czwartek, 24 grudnia 2015
Święta, święta ❤
Kochani! Na naćpane nietoperze zapomniałabym! Wszystkiego najlepszego na te święta! Wesołych, spokojnych świąt! Miłej, rodzinnej atmosfery! Dużo prezentów! Uśmiechu na twarzy! I czego tylko sobie życzycie aby się Wam spełniło! Z pozdrowieniami od mojej zaginionej weny twórczej </3 WESOŁYCH ŚWIĄT!!! <3 <3
środa, 29 lipca 2015
Niebiańska misja 10
A więc wracam :) mała przerwa od pisania dobrze mi zrobiła, przynajmniej zdałam xD Jak często będą się pojawiać posty- nie umiem powiedzieć. To wszystko zależy od mojego leniwego tyłka i motywacji :) mam nadzieję, że nie zrąbałam tego rozdzialiku ;-;
~ zapraszaaaam ~
Doping zmienił się w krzyk zwycięstwa i radości. Shikamaru darł się jak nigdy w życiu. Cała ekipa Naruto skakała z radości. Wygrali! Pokonali Sunę! To oni są górą! Ich przeciwnicy z zaskoczeniem na twarzach wpatrywali się w Gaarę. Chłopak zdyszany leżał na bieżni i z trudem łapał powietrze. Po kilku sekundach wiwatu na cześć zwycięzcy tłum ucichł i wreszcie zwrócił na niego uwagę. Blondyn schowany w ramionach wysokiego bruneta był prawie niewidoczny. Sasuke ledwo utrzymał się na nogach łapiąc pędzącego Naruto.
- Wygrałeś - mruknął Uchiha. Naruto nie odezwał się. Starał się złapać oddech. Kiedy już mu się to udało odsunął się od swojego Anioła stróża. Kibice zaczęli klaskać, jednak długo to nie potrwało za sprawą Naruto. Podniósł rękę i przywalił Sasuke z liścia.
- Gdzie Ty byłeś?! Kto ci pozwolił tak nagle zniknąć Draniu?! - wywrzeszczał Naruto. Tłum ucichł, wszyscy czekali co odpowie brunet.
- Wybacz Naruto! Poniosło mnie i tyle! Przepraszam, nie powinienem tak po prostu znikać no ja wiem, ale zrozum mnie...
- A ja sie pytam kto ci pozwolił tak zniknąć?!
- a czy musze sie...
- Tak! - przerwał blondyn. Kibice na trybunach spojrzeli po sobie. Zawodnicy obu drużyn zdziwieni przysłuchiwali się szybkiej wymianie zdań. Jedynie Shikamaru zaczął kojarzyć ze sobą fakty. Odkąd go znał był ciamajdą. Na wszystko wchodził, wskakiwał, nabijał się i w ogóle nie uważał na siebie. Od dłuższego czasu nie nabił sobie żadnego siniaka, zaczął gadać do siebie, więcej się uśmiechał, a przed zawodami znów zmarkotniał, znów we wszystko właził włączając w to otwarte studzienki kanalizacyjne. A teraz wydziera się na jakiegoś gościa, który nagle nie wiadomo skąd, kiedy, po co i na co pojawił się na środku bieżni. To musiało coś oznaczać. Postanowił wypytać blondasa później.
- Oj nie krzycz, wszyscy się na nas gapią - mruknął Sasuke.
- A niech się patrzą! Niech wiedzą, że mój Anioł stróż postanowił mieć mnie w dupie!
- Wcale nie mam cie w dupie Narutooo! - krzyknął Sasuke nie wytrzymując z nerwów. Zacisnął pięści i zrobił krok w stronę Uzumakiego.
- No ja mam taką nadzieję Draniu! - wrzasnął blondyn i na oczach wszystkich ludzi rzucił się na Sasuke wpijając się w jego usta. W tym momencie nagle zniknęli w chmurze pyłu.
- Obrada numer terefere,gadu, gadu i tak dalej...-mruczała pod nosem starsza kobieta.
- Naruto...-mruknął Sasuke odciągając blondyna od swoich ust.
- Czego draniu?-mruknął Uzumaki nie zwracając uwagi na zmianę otoczenia.
- No! Sasu teraz sie doigrałeś -powiedziała kobieta siedząca na podwyższeniu. Ubrana była w długą, śnieżnobiałą suknię. Opierała się łokciami o blat wielkiego biurka, a w dłoniach trzymała jakieś kartki. W potężnej sali oprócz Sasuke i Naruto znajdowało się około setki innych osób podobnie ubranych. Naruto słysząc obcy głos odwrócił głowę w stronę wielkiego biurka.
-Boziu! - wrzasnął i odskoczył od bruneta.
- Tsunade, mówiłem żebyś nie mówiła do mnie Sasu! - burknął Uchiha. Stojący w tłumie Itachi przyglądał się sytuacji ze smutną miną.
- Sasuke, gdzie my jesteśmy? I kim jest ta babunia? - szepnął wystraszony Naruto. Niestety Tsunade miała doskonały słuch.
- Jestem szefową wszystkich Aniołów, a w krótce także twoją blondasie, więc uważaj ze słowami! - ryknęła. Naruto cofnął się i asekuracyjnie zasłonił rękoma tak, że widać było tylko jego wielkie ze strachu oczy.
- Dlaczego nagle się tu znaleźliśmy szefowo? - zapytał Sasuke nie ryzykując użycia jej imienia.
- Do tego właśnie zmierzam - westchnęła blondynka. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła wszystko wyjaśniać
- Sasuke, doskonale wiesz, że związek anioła z człowiekiem jest niemożliwy -zaczęła.
- A dlaczego nie?! - wtrącił Uzumaki. - Kocham. Sasuke! I chce z nim być!
- Naruto...-szepnął Uchiha nie wierząc w to co usłyszał. Blondas poczerwieniał z zażenowania.
- Nie przerywaj mi jak do ciebie mówię smarkaczu - warknęła Tsunade. - Niemożliwe i koniec! Tak więc, Sasuke, odwołuję cie ze stanowiska stróża Naruto, a jego samego zabieram na bezwzględne wymazanie wspomnień związanych z Tobą Uchiha.
Na sali zapanowało milczenie. Nawet Naruto w szoku nie wydobył z siebie ani jednego dźwięku. Itachi zamknął oczy czekając na dalsze słowa Tsunade.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale zawsze coś hm? ^^ Jak myślicie? Czy Tsunade naprawdę wymaże wspomnienia Naruto o Sasuke? Czy kiedykolwiek będą ze sobą jeszcze rozmawiać? I na koniec...przepraszam za ewentualne błędy;-; do następnej notki!;*
~ zapraszaaaam ~
Doping zmienił się w krzyk zwycięstwa i radości. Shikamaru darł się jak nigdy w życiu. Cała ekipa Naruto skakała z radości. Wygrali! Pokonali Sunę! To oni są górą! Ich przeciwnicy z zaskoczeniem na twarzach wpatrywali się w Gaarę. Chłopak zdyszany leżał na bieżni i z trudem łapał powietrze. Po kilku sekundach wiwatu na cześć zwycięzcy tłum ucichł i wreszcie zwrócił na niego uwagę. Blondyn schowany w ramionach wysokiego bruneta był prawie niewidoczny. Sasuke ledwo utrzymał się na nogach łapiąc pędzącego Naruto.
- Wygrałeś - mruknął Uchiha. Naruto nie odezwał się. Starał się złapać oddech. Kiedy już mu się to udało odsunął się od swojego Anioła stróża. Kibice zaczęli klaskać, jednak długo to nie potrwało za sprawą Naruto. Podniósł rękę i przywalił Sasuke z liścia.
