Naruto. Opuściłem głowę i czekałem na wybuch. Zamiast Armagedonu poczułem na ramieniu delikatną dłoń mamy. Spojrzałem na nią, a ona uśmiechnęła się lekko i spojrzała na Itachiego. Podążyłem za jej wzrokiem i obserwowałem brata. Stal z założonymi rękoma i patrzył się na mnie z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy.
- Mówiłem, że wszystko będzie dobrze?!
- Nic nie mówiłeś…- mruknął Naruto. Nie wytrzymałem i zaśmiałem się pod nosem. Ojciec rozchmurzył się i nawet nie zauważył, że zignorowałem jego pytanie.
 Udało się. Powiedziałem rodzicom o mojej orientacji, oni mnie nie wydziedziczyli, a potem, gdy wyszli i zostałem sam na sam z Naruto, wszystko sobie wytłumaczyliśmy. Okazało się, że on też… też mnie kocha! Powiedział o wszystkim rodzicom, znaczy o pocałunku, a gdy Itachi powiedział o mojej orientacji i o tym, że kocham się w Naru nie zrobili wielkiej afery. No, przynajmniej mama. Ojciec miał jakieś obiekcje, ale udało się go ujarzmić. Po kilku dniach (spędzonych w towarzystwie Naruto) wypuścili mnie ze szpitala. Wróciłem do domu rodziców i tam spędziłem kilka następnych dni. Było wesoło i przyjemnie. Rodzinna atmosfera wypełniała cały dom, jak nigdy dotąd. Szczególnie jeden dzień zapadł mi w pamięci i nigdy go nie zapomnę.
Było już późno, Naruto się kąpał, a ja siedziałem na łóżku rozmyślając nad tym wszystkim co się stało. Niby wszystko jest porządku, ale jeszcze nie wyznałem Naruto tego co do niego czuję. Gryzło mnie to, bardzo. Od kiedy wróciłem ze szpitala, unikał sytuacji, w których moglibyśmy być sami. W końcu wyszedł z łazienki i wrócił do pokoju. Unikał mojego wzroku. Nie wytrzymałem i wstałem. Podszedłem do niego i chwyciłem go za ramię. Zaskoczony obrócił się, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo wpiłem się w jego usta. Po chwili oderwałem się od niego, zebrałem się na odwagę i wszystko mu powiedziałem:
- Kocham cię. Od kiedy cię poznałem, kocham cię. Nie wiem dlaczego i jak to się stało po prostu cię kocham. Chcę być z tobą Naruto. Chcę być przy tobie już na zawsze. Pocieszać cię, gdy jest ci smutno. Śmiać się z tobą, gdy jesteś szczęśliwy. Pomagać ci we wszystkim i już nigdy cię nie opuszczać!
Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Sam byłem zaskoczony, że w końcu mu to powiedziałem. Puściłem jego rękę i sapnąłem zrezygnowany.
- Wiem… wiem, że teraz zmieni się miedzy nami wszystko… ja…
- W porządku – przerwał mi. – Ja też cię kocham Sasuke i też chce być z tobą, ale musisz mi coś obiecać.
Aż zaniemówiłem z wrażenia. Mogłem tylko na niego patrzeć.
- Co? – wydukałem. Uśmiechnął się szeroko i popchnął mnie na łóżko.
- Nigdy więcej nie siadaj za kierownice – wymruczał mi do ucha i pocałował.

Spędziliśmy wtedy wspaniałą noc. Mamy już wiele takich nocy za sobą. Po przyjeździe do domu od razu się do mnie wprowadził. Jesteśmy ze sobą szczęśliwi, moje marzenie się spełniło choć nadal zastanawiam się czy to możliwe, że ten wspaniały blondyn jest moim chłopakiem? 

