środa, 12 listopada 2014

Niebiańska misja 8

A oto kolejne losy naszego blond sportowca! Czy Sasuke się znajdzie? Czy pogodzi się z Naruto? Jak potoczy się pierwsza połowa dnia Uzumakiego? w skrócie.. jak zawsze xD czyli nie wiadomo o co chodzi, ale i tak się czyta xD Dziękuję Wam wszystkim za te cudowne komentarze! Już Wam nie truję czytajcie spokojnie haha :D Miłego czytanka <3 Aaa przepraszam za ewentualne błędy ;-;
~do poczytania~


I nadszedł dzień zawodów. Dzień tak upragniony dla Naruto. Tyle się biedaczek naczekał, nadenerwował. Tyle wysiłku włożył w trening przyozdobiony żartami Sasuke. To powinien być dzień pełen uśmiechu i adrenaliny. No właśnie…powinien.
Sasuke nadal się nie zjawił. Nie dał znaku życia. Spotkał się ze starszym z braci. Niestety Itachi też niczego nie wiedział. Blondyn od rana był przygnębiony. Nie cieszył go nawet fakt wolnych lekcji z racji zawodów. Nie czuł nawet zdenerwowania myśląc o zawodnikach Suny. Nikt ich jeszcze nie pokonał. Zawsze wygrywali. Nawet to nie ruszało tego dnia niebieskookiego blondyna.
- Wszystko przeze mnie – mruknął do siebie wpatrując się w podłogę milczącego pokoju. Przyzwyczaił się do obecności anioła. Do jego kąśliwych uwag. Do jego mruczącego głosu. Aż ciarki przebiegły po plecach Uzumakiego przypominając sobie ten pocałunek w kuchni. Co to miało oznaczać? Dlaczego Sasuke to zrobił? Nie wiedział, ale powoli w jego umyśle powstawała odpowiedź na pytanie „dlaczego on się na to zgodził” ?
- Czas wstawać… - mruknął wstając z łóżka. Po codziennych czynnościach opuścił dom i udał się do szkoły. Nie zwracał uwagi na przechodniów. Nie starał się nawet przeprosić kiedy dobił do któregoś z nich. Wzrok cały czas miał spuszczony. Wgapiał się w swoje buty. Jedynie jakimś cudem dotarł cały i zdrowy pod szkołę. Tam, na placu szkolnym, już czekali na niego kumple. Shikamaru, biorący udział w jednej z konkurencji, także tam stał. Przyglądał się chłopakowi uważnie. Wiedział doskonale, że nie należy na blondyna naciskać. Sam powie co się stało, gdy już będzie na to gotowy. Martwiło go jednak jego zachowanie. Przygaszony, nie zwracający na nic uwagi Uzumaki to nie dobry materiał na zawodnika. Musiał wymyślić jakiś sposób, żeby przywrócić mu choć odrobinę zainteresowania światem.
- Mam nadzieję, że obejdzie się bez wrzasków – mruknął do siebie. Niestety, nadzieja matką głupich. Shikamaru próbował dosłownie wszystkiego. Nawet wymachiwał ramenem przed nosem Naruto, a ten nic! Zero znaku życia! Na treningu ciągnął się po bieżni jakby mu ktoś flaki porozdzierał i kazał wlec po całym stadionie. Trener powoli tracił do niego nerwy. Próbował się dowiedzieć co stało się przyczyną takiego zachowania blondyna, jednak on uparł się i nic nie powiedział. Odburknął jedynie ciche „nic się nie stało” i poszedł wlec się dalej. Dla Nary tego było za dużo. Dorwał go w szatni, gdy Uzumaki zrobił sobie niezasłużoną przerwę. Stanął przed nim, położył ręce na biodrach i ściagając brwi warknął na przyjaciela:
- Co jest Naruto?
- Nic mi nie jest. Skończcie się czepiać – odwarknął.
- Nie mów, że nic się nie dzieje, przecież to widać! Wleczesz się jakby Ci baran w torbę przypierniczył! Ogarnij się chłopie! Przyszedłeś na te zawody pełzać po bieżni czy wygrać z tą pieprzoną Suną?! – wydarł się Shikamaru. Nerwy mu puściły. Doskonale rozumiał, że chłopak może mieć jakieś własne problemy, z którymi nie umie sobie poradzić, ale nie mógł przerzucać tego na te zawody! Nie po to on, Shikamaru i inni kumple ciężko przez cały ten czas trenowali, żeby Uzumaki pokazywał swoje fochy!
- Weź się odczep Shika! Co ty możesz wiedzieć?! Nic ci do moich spraw! Idź dalej trenować i nie susz mi głowy!
- Spróbuj tylko przegrać bieg z Gaarą! A zapamiętasz mój numer buta do końca życia! – rzucił Nara opuszczając szatnię. Na dowód swoich nerwów trzasnął drzwiami z całej siły. Huk niósł się echem po korytarzu i w samej szatni. Zdenerwowany Naruto trzasnął pięścią w jedna z szafek stojących za nim. Czuł, że pieką go oczy. Oczywiście, że nie mógł przegrać z Gaarą! Ale co mu da jeśli wygra? Kto mu pogratuluje? Trener i kumple z drużyny? Oni na pewno, ale nie od nich gratulacji oczekiwał. Chciał wygrać na oczach Sasuke. Chciał mu pokazać, że mimo pecha, na bieżni jest niepokonany! Łzy napłynęły mu do oczu. Przetarł je ze złością.
- Nie wolno mi ryczeć! – warknął do siebie. Shikamaru ma rację. Nawet jeśli Sasuke go nie zobaczy, nie może zawieść przyjaciół. Wstał oblał się butelką zimnej wody tworząc kałużę na ziemi i wyszedł z pomieszczenia.