- Gdzie Ty byłeś?! Kto ci pozwolił tak nagle zniknąć Draniu?! - wywrzeszczał Naruto. Tłum ucichł, wszyscy czekali co odpowie brunet.
- Wybacz Naruto! Poniosło mnie i tyle! Przepraszam, nie powinienem tak po prostu znikać no ja wiem, ale zrozum mnie...
- A ja sie pytam kto ci pozwolił tak zniknąć?!
- a czy musze sie...
- Tak! - przerwał blondyn. Kibice na trybunach spojrzeli po sobie. Zawodnicy obu drużyn zdziwieni przysłuchiwali się szybkiej wymianie zdań. Jedynie Shikamaru zaczął kojarzyć ze sobą fakty. Odkąd go znał był ciamajdą. Na wszystko wchodził, wskakiwał, nabijał się i w ogóle nie uważał na siebie. Od dłuższego czasu nie nabił sobie żadnego siniaka, zaczął gadać do siebie, więcej się uśmiechał, a przed zawodami znów zmarkotniał, znów we wszystko właził włączając w to otwarte studzienki kanalizacyjne. A teraz wydziera się na jakiegoś gościa, który nagle nie wiadomo skąd, kiedy, po co i na co pojawił się na środku bieżni. To musiało coś oznaczać. Postanowił wypytać blondasa później.
- Oj nie krzycz, wszyscy się na nas gapią - mruknął Sasuke.
- A niech się patrzą! Niech wiedzą, że mój Anioł stróż postanowił mieć mnie w dupie!
- Wcale nie mam cie w dupie Narutooo! - krzyknął Sasuke nie wytrzymując z nerwów. Zacisnął pięści i zrobił krok w stronę Uzumakiego.
- No ja mam taką nadzieję Draniu! - wrzasnął blondyn i na oczach wszystkich ludzi rzucił się na Sasuke wpijając się w jego usta. W tym momencie nagle zniknęli w chmurze pyłu.
- Obrada numer terefere,gadu, gadu i tak dalej...-mruczała pod nosem starsza kobieta.
- Naruto...-mruknął Sasuke odciągając blondyna od swoich ust.
- Czego draniu?-mruknął Uzumaki nie zwracając uwagi na zmianę otoczenia.
- No! Sasu teraz sie doigrałeś -powiedziała kobieta siedząca na podwyższeniu. Ubrana była w długą, śnieżnobiałą suknię. Opierała się łokciami o blat wielkiego biurka, a w dłoniach trzymała jakieś kartki. W potężnej sali oprócz Sasuke i Naruto znajdowało się około setki innych osób podobnie ubranych. Naruto słysząc obcy głos odwrócił głowę w stronę wielkiego biurka.
-Boziu! - wrzasnął i odskoczył od bruneta.
- Tsunade, mówiłem żebyś nie mówiła do mnie Sasu! - burknął Uchiha. Stojący w tłumie Itachi przyglądał się sytuacji ze smutną miną.
- Sasuke, gdzie my jesteśmy? I kim jest ta babunia? - szepnął wystraszony Naruto. Niestety Tsunade miała doskonały słuch.
- Jestem szefową wszystkich Aniołów, a w krótce także twoją blondasie, więc uważaj ze słowami! - ryknęła. Naruto cofnął się i asekuracyjnie zasłonił rękoma tak, że widać było tylko jego wielkie ze strachu oczy.
- Dlaczego nagle się tu znaleźliśmy szefowo? - zapytał Sasuke nie ryzykując użycia jej imienia.
- Do tego właśnie zmierzam - westchnęła blondynka. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła wszystko wyjaśniać
- Sasuke, doskonale wiesz, że związek anioła z człowiekiem jest niemożliwy -zaczęła.
- A dlaczego nie?! - wtrącił Uzumaki. - Kocham. Sasuke! I chce z nim być!
- Naruto...-szepnął Uchiha nie wierząc w to co usłyszał. Blondas poczerwieniał z zażenowania.
- Nie przerywaj mi jak do ciebie mówię smarkaczu - warknęła Tsunade. - Niemożliwe i koniec! Tak więc, Sasuke, odwołuję cie ze stanowiska stróża Naruto, a jego samego zabieram na bezwzględne wymazanie wspomnień związanych z Tobą Uchiha.
Na sali zapanowało milczenie. Nawet Naruto w szoku nie wydobył z siebie ani jednego dźwięku. Itachi zamknął oczy czekając na dalsze słowa Tsunade.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótko, ale zawsze coś hm? ^^ Jak myślicie? Czy Tsunade naprawdę wymaże wspomnienia Naruto o Sasuke? Czy kiedykolwiek będą ze sobą jeszcze rozmawiać? I na koniec...przepraszam za ewentualne błędy;-; do następnej notki!;*
piątek, 1 maja 2015
Witajcie
Coś ostatnio przestałam pisać.. nie wiem czy do tego wrócę w najbliższym czasie, coś mi ciężko idzie, Wybaczcie..
środa, 4 lutego 2015
Niebiańska misja 9
~Łeeerieee :D ~
- Gotowi! Do startu! Start! – wykrzyknął sędzia, a w
powietrzu rozległ się głos wystrzelonego ślepego pocisku z pistoletu sędziego.
Pierwsi zawodnicy byli już w połowie okrążenia. Naruto rozciągał się
jednocześnie obserwując wyścig. Jeszcze dwa okrążenia. Kiba siedział na
trybunach. Wyszedł z psychiatrowa kilka godzin wcześniej, choć nadal był w
szoku teraz najnormalniej w świecie kibicował swoim kolegom. Zawodnik Suny
wysunął się na prowadzenie. Shino był tuż za nim, gdy minęli linie mety.
Wszyscy kibice wstali i zaczęli wiwatować zwycięzcy. Zawodnicy Konohy jedynie
się uśmiechnęli. Naruto spojrzał na trybuny poszukując swojego przeciwnika.
Siedział tam. Obok Hinaty. Patrzył na bieżnię bez emocji. Przesunął wzrok na
Naruto. Blondyn zmarszczył brwi i wrócił do swojego zajęcia.
- Nie jest źle! Drugie miejsce już w pierwszym biegu! –
ekscytował się jeden z chłopaków. Shino dołączył do nich. Usiadł zdyszany na
ławce. Shikamaru podał mu ręcznik i wodę.
- I jak się biegło? – zapytał.
- Są silni – odpowiedział chłopak i napił się. – Wytrzymały
skurczybyk. W drużynie dziewczyn jest Temari. Nie wiem, czy któraś z naszych
dziewcząt ją pokona – stwierdził ponuro. Na wzmiankę o zawodniczce Suny wszyscy
znacząco spojrzeli na Nare. Wszyscy wiedzieli, że się w niej kocha, ale jak
zawsze udawał niezainteresowanego.
- Tenten dużo trenowała! Na pewno ją prześcignie! – odezwał
się Lee.
- Nie byłbym tego taki pewien – zaprotestował Shikamaru.
Naruto uśmiechnął się unosząc jedną brew.
- A to dlaczego? – rzucił jakby od niechcenia.
- Bo jest dobra. I nie mówię tego, dlatego że mi się podoba.
- Wiedziałem! – wykrzyknęli wszyscy. Nara spalił buraka i
burknął, żeby się zamknęli, po czym zniknął im z pola widzenia. Shino siedział
cicho, jak zwykle zamknięty w swoim świecie.