środa, 7 sierpnia 2013

one-shocik ^^

Przepraszam za błędy i tak.. kolejny rozdział jest w toku xD trochę teraz krucho z internetem i czasem na pisanie.. wakacje i wgl.. nic nie poradze.. przepraszam ;____;
*koniec nudzenia*


Wszędzie krew. Na chodniku, na ścianie... była wszędzie. Z rany czarnowłosego sączyła się mini rzeczka czerwonej substancji. Czy żył, czy oddychał? Naruto tego nie wiedział. Oszołomiony całym zdarzeniem nie wiedział co się z nim dzieje. Nagle ktoś wstrząsnął jego ramieniem.

- Naruto! Puść go! – krzyczał Kakashi. Niestety nic tym nie wskórał…

***

Kilka godzin wcześniej

Naruto siedział spokojnie na kanapie i popijał kawę. Był słoneczny piękny dzień. Ptaki już od świtu latały przed oknami i ćwierkały radośnie. Blondyn rozciągnął się na kanapie i wstał podążając do lodówki. No, cóż… zgłodniał biedaczek. Umówił się z Sasuke. Naruto na samą myśl o nim robił się radosny.

Zrobił sobie kilka kanapek, zjadł i poszedł się umyć. Pachnący, czysty i świeżutki wziął klucze i wyszedł z domu. Umówili się przy fontannie. Idealne miejsce biorąc pod uwagę temperaturę panującą w całym mieście. Siedział na kraju i ochlapywał twarz gdy Sasuke go zobaczył. Krople wody obmywające twarz blondyna spływały leniwie po jego twarzy. Słońce rozjaśniło jego kosmyki przez co teraz wyglądał jak bóg. Serce bruneta przyspieszyło swoją akcję. Już od dawna się w nim kochał. Nie powiedział mu o tym. Byli przecież najlepszymi przyjaciółmi, ale od jakiegoś czasu Naruto przestał go traktować jak przyjaciela, a bardziej jak… chłopaka. Właśnie przez to Sasuke zdecydował się powiedzieć mu o swoich uczuciach.

- Hej…- mruknął patrząc ponad ramię blondyna.

- Sasu! No wreszcie jesteś! – krzyknął uradowany Naruto. On także połapał się w swoich uczuciach co do Sasuke. Od kiedy to zaakceptował postanowił uwieść przyjaciela. Samolubne? Może, ale jego to nie obchodziło. Zakochał się w nim. Znali się od dziecka. Zawsze ze sobą rywalizowali i zawsze byli blisko siebie. Cokolwiek go dręczyło, kiedy było mu źle mógł przyjść do Uchiha i się wyżalić. Widział też, że zachowanie Sasuke zmienia się diametralnie gdy Naruto przy nim był. Nie był głupi, potrafił obserwować otoczenie. Zastanawiał się tylko czy Sasuke też darzy go tym samym uczuciem – miłością.

- Wybacz te… - spojrzał na zegarek – trzy minuty spóźnienia. – mruknął.

- Aż trzy minuty! Myślisz, że mam tak dużo czasu? – zapytał przekornie.

- Nie myślę, ja wiem. Z resztą co taki młotek jak ty może mieć do roboty? – powiedział i uśmiechnął się lekko do blondyna. Pokiwał głową i zawrócił. – Rusz się nie będę tu sterczał cały dzień… - mruknął.

Genialny Naruto wpadł na genialny pomysł. Gdy Sasuke się obrócił ten zamoczył rękę w wodzie i ochlapał biednego Uchihe. Sasuke stanął w miejscu i z mordem w oczach powoli odwrócił się w stronę śmiejącego się Naruto.

- Na-ru-to…- warknął i wepchnął chłopaka do fontanny. Blondyn w akcie desperacji chwycił go za koszulkę i pociągnął za sobą. W efekcie obaj byli w wodzie i obaj byli mokrzy. Sasuke poniósł się na przed ramionach i przetarł twarz. Za nim to samo zrobił Naruto.

- Ha, ha! Patrz! Teraz jesteś cały mokry! – zaśmiał się Uzumaki.