                                                                 ~*~*~*~
- Gdzieś Ty się do cholery podziewał?! – wydarł się kruczoczarny anioł na podobnego sobie, choć młodszego chłopaka. Sasuke właśnie wszedł do pokoju wyznaczonego dla Itachiego, w którym starszy Uchiha wypełniał papierki dotyczące nadzoru podopiecznego – czyli odbębniał robotę za Sasuke.
- Tam gdzie zawsze – mruknął tamten.
- Czyli gdzie?
- Wszędzie – odparł z przekorą lekko się uśmiechając. Itachi wpatrywał się w uśmiech brata z ulgą. Tylko kilka razy w życiu miał okazję zobaczyć jak ten się uśmiecha.
- Sasuke, Naruto jest przygnębiony – wypowiadając te słowa nie był pewny reakcji brata. Ten jednak wydawał się zainteresowany i unosząc lewą brew.
- Przygnębiony mówisz? Ciekaw jestem dlaczego? – zagadnął splatając palce w charakterystyczny dla Sasuke sposób. Itachi spojrzał podejrzliwie w oczy młodszego brata po czym powoli odpowiedział na zadane pytanie:
- Nie pojawiłeś się od pewnego czasu, martwi się, że już nigdy cię nie zobaczy. Dobrze wie, ze zrobił źle wypowiadając te słowa. Sasuke, powinieneś z nim porozmawiać. Poza tym dzisiaj mija dzień, który ociera się o granicę porzucenia misji. Dobrze wiesz co za to grozi!
- Wiem braciszku. Nie martw się, nie zamierzam porzucać tej misji. Myślę, że wiesz co mam na myśli, a powracać do podrzędnej roboty u Orochimaru też nie zamierzam – odparł młodszy. Wstał i poszedł w swoją stronę. Itachi nie miał zamiaru za nim podążać. Znał swojego brata i wiedział gdzie ten teraz podąży.
- Gorzej jak dowie się o pewnym haczyku w anielskim życiu – westchnął i wrócił do swoich przykrych obowiązków.

                                                           ~*~*~*~


Chłopcy spojrzeli na zbliżającego się blondyna z zaciekawieniem. Miał zaciętą minę, lekko zaczerwienione oczy i zaciśniętą pięść. Shikamaru odetchnął z ulgą. Wiedział, że to co powiedział w szatni dotarło do Uzumakiego. Naruto stanął przed nimi z opuszczoną głową. Wszyscy czekali na słowa, które padły z jego ust chwile później.
- Przepraszam was. Nie powinienem się tak zachowywać. Tak, macie racje, mam pewien problem, ale nie powinienem złości i frustracji wyładowywać na was nie biorąc pod uwagę dzisiejszego dnia. Wszyscy ciężko trenowaliśmy i taki gnojek jak ja nie ma prawa zepsuć wszystkiego przez swoje humorki. Przepraszam!- wykrzyknął ukłonił się nisko kolegom po czym szybko wyprostował się, unosząc pięść na wysokość oczu – wygramy to! – obiecał.
Nikt się nie odezwał. Patrzyli na niego z podziwem. Co poniektórzy kiwnęli głowami na znak akceptacji. Shikamaru podszedł do przyjaciela położył mu rękę na ramieniu i pokiwał głową z uznaniem. Blondyn spojrzał na wyższego Narę, a ten tylko uśmiechnął się.
- Wracajmy do rozgrzewki! Mamy dziesięć minut! – rozkazał i naraz każdy z zawodników wrócił do rozciągania, skakania, biegów i czego to jeszcze nie wymyślili. Shikamaru popchnął Uzumakiego na bieżnię, a ten z zapałem wziął się za rozgrzewkę. Dobiegł do polowy bieżni kiedy zobaczył jego. Ściągnął brwi i mocniej zacisnął pięści wypowiadając w myślach słowa skierowane do wysokiego chłopaka siedzącego na trybunach.