W końcu, po skokach w dal i wzwyż nadszedł czas na drugi
bieg. Naruto biegł jako najsilniejszy zawodnik w ostatnim, trzecim biegu.
Strasznie się denerwował. Przyszedł czas na czarno widzenie i załamkę. Siadł na
ławce i schował twarz w dłoniach. „Bez
Sasuke sobie nie poradzę! Potknę się na pierwszym lepszym kamyczku! Albo wywalę
orła przed metą! Albo połamię nogę! Boże! Nie dam rady!” , myślał ciągnąc
się za włosy. Niestety nikt na niego nie zwracał uwagi obserwując bieg. Tym
razem biegł Rock Lee. Razem z Kankuro biegli łeb w łeb! Zostało jeszcze trzysta
metrów!
- Dawaj Lee!
Dwieście!
-Jeszcze trochę!
- Dawaj Lee!
Dwieście!
-Jeszcze trochę!
Sto!
- Jak nie wygrasz to ci nogi z dupy powyrywam!
- Jak nie wygrasz to ci nogi z dupy powyrywam!
Jeszcze pięćdziesiąt metrów. Kibice wstali i nachylili się
przez poręcze, by dokładniej widzieć całą akcję. Kankuro zerkał na przeciwnika.
Lee robił to samo. Oboje biegli najszybciej jak potrafili. W pewnej chwili
jeden z nich się przewrócił. Kibice Konohy wrzasnęli jeszcze głośniej. Lee
przebiegł linię mety i padł na bieżnię. Jego koledzy wystartowali z ławek,
przeskoczyli bandy i dobiegli do leżącego biedaka. Ledwo łapał oddech. Wzięli
go na ręce i podrzucając przenieśli pod namiot zawodników Konohy. Rock z
uśmiechem usiadł na ławce. Każdy klepnął go w ramię chwaląc i krzycząc z
radości. Naruto podniósł wzrok i spojrzał na uśmiechniętego Lee. Zerknął na
bieżnię i zauważył kulejącego Kankuro przekraczającego metę na ostatnim
miejscu. „ Co jeśli właśnie tak
skończę?!”, pomyślał zaciskając pięści z nerwów. Shika klepnął go w plecy.
- Lepiej się rozciągaj zamiast głupio myśleć – powiedział
odgadując myśli Naruto. – Lecę na piasek, trzymaj się – mruknął i pomknął na
bieżnię. Brał udział w skoku w dal. Był najlepszy ze wszystkich w tej
dziedzinie. Naruto zagryzł wargi i wrócił do ćwiczeń. Nie mógł pozwolić sobie
na porażkę. Jeśli Sasuke wróci musi mu powiedzieć, że świetnie dal sobie radę!
I w ten sposób skończył uprawiać czarnowidztwo.
~*~*~*~
- I co? Mówiłem, że nikt nie przegoni Temari – burknął Shika
po biegu dziewczyn. Wszyscy spojrzeli na niego z uśmieszkami. – no co?
- Nic, nic – powiedział któryś.
W końcu nadszedł czas na finałowy bieg chłopaków. Naruto
ustawił się przed linią startu i rozgrzewał nogi. Podskakiwał, robił pajacyki,
biegł w miejscu. Sędzia wziął gwizdek do ust i gwizdnął na znak przygotowania
się do biegu. Zawodnicy ustawili się na swoich miejscach. Naruto był na
środkowym, czwartym torze, obok niego Gaara. „Bieg na 400 metrów, bez przeszkód. Muszę to dobrze rozplanować”
- Na miejsca!
Zawodnicy uklękli.
- Gotowi!
„Walić taktyke!”
-Do startu! Start! – ostatnie słowa zagłuszył dźwięk wystrzału. Wszyscy ruszyli pędem przed siebie. Po stu metrach Gaara wyprzedził wszystkich. Naruto pędził za nim. Słyszał jak koledzy skandują jego imię. To dodawało mu sił. Chciałby żeby Sasuke to widział. „Nie mogę o nim teraz myśleć…” pomyślał. Przebiegli już 300 metrów. Została ostatnia stówka, a Gaara nadal był za daleko. Emocje sięgnęły zenitu. Wszyscy wrzeszczeli ile sił w płucach. Shikamaru po udanym skoku pobiegł na metę i wołał do Naruto żeby dał z siebie wszystko. Tylko, że on już biegł najszybciej jak umiał.
- Naruto! Biegnij! – krzyknął znajomy glos. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę, o dziwo go widzieli. Uzumakiego zatkało.
- Biegnij Młotku! Biegnij! – wrzeszczał Sasuke rozkładając ramiona. Pięćdziesiąt metrów. Naruto już to nie obchodziło. Sasuke tu jest. Stoi i czeka na niego. SASUKE TU JEST! Naruto nagle dostał przyspieszenia. Biegł jak torpeda – jeśli nie szybciej. Ostatnie metry i już był przy Gaarze! Wszyscy darli się jak opętani, a on biegł. Biegł do Sasuke. Shikamaru tez się wydzierał, ale nie rozumiał co.
- Sasuke! – krzyknął wymijając na mecie przeciwnika o głowę. Wpadł mu ramiona, zdyszany, zmęczony i szczęśliwy jak nigdy w życiu.
- Na miejsca!
Zawodnicy uklękli.
- Gotowi!
„Walić taktyke!”
-Do startu! Start! – ostatnie słowa zagłuszył dźwięk wystrzału. Wszyscy ruszyli pędem przed siebie. Po stu metrach Gaara wyprzedził wszystkich. Naruto pędził za nim. Słyszał jak koledzy skandują jego imię. To dodawało mu sił. Chciałby żeby Sasuke to widział. „Nie mogę o nim teraz myśleć…” pomyślał. Przebiegli już 300 metrów. Została ostatnia stówka, a Gaara nadal był za daleko. Emocje sięgnęły zenitu. Wszyscy wrzeszczeli ile sił w płucach. Shikamaru po udanym skoku pobiegł na metę i wołał do Naruto żeby dał z siebie wszystko. Tylko, że on już biegł najszybciej jak umiał.
- Naruto! Biegnij! – krzyknął znajomy glos. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę, o dziwo go widzieli. Uzumakiego zatkało.
- Biegnij Młotku! Biegnij! – wrzeszczał Sasuke rozkładając ramiona. Pięćdziesiąt metrów. Naruto już to nie obchodziło. Sasuke tu jest. Stoi i czeka na niego. SASUKE TU JEST! Naruto nagle dostał przyspieszenia. Biegł jak torpeda – jeśli nie szybciej. Ostatnie metry i już był przy Gaarze! Wszyscy darli się jak opętani, a on biegł. Biegł do Sasuke. Shikamaru tez się wydzierał, ale nie rozumiał co.
- Sasuke! – krzyknął wymijając na mecie przeciwnika o głowę. Wpadł mu ramiona, zdyszany, zmęczony i szczęśliwy jak nigdy w życiu.
czwartek, 1 stycznia 2015
Kochani!
Moi drodzy! Wybaczcie, że dopiero teraz, ale (powiem otwarcie)byłam najebana i nadal mnie trzyma xD SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2015 ROKU!!! Mam nadzieję, że mimo wstawiania postów z taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakimi przerwami nie opuścicie mojego bloga <3 A kończąc z moim egoizmem: Niech ten rok będzie dla Was lepszy niż poprzedni, bez kłótni z bliskimi, bez sprzeczek z ziomkami, bez łez i zmartwień. Niech będzie pełen radości i szczęścia! Wszystkiego najlepszego!
wtorek, 23 grudnia 2014
Na święta :)
- Kiba! Nie! Błagam cie! Nie rób mi tego! Nie umieraj!