- No co ty nie powiesz młotku – warknął. – Jakbyś nie zauważył to ty też jesteś mokry.

- No wiem… - mruknął uśmiechnięty. – Em… Sasuke… mógłbyś ze mnie zejść? – zapytał zmieszany. Brunet dopiero teraz zauważył, że prawie leży na Uzumakim. Czym prędzej się pozbierał i wyszedł z wody wykręcając koszulkę.

- Pospiesz się… chcę ci pokazać… - mruknął do niego i powoli odszedł od fontanny.

- Hej czekaj! Draniu! – jęknął Naruto wybiegając z wody. Cały mokry rzucił się na plecy Sasuke.

- Co robisz?! – krzyknął zaskoczony.

- Skoro już obaj jesteśmy mokrzy to chyba nie będzie Ci przeszkadzać jak poniesiesz mnie na barana co? – zapytał słodko.

- Naruto… - westchnął cierpiętniczo, ale nie potrafił mu odmówić. Co ta miłość z nim zrobiła?

Szli między starymi domami. Tędy najszybciej można było dojść do parku i nie było dużo ludzi co bardzo im pasowało. W jednej chwili usłyszeli strzał potem drugi i trzeci. Zatrzymali się, a Naruto zszedł szybko z pleców Uchihy. Hałasy były coraz głośniejsze. Wkońcu jakiś facet wyleciał zza zakrętu i z pistoletem w ręku i czerwoną od krwi ręką przewrócił się patrząc z przerażeniem na twarzy za siebie. Nagle wrzeszcząc wybiegł jakiś gość. Wyglądał na szalonego mordercę, którym niestety był. Leżący na ziemi mężczyzna próbował strzelić do napastnika ale nie miał już kul. Szaleniec zaśmiał się i strzelił mu prosto w głowę. Naruto i Sasuke patrzyli na ta scenę jak sparaliżowani. Uchiha zdążył tylko zauważyć lufę skierowaną wprost na Naruto, gdy ten strzelił. Sasuke rzucił się w stronę blondyna i osłonił go własnym ciałem. Ogromny ból w klatce piersiowej, upadek i pełno krwi. Tyle zarejestrował. Słyszał jeszcze krzyk Naruto i kogoś jeszcze.

Kakashi razem z kilkoma innymi służbistami pojmali szaleńca. Hatake widząc Sasuke na kolanach Naruto i krew wokół nich zrozumiał co się stało. Podbiegł szybko do nich i zadzwonił po karetkę.

Było już za późno. Sasuke nie oddychał. Dostał prosto w serce. Krew strumieniami wylewała się z jego rany. Naruto nie mógł w to uwierzyć. Jego ukochana osoba umarła w jego rękach broniąc JEGO. Ręce miał całe we krwi Sasuke. Jego mokra koszulka zdążyła już się zabarwić na czerwono. Coś w nim szalało. Kazało mu wstać i zabić tego, który odważył się zabić jego ukochanego. Jedyne co mógł teraz zrobić to klęczeć przytulając do siebie ciało chłopaka. Wrzask cierpienia przeszył powietrze. Łzy same leciały po policzkach. Skronie pulsowały, a serce rozrywało na miliony kawałeczków.

- Sasuke – szeptał. – Sasuke błagam otwórz oczy! – krzyczał, a łzy zalewały jego oczy. Sasuke nie otworzył oczu, nie drgnął, nie dał znaku życia. Naruto wariował. Ostatnia osoba, na której mu zależało umarła. Zostawił go samego.


Kiwał się w przód i w tył ściskając stygnące ciało ukochanego w rękach, a w głowie rozbijały mu się ostatnie słowa przyjaciela – kocham cię, młotku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
tak, tak wiem.. nie do końca mi to wyszło.. ;___; ale coś musiałam w końcu wrzucić, bo tak łyso tutaj.. :) mam nadzieję, że dobrze wam mijają wakacje ^^ ach, te upały ^^