środa, 22 października 2014

Wakacyjna przygoda: dzień trzeci

Czy teraz będzie dobrze? Sami oceńcie ;) Przepraszam, że tak długo się z tym biłam.. testy, sprawdziany, kartkówki.. doprowadza mnie to do szału! ;-; Jeszcze dyrektor się na mnie uwziął -.- skąd na świecie biorą się takie tępe pały? ;-; Wybaczcie już nie smęcę xD To..miłego czytania ;)
~zapraszaaaam~ 

Już wczoraj doszedłem do wniosku, że będę musiał ścierpieć jakoś obecność Naruto w moim wakacyjnym życiu – jak nie dłużej, - ale żeby drugi dzień pod rząd ten młot miał czelność mnie budzić, to było za dużo! Obróciłem się na drugi bok przykrywając kocem pod sam czubek głowy. Przycisnąłem nawet poduszkę do głowy, żeby zagłuszyć ten jego cholerny śmiech. Żaden z moich zabiegów nie pomógł…ŻADEN. Wkurzony jak sto diabłów siadłem na łóżku. Jeszcze zaspany, rozczochrany i w samych bokserkach wyszedłem z pokoju. Skierowałem się w stronę łazienki. Ziewając spojrzałem na drzwi pokoju brata. Były…właściwie to ich nie było…
- Coś ty, kurwa, Itachi zrobił?
- O co ci chodzi ,braciszku? – zapytał zdziwiony jakby nie wiedział o co chodzi. Jak mnie ta jego głupota czasem drażni…
- O drzwi, pacanie, a raczej o ich brak – wskazałem na gołe futryny. Przeniosłem wzrok na Uzumakiego. Powtórka ze wczoraj? Maślane oczka wpatrzone w moją klatę, usta lekko rozchylone i zadowolony wgapia się we mnie jakby faceta na oczy nie widział. Co za młot.
- A! Widzisz, ściągnęliśmy je z Naruto, żeby więcej nie musiał w nie wpadać, gdy się gonimy po domu – powiedział z uśmiechem na gębie. Boże, gonić po domu?! Co to dzieci jakieś czy co?! Spojrzałem na Itachiego z pożałowaniem i drapiąc się po głowie poszedłem dalej. Dopiero w łazience dotarło do mnie, że te wakacje będą dla mnie czymś w rodzaju „zobacz co cię dziś czeka!”. Codziennie coś nowego. Chyba nie powinienem tak mówić…to dopiero 3 dzień wakacji…może się to jeszcze zemścić i stanie się rzeczywistością. Tego bym nie przeżył. Będąc w łazience i robiąc to co zawsze robię, przemyślałem akcję sprzed kilku minut. Nie powinienem się dziwić, że Itachi nagle nie ma drzwi. Skoro jego mózg wyparował w ciągu chwili, to czemu drzwi by nie mogły?
W końcu moje marzenia się spełniły i mogłem wrócić do swojego kochanego pokoiku! Poszedłem, więc do pokoju, przebrałem się i znów wlazłem na kompa. Co ja się będę spieszył z życiem? Pomarnuje je sobie spędzając czas w Internecie! Ci dwaj darli mordy, ojca nie było, mama oporządzała ogród…żyć nie umierać.
W końcu znudziło mi się wieczne siedzenie przed kompem. Kiedyś przez to będę łaził o białej lasce wymachując nią na wszystkie strony tylko po to żeby nie wpaść na słup. Zszedłem na dół i jak zwykle przywitałem się z moją ukochaną. Wszamałem coś na szybko i wyszedłem do ogrodu. Czas coś porobić leniu!
- Hej mamo! Pomóc Ci w czymś?
- Och! Sasuke! Co się stało, że nie grzebiesz o tej porze w lodówce? – zaśmiała się. – Chętnie przyjmę Twoją pomoc. Powiedz Itachiemu, żeby skosił wreszcie tą trawę!
- Ok! – zawołałem i wróciłem się do domu. Wychodziłem akurat po schodach, gdy wpadłem na obu ciołków przepychających się między sobą.
- Na schodach to trochę niebezpieczne – mruknąłem spoglądając na brata.
- Spoko wodza Sasu! Nic się nie stanie! Znowu wracasz marnować żywot w Internetach? – uśmiechnął się.
- Nie, mama kazała mi przekazać, żebyś wreszcie skosił trawnik – wymamrotałem i zawróciłem.
- Teraz? Przecież mam gościa!
- Nie jęcz tylko zrób co do Ciebie należy! Ja się nim zajmę – zerknąłem na nich przez ramię. Spojrzeli na siebie, wzruszyli ramionami i oboje się uśmiechnęli. Odbicia lustrzane czy co?
- No dobrze! Tylko się zachowuj Sasu, nie odstrasz mi kolegi! – zakrzyknął wybiegając z domu. Skąd on bierze tyle energii?
- No, dobra. To chodźmy do mnie – mruknąłem do blondyna. Spojrzał na mnie niepewnie, ale grzecznie poszedł moim śladem. Usiadłem na łóżku poklepując miejsce obok siebie.
- Nie krępuj się siadaj. Przecież nie gryzę – uniosłem kąciki ust imitując tym samym uśmiech. Chyba to wystarczyło żeby młotek się ruszył. Usiadł obok w pewnej odległości nie patrząc na mnie. Wgapiał się w podłogę milcząc jakby znalazł tam coś wartego uwagi. Zrobiło się trochę niezręcznie cicho, więc postanowiłem zagadać.
- Jak ci się podoba nowy dom? – zagadnąłem. Trochę zbyt proste pytanie, ale na początek  rozmowy wydawało mi się najlepszym wyjściem.
- Cóż…muszę przyznać, że ciężko mi się przyzwyczaić do nowego domu, ale mam nadzieję, że to minie – odpowiedział z uśmiechem.
- Z całą pewnością. Zawsze tak jest – odpowiedziałem lekko się uśmiechając. Od razu się odprężył. Rozluźnił mięśnie i zaczął nawijać makaron na uszy. W sumie całkiem dobrze mi się z nim rozmawiało, co mnie zaskoczyło. Zwykle nie gadam z nikim dłużej niż pięć minut. Może nie jest, aż tak postrzelony jak na początku mi się wydawało? Zobaczymy, to dopiero trzeci dzień naszej znajomości.
Tak się zagadaliśmy, a właściwie Naruto się zagadał, bo ja w większości tylko słuchałem jego opowieści, że nie zauważyłem kiedy minęły te trzy godziny. Itachi wrócił cały upocony i oblepiony trawą. Jak zwykle z bananem na twarzy uświadomił nas, że idzie wziąć prysznic. Nie wiem czy zdawał sobie sprawę, że nie była mi ta informacja do szczęścia potrzebna, ale było za późno by mu to wypomnieć.
Naruto całe popołudnie przesiedział u nas. Zjadł z nami obiad a pod wieczór wrócił do domu niemal siłą zaciągnięty przez Kushinę. Nawet mnie rozśmieszyła ta sytuacja.
- Nie można tak nadszarpywać gościnności sąsiadów Naruto! - pouczyła go.
- Ale ja nic nie nadszarpuje!
- Nadszarpujesz. Koniec dyskusji! Do domu! – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Przepraszam za kłopot Mikoto…
- Ależ nie ma problemu! Naruto to taki miły chłopiec – mama machnęła ręką z uśmiechem na potwierdzenie swoich słów.
- Pójdziemy już. Dowidzenia!
- Dowidzenia! – powtórzył blondyn, uśmiechając się w naszą stronę i wyszli.