- krzyczał wylewając łzy. Trzymał go na
rękach. Inuzuka mógł tylko patrzeć w jego oczy zalane łzami. Jedna z nich
upadla na jego twarz rozbijając się na policzku. Jego ostatnie słowa nie
potrafiły odnaleźć siły by wyjść z jego gardła. Poruszył ustami niemo
wypowiadając „ trzymaj się stary…” Zamknął oczy nie czując już nic. Serce pękło
mu z powodu wysokiego ciśnienia. Naruto darł się w wniebogłosy. Jego serce
pękało z rozpaczy. Wtulił twarz w zimniejace ciało zmarłego chłopaka. Łzy
leciały z jego oczu kończąc wędrówkę na koszulce Inuzuki. Nie wiedział co się
dzieje wokół niego. Muzyka ucichła już wtedy, gdy krzyk Naruto przeszył
powietrze. Wszyscy zebrali się wokół dwóch chłopców. Nikt nic nie powiedział.
Impreza skończona, klub został zamknięty.
Po kilku
tygodniach przyszedł do szkoły. Pogrzeb już dawno się odbył, a on nadal o nim
nie mógł zapomnieć. Na szczęście miał przyjaciół, którzy wspierali go w
trudnych chwilach. Zwłaszcza teraz, gdy chłopak, z którym był, zmarł mu na
rękach. Uzumaki nie potrafił wrócić do życia sprzed tego niefortunnego
zdarzenia.
- Dlaczego zgodziłem się na tą pieprzoną imprezę! – wyrzucał
sobie drąc się w poduszkę.. Wciąż widział jak Kiba nieprzytomnie patrzy w jego
oczy. Jak umiera. A on nie może nic zrobić. – KIBAA! – krzyczał zalewając się
łzami. „Dlaczego…?” Ta myśl krążyła w jego umyśle.
*
- Co mu się stało? – spytał obok siedzącego Nejiego.
- Nie słyszałeś o wypadku w klubie? – uniósł brwi w
zdziwieniu.
- O jakim wypadku?
- O jakim wypadku?
- Inuzuka zmarł mu na rękach – wytłumaczył długowłosy
chłopak.
- Co takiego? – teraz zrozumiał. Sasuke Uchiha, szkolny
przystojniak i idol wszystkich dziewczyn w szkole od dawna obserwował blondyna
imieniem Naruto. Paradoksalnie szkolny przystojniak nie oglądał się za
dziewczynami. Nie dawno zdał sobie sprawę, że nie szczęśliwie zakochał się w o
rok starszym Uzumakim. Od jakiegoś czasu o nim wciąż myślał, wyszukał w
Internecie, wiedział o nim prawie wszystko. Chodzili do jednej szkoły, mijali
się na korytarzach. Sasuke zawsze się za nim oglądał czując dziwne
podekscytowanie osobą Uzumakiego. Blondyn chodził do klasy o profilu hotelarza,
Uchiha – jak to dziwnie brzmi w połączeniu z jego osobą – do klasy o profilu
technika organizacji usług gastronomicznych.
- Ja pierdole – szepnął oglądając się za przechodzącym,
przygaszonym chłopakiem. Od czasu śmierci Kiby zapuścił włosy, nie dbał za
bardzo o siebie, wrzucał na siebie przypadkowe ciuchy, nie patrząc na to czy
wszystko do siebie pasuje. W jego oczach nie było widać żadnego błysku
szczęścia. Nic dziwnego. Nikt nie cieszyłby się ze śmierci najlepszego
przyjaciela.
Niebłagalnie
zbliżał się wyjazd na praktyki do Niemiec. Naruto miał na nie jechać właśnie z
Kibą, lecz teraz miał wątpliwości co to wyjazdu. Uświadomił sobie jednak, że
nie warto siedzieć w domu i użalać się nad śmiercią przyjaciela. On sam
chciałby żeby Naruto zdobył potrzebne kwalifikacje.
Każdy z uczestników wpłacił odpowiednią sumę.
Każdy z nich dostał również „kieszonkowe” w wysokości magicznych dwóch tysięcy
euro. Zdumienie wśród uczniów na widok pieniędzy było nie do opisania. Sasuke
rozejrzał się dookoła szukając blondyna. Wiedział, że hotelarze mają jechać
razem z kucharzami na praktyki. W końcu wypatrzył rozczochraną blond czuprynę
wśród swoich rówieśników. Uśmiech pojawił mu się na twarzy. Uzumaki także
rozglądnął się po klasie. Trafił na wzrok Sasuke. Uśmiechnął się lekko i
odwrócił w stronę nauczyciela. Uchiha lekko zaskoczony wpatrywał się w plecy
starszego chłopaka. Do końca zebrania zdążył tylko usłyszeć datę wyjazdu –
dwudziesty października.
*
- Jesteś pewny, że chcesz jechać? – zapytała Kushina po raz setny tego ranka.
- Kochanie, dobrze mu to zrobi, będzie zajęty pracą nie będzie myślał o głupotach – szepnął ojciec chłopaka.
- Jesteś pewny, że chcesz jechać? – zapytała Kushina po raz setny tego ranka.
- Kochanie, dobrze mu to zrobi, będzie zajęty pracą nie będzie myślał o głupotach – szepnął ojciec chłopaka.
- Naruto, synku, uważaj na siebie – szepnęła mu na ucho,
tuląc do serca.
- Nic mi nie będzie mamo, to tylko praktyki – mruknął w
odpowiedzi.
- Trzymaj się synu – powiedział Mianto i przygarnął go do siebie, zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Trzymaj się synu – powiedział Mianto i przygarnął go do siebie, zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Dzięki tato – szepnął blondyn. Autokar już podjechał.
Wziął swoją walizkę, obejrzał się jeszcze raz na rodziców, skinął głową i
poszedł w jego stronę. Włożył walizkę do bagażnika i wszedł do środka. Usiadł w
połowie pojazdu pod oknem po prawej stronie. Gdy autokar ruszył, pomachał
rodzicom i zamknął się w swoim świecie, dopóki ktoś mu nie przerwał.
Sasuke
wsiadł ostatni. Ledwo zmieścił swój bagaż. Wsiadł i szukał wolnego miejsca.
Przeszedł przez połowę autokaru, aż znalazł puste siedzenie. Spojrzał na
blondyna siedzącego pod oknem, aż serce zaczęło bić mu szybciej. Nawet nie
marzył o tym by siedzieć obok niego.
- Przepraszam, można? – zapytał na pozór pewnie, choć
słychać było lekkie zdenerwowanie w jego głosie. Naruto spojrzał na niego nie
przytomnym wzrokiem i skinął głową.
- Jasne – szepnął wracając do swoich przemyśleń. Uchiha
usiadł obok i położył zaciśnięte pięści na kolanach. Wiedział, że to jedyna
okazja, by wspomnieć chociaż swoje nazwisko. Nie umiał się jednak zdobyć na
odwagę. Naruto zauważył jego zdenerwowanie. Uniósł brew i spojrzał na niego.
Widział Sasuke z profilu – bardzo przystojnego profilu – przyglądnął mu się i
postanowił dowiedzieć się czym chłopak się denerwuje. Znał go z widzenia, za
każdym razem czuł na sobie jego wzrok. Sam patrzył w jego stronę i się
uśmiechał, gdy przechodził obok niego.
- Czym się tak denerwujesz? – zagadnął przyglądając się jego
reakcji. Sasuke drgnął jak oparzony i spojrzał w jego stronę. Miał ciemne oczy,
wręcz czarne. Był strasznie przystojny. To pierwszy raz, kiedy Uzumaki mógł się
chłopakowi przyjrzeć bliżej.
- Ja…? Ja niczym, niczym – odpowiedział nerwowo. – Ekscytuję
się praktykami – mruknął i rozluźnił pięści. „ Aha, kłamczuch”- ta myśl
przemknęła przez głowę Naruto. Uniósł kąciki ust i wyciągnął w jego stronę
rękę.
- Uzumaki Naruto.
- Wiem –odparł Sasuke ściskając dłoń Naruto. Była taka
delikatna. Dopiero po chwili dotarło do niego co palnął. Naruto rozbawiony
wciąż się w niego wpatrywał.
- Znaczy…! Uchiha Sasuke! – powiedział trochę za głośno.
Uzumaki nadal rozbawiony mruknął:
- Nie jestem głuchy Sasuke, a ręki ze stali też nie mam to trochę boli.
- Nie jestem głuchy Sasuke, a ręki ze stali też nie mam to trochę boli.
- Przepraszam – odparł Uchiha puszczając rękę Naruto.
Rzeczywiście trochę przesadził z siłą. Uzumaki z uśmiechem rozmasował obolała
dłoń.
- Na jakim profilu jesteś?
- Technik żywienia i organizacji usług gastronomicznych, a
Ty?
- Technik hotelarz – szepnął uśmiechając się. Dla Sasuke to
prawdziwie cudowny widok. Od miesiąca nie widział radości na twarzy blondyna.
Pogadali jeszcze chwilę, aż
rozmowa ucichła. Co jakiś czas zaczynali rozmawiać o różnych rzeczach, po
chwili milkli. Sasuke nadal był poekscytowany faktem, że siedzi obok Naruto,
ba! Rozmawia z nim! Po kilku godzinach autokar zatrzymał się na stacji i
wszyscy mogli skorzystać z ubikacji. Kiedy już każdy skroplił uczucia, pojazd
ruszył w dalszą drogę. Takich przerw było nie dużo, byle jak najszybciej
dojechać na miejsce. Powoli się ściemniało. Koło północy mieli dojechać do
granicy. Zbliżała się dziesiąta. Autokar skręcił w prawo, a śpiący Naruto oparł
głowę o ramię Sasuke. Oddychał spokojnie i równomiernie. Uchiha przełknął
ślinę, lecz po chwili się rozluźnił. Jego samego zmorzył sen i oparł głowę o
zagłówek siedzenia. Tak spali do świtu.
*
*
Sasuke
obudził się pierwszy. Było koło godziny ósmej. Dopiero po chwili zorientował
się, że Naruto objął go w pasie. Widocznie było mu tak wygodniej, a Sasuke to
nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, położył dłoń na jego mniejszej ręce i
przymknął jeszcze na chwilę oczy.
- Budzimy się dzieciaki! Jesteśmy na miejscu! No! Już!
Godzina dziesiąta! Wstawać! – krzyczał Kakashi - ich nauczyciel. Sasuke
przebudził się ponownie i przeciągnął lekko. Kręgi strzeliły cicho w jego
kręgosłupie. Naruto zrobił to samo i zabrał rękę z umięśnionego brzucha Uchihy.
Brunet uśmiechnął się i wstał. Wziął swoją bluzę i wyszedł z autokaru czekając
na blondyna. On jednak wychodząc z pojazdu tylko uśmiechnął się do niego i
poszedł w stronę swoich kolegów. Sasuke czuł się lekko zawiedziony, jednak nie
marudził. Dziękował Bogu za możliwość pogadania z blondynem. Wziął swoją
walizkę z bagażnika i ustawił się, wraz ze swoja klasą w dwuszeregu, na
parkingu.
- Dobra Skubańce. Pracujecie od godziny szóstej do godziny
dwudziestej drugiej i żadnego chlania w weekend – uśmiechnął się do jednego z
uczniów i kontynuował: - Po drugie jesteście wymieszani klasami. Kucharze z
hotelarzami. Musicie nauczyć się poznawać drugich. Lista – tu wskazał na kartkę
trzymaną w ręce – z numerami pokojów i nazwiskami poszczególnych osób będzie
dostępna w recepcji, ale to dopiero jak do recepcji dotrzecie – Znów się
uśmiechnął. Jednak nie był to miły uśmiech. Już wcześniej uczniowie zauważyli,
że z parkingu nigdzie nie widać żadnego hotelu. Tu coś nie grało i Uchiha o tym
wiedział.
- Jak mamy dotrzeć do naszego hotelu? – zapytał jeden z
hotelarzy. Wysoki chłopak ze spiętymi włosami.
- Dobrze, że pytasz Shikamaru – znów ten uśmieszek. – Za
chwile dostaniecie namiary na hotel i musicie dogadać się z miejscowymi. – W
tym czasie Asuma rozdał wszystkim karteczki z nazwami hotelów i ulicami. - Jeśli wam się to nie uda to, cóż, trudno się
mówi – rzucił i wszedł na pierwszy stopień schodów autokaru. – Życzę
powodzenia! Macie czas do południa! – zatrzasnął drzwi i odjechał z piskiem
opon. Asuma ledwo zdążył wskoczyć do środka. Wszyscy gapili się na odjeżdżający
autokar z rozdziawionymi ustami.
- No to po nas – rzucił ktoś z prawej.
- Zna ktoś niemiecki?! – wydarł się inny z lewej. I tak co
chwile padały pytania, na które nikt nie odpowiadał. Nagle Sasuke poczuł na
ramieniu dotyk. Odwrócił się i zobaczył Naruto.
- Jaki masz adres? – zapytał. Sasuke tylko podał mu kartkę.
Naruto porównał swoje wskazówki ze wskazówkami Sauske i stwierdził, że mieli pracować i mieszkać w
tym samym hotelu. – To znaczy, że ten sam – mruknął. – To co? Nie ma co tracić
czasu – rzucił poszedł w wybraną przez siebie stronę.
- Em…Naruto? Gdzie idziesz? – zagadnął zdezorientowany
Sasuke.
- Do hotelu rzecz jasna – odparł blondyn przystając.
- Wiesz w ogóle, w którą stronę iść?
Naruto odłożył walizkę na ziemię i zamyślił się po czym
inteligentnie stwierdził:
- Nie. A Ty?
- Ręce opadają – westchnął brunet zasłaniając uśmiech
dłonią. Rozejrzał się dookoła. Wszyscy w końcu pozbijali się w pary i
zastanawiali się od czego zacząć. W końcu dostrzegł restaurację po drugiej
stronie ulicy. To do niej należał wielki parking, na którym zostali porzuceni
na pastwę losu.
- Chodź młotku – krzyknął w stronę blondyna i nie patrząc na
niego ruszył w stronę restauracji.
- Tylko nie młotku smarkaczu! Jestem starszy! – odpowiedział
urażony Uzumaki i ruszył za brunetem.
- O niecały rok – mruknął do siebie Sauske i szedł dalej nie
czekając na Naruto.
*
- Widzisz? Nic trudnego – powiedział z uśmiechem Sasuke
siadając przy stoliku naprzeciw Naruto. Przed kilkoma minutami rozmawiał z
barmanem. Dowiedział się jak dojść do hotelu, a przy okazji zamówił dla nich
kawę.
- Widzę, widzę – mruknął blondyn. – To jak się dostać do
tego przeklętego hotelu?
- Musimy iść tą drogą do końca i skręcić w prawo – wskazał
jezdnię za szybą. – Jak miniemy stację i skręcimy w boczną uliczkę będziemy na
miejscu – wytłumaczył brunet i upił łyk kawy dopiero co przyniesionej przez
kelnera. Odstawił kubek i spojrzał za szybę. Po drugiej stronie był parking, na
którym wysiedli otoczony sosnami. Przyjemny widok. Słońce było już dość wysoko,
w końcu zbliżało się południe. Niebo było prawie bezchmurne. Tylko kilka
obłoczków zabłądziło to tu, to tam. Ptaki wzbijały się w powietrze za każdym
razem, gdy przejeżdżał samochód i lądowały po chwili na gałęziach drzew.
- Skąd znasz niemiecki? – zagadnął w pewnej chwili Naruto.
- Zawsze mnie interesował. Odkąd pamiętam męczyłem rodziców,
żeby zapisali mnie na kurs nauki tego języka. Lubię jego brzmienie –
odpowiedział wpatrując się w pusty już kubek po kawie.
- Od dawna mieszkasz w Polsce?
- Od urodzenia. Rodzice się tu przeprowadzili zaraz po
wielkiej emigracji do europy. Ojciec miał tu część rodziny, więc znaleźliśmy
jakiś ciepły kąt. A Ty?
- Powiedzmy, że miałem podobną sytuację – mruknął blondyn w
odpowiedzi. Dopił kawę i wstał. – To może się ruszymy? Nie wiadomo jak długo
będziemy iść – powiedział ubierając grubą bluzę. Sasuke zostawił należne
pieniądze na stole, zabrał walizkę i wyszedł za blondynem z restauracji.
Szli już
dobrą godzinę. Minęli wiele różnych restauracji, sklepów i nawet komisariat
policji. Rozmawiali w tym czasie o swoim życiu, co planują w przyszłości.
Jednak Naruto dużo o swojej przyszłości nie powiedział. Nie miał za dużo
planów. Wiedział tylko, ze chce znaleźć dobra pracę zaraz po skończeniu szkoły
i mieć z kim dzielić życie. Do samej stacji, przy której mieli skręcić, żaden z
nich nic nie powiedział. Dopiero Sasuke się odezwał gdy ją minęli.
- Już niedaleko – mruknął próbując rozweselić tą wiadomością
blondyna.
- Już mi nogi wchodzą wiadomo gdzie – odparł tamten. Sasuke
tylko uśmiechnął się lekko i szli dalej. Przed hotelem przystanęli na chwilę. Był
ogromny. Naruto naliczył szesnaście pięter. Uwagę Uchihy przykuła ilość okien
kuchennych. Było ich naprawdę dużo.
- Nieźle – szepnął Sasuke i ruszył do wejścia. Naruto w
milczeniu postąpił za nim.
Weszli do środka. Ciepło buchnęło
im w twarz. Hall był wielki. Recepcja też do najmniejszych nie należała.
Podeszli do recepcjonistki. Oczywiście to Uchiha z nią rozmawiał. Podała mu
listę i uśmiechnęła się zalotnie. Blondyn zauważył to i zmarszczył brwi.
Wiedział o Sasuke wiele rzeczy. Mijał go na korytarzu i już dawno wpadł mu w
oko. Wiedział, że nie ma szans, ale jak to powiedział zmarły Kiba „ pomarzyć
zawsze można”. I sobie marzył. Jednak nie wpadł na to by śledzić go w
Internecie. Zdziwił się, gdy zobaczył Uchihe siadającego w autokarze obok
niego. Postanowił jednak zostawić to dla siebie.
- Pokój numer 17 – głos Sasuke wyrwał go z zamyślenia.
Spojrzał na niego i na dziewczynę stojącą za jego plecami na recepcji. Dalej
się głupio uśmiechała.
- To idziemy – mruknął
i poszedł przed siebie.
- Naruto?
- Co? – przystanął i spojrzał na Sasuke.
- Nie w tą stronę – powiedział z rozbawieniem brunet,
wskazując kciukiem schody za swoimi plecami.
- I z czego się cieszysz? – burknął Uzumaki przechodząc obok
Uchihy. Ten tylko wzniósł oczy ku niebu i poszedł za blondynem.
Pokój był
wyśmienity. Dwa łóżka równo posłane i nakryte białymi kocami stały pod ścianą
po lewej stronie. Okno naprzeciwko wejścia było duże i wpuszczało do środka
dużo światła. Widać z niego było mieniący się zachód słońca. Odłożyli walizki,
postanowili rozpakować się dopiero następnego dnia. Teraz oboje byli zmęczeni.
Dostali harmonogram pracy, który przestudiowali zaraz po tym jak każdy się
wykapał.
- Czyli jutro na szóstą – mruknął Naruto.
- Niestety – odparł Sasuke. Porozmawiali jeszcze chwilę
leżąc w łóżkach. Po kilku minutowej ciszy oboje zasnęli.
*
Dwa tygodnie później.
Naruto siedział sam w ciemnym pokoju. Było już po jedenastej. Po kąpieli usiadł na łóżku Sasuke, podkurczając kolana. Objął je rękami i wpatrywał się w okno. Sasuke przyszedł chwilę później. Spojrzał na milczącego chłopaka i na jego zawalone rzeczami łóżko. Od początku nie umiał mu wpoić porządku. Wieczorem tylko zrzucał je na podłogę, a rano magicznym sposobem znów były na nim rozrzucone. Brunet nie odezwał się słowem. Poszedł do łazienki i wziął porządną kąpiel. Dzisiaj na kuchni miał co robić. Jeszcze to wieczne stanie w gorącym pomieszczeniu. Kitel miał cały umazany mąką, sosem i karmelem. Włożył go do miski z proszkiem.
Naruto siedział sam w ciemnym pokoju. Było już po jedenastej. Po kąpieli usiadł na łóżku Sasuke, podkurczając kolana. Objął je rękami i wpatrywał się w okno. Sasuke przyszedł chwilę później. Spojrzał na milczącego chłopaka i na jego zawalone rzeczami łóżko. Od początku nie umiał mu wpoić porządku. Wieczorem tylko zrzucał je na podłogę, a rano magicznym sposobem znów były na nim rozrzucone. Brunet nie odezwał się słowem. Poszedł do łazienki i wziął porządną kąpiel. Dzisiaj na kuchni miał co robić. Jeszcze to wieczne stanie w gorącym pomieszczeniu. Kitel miał cały umazany mąką, sosem i karmelem. Włożył go do miski z proszkiem.
- Powinno zejść jak wypiorę – powiedział do siebie. Naruto
nadal wpatrywał się w okno. Był nieobecny duchem. To był wyjątkowy dzień. Sasuke
w samych bokserkach jak co wieczór, usiadł obok blondyna.
- Co się stało?
- Nic… - odparł Naruto.
- Przecież widzę…- szepnął i objął go ramieniem. Naruto
westchnął i spojrzał na swoje kolana.
- Bo widzisz…dziś mija miesiąc jak Kiba nie żyje – mruknął i
zamknął oczy powstrzymując łzy. Sasuke tylko przysunął go do siebie.
- Będzie dobrze… - mruknął. – Mogę zapytać jak to się stało?
– szepnął tuląc go do swojego torsu. Naruto zastanowił się przez chwilę i opowiedział
mu jak do tego doszło.
- Przyszedł do mnie dzień wcześniej. Mówił, że wyczaił
niezłą imprezę w klubie niedaleko. Nie chciałem iść. Nie lubię chodzić do
klubów. Nie kręci mnie to, ale się zgodziłem po jakiejś chwili. Nie mogłem
znieść jego jęczenia – zaśmiał się. – I poszliśmy. Kiba…on trochę za bardzo
poszalał – głos mu się załamywał. – Mówiłem mu żeby nie pił tyle. Ale on mnie
nie słuchał. W końcu usłyszałem jego krzyk. Był wtedy na parkiecie. Przyciskał
rękę do serca. Krzyczałem żeby dzwonili po karetkę! Dopiero wtedy muzyka
ucichała – łzy pociekły po policzkach blondyna. Ramionami wstrząsnął szloch. Sasuke
objął go mocniej. Naruto wtulił twarz w klatkę Sasuke. – Umarł mi na rękach! Widziałem
jak umiera i nic nie mogłem zrobić! To moja wina! Mogłem się na to nie godzić!
Mogłem tam nie iść! Mogłem…
- Nie mów tak! – przerwał mu brunet. Nie mógł słuchać jak Uzumaki
obwinia się za śmierć przyjaciela. – On i tak poszedł by tam bez względu na to
czy poszedłbyś z nim czy nie – powiedział już łagodniejszym tonem. Masował jego
plecy próbując go uspokoić. Nawet brzuch Sasuke był mokry od łez blondyna.
- To nie jest twoja wina, Naruto. To nie twoja wina –
powtarzał kołysząc się na boki. Po jakimś czasie Naruto się uspokoił. Oddychał
równomiernie i spokojniej niż przy płaczu. Łzy wyschły na jego policzkach.
- Zasnął – stwierdził brunet uśmiechając się lekko. Odkrył
kawałek materaca spod kołdry i położył blondyna na swoim łóżku.
- Tam spał nie będę – rzucił w stronę zabałaganionego łóżka
śpiącego blondyna. Pokręcił głową, wstał i położył się obok Naruto. Nakrył ich
obu i już miał się odwrocić plecami do Uzumakiego, kiedy ten wyszeptał.
- Przytul mnie, proszę.
Sasuke zdziwiony spojrzał na plecy blondyna. Nieśmiało
przełożył rękę przez jego ciało. Naruto wtulił się w ciało zaskoczonego Sasuke.
To było takie miłe uczucie. Czuć ciepło ciała chłopaka, którym interesował się
od tak dawna. Przytulił go mocniej i zamknął oczy. Nie mógł zasnąć przez
dłuższy czas. Bawił się przydługawymi włosami blondyna, głaskał po głowie,
ramionach. W końcu blondyn odwrócił się w jego stronę i wtulił twarz w
umięśnione ciało Sasuke aż w końcu brunet zasnął.
Po kilku
dniach Naruto odzyskał swój normalny humor. Nawet zaczął się częściej uśmiechać.
Do końca praktyk nie myślał już o śmierci Kiby. Przynajmniej tak wydawało się
Sasuke. Albo dobrze udawał, albo nie miał już na to sił. Praca naprawdę
wyczerpywała. Na szczęście mieli wolne weekendy. Uzumaki miał problemy z
językiem, ale zawsze któryś z kolegów mu pomagał. Najczęściej mówił po
angielsku. Sasuke siedział całymi dniami na kuchni. Ciężko harował. Praktycznie
cały dzień był na nogach. Jedynie w przerwie obiadowej mógł usiąść na
piętnaście minut. Całe szczęście, że w weekendy mogli odpocząć.
W końcu
nadszedł dzień, w którym Kakashi wraz z dwoma innymi nauczycielami jeździł po
hotelach i zbierał swoich uczniów do autokaru. Ostatni byli Sasuke z Naruto.
Chłopcy stali już od ósmej przed hotelem z walizkami. Obaj byli zadowoleni z
możliwości pracy w tutejszym hotelu. Wiele się nauczyli. Przede wszystkim tego,
że praca na recepcji czy w kuchni wcale nie jest łatwa i często daje popalić. Kiedy
autokar podjechał, drzwi z hukiem się otwarły a w nich czekał już ich ulubiony
nauczyciel – Kakashi.
- Siemanko! – krzyknął w ich stronę. – Jak wam się podobało?
- Jakoś poszło – mruknął Sasuke. Naruto uśmiechnął się na
wspomnienie nocy spędzonej w jednym łóżku z Sasuke. Nie wiedział czemu, ale
strasznie mu się to podobało. Chciał to powtórzyć. Boje zbliżyli się do siebie
w ciągu tego miesiąca. Sasuke był szczęśliwy z tego powodu. W końcu rozmawiał z
chłopakiem, w którym się kochał już od jakiegoś czasu. Bał się teraz, że ten
kontakt zmaleje. Po pierwsze przez następne kilka tygodni będą chodzili do
szkoły, po drugie nie ma jego numeru telefonu, a po trzecie Naruto nie wie, że
Uchiha się w nim kocha. Za to brunet nie wie, że Uzumaki czuje to samo. Tylko
jeszcze na to nie wpadł.
- Poradzili sobie wspaniale – odezwał się głos za ich
plecami. Oboje obrócili się. Stał za nimi właściciel hotelu. – Dziękuję, że dałeś
mi takich wspaniałych pracowników – uśmiechnął się do Kakashiego. – A to dla
was chłopaki – podał im certyfikaty ukończenia praktyk zagranicznych. Oboje
wpatrywali się w nie ze świecącymi oczami. Byli z siebie dumni.
- Dziękujemy – odezwali się w tym samym czasie. Uścisnęli
sobie dłonie i spojrzeli na nauczyciela.
- Macie szczęście, że mam tu kumpli – powiedział Kakashi z
uśmiechem. Za przykładem uczniów uścisnął dłoń właściciela hotelu. – No! W drogę
hałastro! Mamy kilka kilometrów do przejechania!
*
*
Zbliżały
się święta. Choinka w domu Uzumakich stała już od dwóch dni mimo tego, że
wigilia wypadała w środę, za dwa dni. Niestety dla Sasuke mieli wolne. W szkole
widywali się jedynie na przerwach. Po powrocie wymienili się numerami i pisali
ze sobą praktycznie codziennie. Wiele ich łączyło, ale też wiele dzieliło. Przede
wszystkim Sasuke lubił porządek. Naruto słowo „porządek” traktował raczej jak „poukładany
bałagan”, lecz żadnemu to nie przeszkadzało. Na razie. Kilka razy Naruto
przyszedł do Sasuke. Zdziwił się na wieść, że Sasuke mieszka sam.
- Nasza szkoła jest najlepsza w regionie. Rodzice nie mogli
się tu przenieść, więc wynajęli mi mieszkanie. Wysyłają mi pieniądze, a ja
wszystko opłacam – wyjaśnił.
- A jedziesz do nich na święta?
- Nie mam ochoty. Nie dogaduję się z rodziną od strony ojca.
Zadzwonię i złożę im życzenia wystarczy – powiedział odkładając kubek kawy na
kuchenny stół. Naruto nie umiał zrozumieć zachowania Sasuke. Przecież są święta.
Każdy powinien się pogodzić i spędzić święta z rodziną. Nie odezwał się jednak.
W pewnym stopniu cieszył się, że brunet nigdzie nie wyjedzie. Ale z drugiej
strony nikt na święta nie powinien zostać sam.
- Może…chciałbyś przyjść do mnie na wigilię? – rzucił
rozglądając się na około.
- Do ciebie? – zdziwiła go propozycja Naruto, a zarazem
ucieszył się jak małe dziecko. Nie miał ochoty spędzać świąt sam, ale znosić
towarzystwa kuzynów ojca też nie chciał. – Co na to Twoi rodzice? – zapytał
upijając następny łyk kawy. Naruto z radością spojrzał w jego ciemne oczy.
- Zgodzą się! Na pewno! Zobaczysz! – powiedział z radością.
I w ten sposób,
w środowy wieczór Sasuke znalazł się w domu państwa Uzumakich. Stół był
starannie nakryty. Z kuchni wypływały smakowite zapachy. Cały dom pachniał
świętami. Na nieskazitelnie białym obrusie stało pięć talerzy; cztery dla
rodziny i Sasuke i dodatkowy dla niezapowiedzianego gościa. Sasuke usiadł przy
stole w salonie. W kącie stała ogromna choinka ozdobiona tonami bombek i
różnych ozdóbek. Po nią stały prezenty. Sasuke wcześniej kupił prezent dla
Naruto, który już wcisnął pod choinkę. Oczywiście dla rodziców Uzumakiego też
kupił jakieś drobnostki.
Zapadł
zmrok. Cała czwórka zebrała się przy stole. Jak zwykle przed każdą kolacją
wigilijną pomodlili się, posłuchali kawałka pisma świętego i podzielili się
opłatkiem. Sasuke z Naruto najdłużej składali sobie życzenia co jakiś czas
wybuchając śmiechem.
- Sasuke! Pozwól na chwilę do kuchni – zawołał Minato,
ojciec Naruto.
- Tato, proszę cię – jęknął załamany Uzumaki.
- Cicho synu, muszę z nim porozmawiać!
Sasuke wstał i poszedł do kuchni. Naruto serce waliło w
piersi. Rozmawiał z rodzicami na temat Sasuke wiele razy. Wiedzieli, że ich syn
jest gejem. I z jego opowiadań wywnioskowali, że zakochał się w Sasuke. Młody
Uzumaki bał się teraz, że ojciec będzie rozmawiał na ten temat z Sasuke. Cała
jego twarz zrobiła się czerwona z nerwów.
W tym czasie Minato wcisnął Sasuke w strój renifera.
- Proszę pana, czy to naprawdę jest konieczne? – ostatni raz
próbował wywinąć się od przebrania.
- Oj jest, jest! Zamiast Mikołaja, w tym roku prezenty
rozdaje renifer! – zaśmiał się.
- Minato jesteś genialny! – powiedziała z rozbawieniem
Kushina. Chyba tylko Sasuke nie podobał się ten pomysł. W końcu stwierdził, że
nie ma sensu się opierać. I tak prędzej czy później zbłaźnił by się przed
Naruto. Taki pech.
-No to pięknie! My idziemy sobie usiąść, a Ty przyjdziesz
rozdać prezenty! – zaśmiał się Minato podając mu worek z podarunkami, które
wcześniej pozbierał spod choinki.
Sasuke stał
zrezygnowany w kuchni, czekając aż Minato go zawoła.
- Sasuke! Przyjdź wreszcie!
- Tato powiedz mi co mu gadałeś? – prosił Naruto.
- Spokojnie synek, nie płacz, będzie dobrze!
Sasuke zarzucił worek na plecy i wykopytkował z kuchni w
oszałamiającym tempie ślimaka.
- Nie wiem jaki dźwięk wydają renifery, więc powiem krótko:
prezenty przyniosłem – mruknął zażenowany. Naruto powstrzymywał się od śmiechu.
Sasuke z przebraniu renifera z czerwonym nosem i rogami na głowie to naprawdę
niecodzienny widok.
- Pozwól, że zapytam – powiedział – naprawdę dałeś się w to
wrobić?
- Nie miałem wyboru – odparł Sasuke. Niestety jego odpowiedź
zagłuszył wybuch śmiechu obu panów siedzących przy stole. Kushina podeszła z uśmiechem
do nieszczęsnego Sasuke i położyła mu rękę na barku.
- No już nie śmiejcie się z niego! Przecież nikt nie ma przystojniejszego
reniferaod nas! – powiedziała i pociągnęła go za sztuczny czerwony nos co wywołało
następny wybuch śmiechu u Naruto.
- Ty się nie śmiej tylko bierz swój prezent – mruknął Sasuke
podając blondynowi paczuszkę. Potem dał prezent Minato, a na końcu Kushine ze
względu na to, że była to największa paczka i leżała na samym dnie worka. Sasuke
odłożył worek do kąta i ściągnął rogi wraz ze noskiem. Chciał usiąść, ale
Minato go zatrzymał.
- Stój! – krzyknął. Podszedł Naruto i kazał mu wstać. Oboje
nie wiedzieli o co mu chodzi. Zaprowadził syna do Sasuke i kazał mu stanąć naprzeciw
niego.
- Kushino – mruknął. – Nie przeszkadzajmy im – puścił oczko
w stronę Sasuke i wyszli. Sasuke spojrzał na blondyna ze zmarszczonymi brwiami.
- O co chodzi? – zapytał.
- A skąd mam wiedzieć?
- Naruto, no spójrz że do góry! – zawołała jego matka z
progu pokoju.
- Kushina! – wrzasnęła Minato, złapał ją w pasie i
wyprowadził z salonu.
- Nie przeszkadzajcie sobie! – krzyknął jeszcze na schodach.
Naruto zgodnie ze wskazówkami matki spojrzał w górę. Sasuke
podążył za nim wzrokiem. Oboje przełknęli ślinę. Na suficie dokładnie nad nimi
wisiała…jemioła. Sasuke spojrzał w oczy Naruto. Wiedział tylko tyle, że kocha
go, jego ojciec całą tą sytuację stworzył, więc musiał z nim rozmawiać na ten
temat. Czy Naruto też cos do niego czuje? Czy nie wygłupi się całując go? Nie
zrazi blondyna do siebie?
Naruto spuścił wzrok z jemioły na oczy Sasuke. Widzial, że
bije się z własnymi myślami. Ojciec nie mógł zrobić nic gorszego niż postawić
ich pod jemiołą. Oczywiście, że czuje coś do Sasuke! Ale skąd pewność, że on
także poczuje coś do niego? Do zwykłego Uzumakiego?
- Przepraszam Cie za nich – szepnął i już miał się dosunąć,
kiedy Sasuke złapał go za rękę. Raz kozie
śmierć!, pomyślał, przełknął ślinę i zamknął niższego chłopaka w ramionach.
Naruto zdezorientowany położył ręce na jego klatce.
- Przepraszam – szepnął brunet.- nie mogę dłużej tego
trzymać w sobie. Kocham Cię Naruto – powiedział i wpił się w usta blondyna. Przez
ich ciała przeszła fala przyjemności. Sasuke całował jego usta delikatnie, a
zarazem łapczywie. Bal się, że w każdej chwili Naruto może go odtrącić, ale tak
się nie stało. Naruto objął jego kark. Musiał stanął na palcach, żeby Sasuke
nie musiał się tak bardzo schylać.
- Tak! – szepnęła do siebie Kushina ocierając łzę szczęścia.
- Kushino chyba ci coś mówiłem – szepnął Minato.
- Zamknij się i patrz – odparła trzymając męża za rękę.
W ten sposób dwie połowy duszy odnalazły się i połączyły na
nowo. Wszystko za sprawą świąt i pomysłu ojca Naruto. Na te święta życzę Wam
wszystkiego co najlepsze, abyście spędzili je ze swoją całą rodziną! Wesołych
Świąt!
czwartek, 11 grudnia 2014
siemaneczko :D
Mam takie pytanko, mam zamiar napisać coś na święta, takiego małego one-shocika...pytanie tylko czy ma być radosny czy krwawy i wyciskający łzy hm..? na podstawie Waszych komentarzy zadecyduję :D Od Was zależy co napiszę <3 Miłego wieczorku <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)