Podsumowując, to był spokojny i całkiem miły dzień. Nie licząc niespodzianki z drzwiami brata oczywiście. Całkiem miło rozmawia się ze spokojnym, opanowanym Uzumakim. Miła odmiana od wiecznego śmiechu i hałasu jaki robi wraz z Itachim. Mam nadzieję, że jutro będzie równie miło jak dziś. Może w końcu pójdę na basen?

piątek, 4 lipca 2014

Człowieki!! ;---;

W związku z tym, że są wakacje.. jestem u babci.. nie mam internetu.. wariuje od słońca i nie mam laptopa! ;=; zawiesił się skurczysynek i nie wiem kiedy bd cały i zdrowy i czy wgl operacja się powiedzie! ;=;  na razie nie mam na czym pisać.. nie wiem czy uda mi się coś wrzucić przez wakacje, nie mówiąc o dalszych miesiącach.. jestem tak wkurzona na tego mojego laptopa aaa!!! *10 minut później* ok..już w porządalu :D  tak, więc w skrócie na razie nie dam rady nic dodać chyba, że moja best friend forever mi pomoże i pożyczy swojego kompa ;=; trzymajcie kciuki Robaczki! aa! I dziękuję za komentarze.. nawet nie wiecie jak się cieszę, że przypadają wam do gustu moje bazgroły :D

wtorek, 24 czerwca 2014

Niebiańska misja 7

Hej,hej, hej Robaczki! Wreszcie napisałam następną część :D cóż... nie bez powodu dzisiaj to wrzucam... ;D robię sobie i Wam taki mały prezencik w dzień urodzinków xD Oksy nie przedłużam aaa!!!! Bym zapomniała! ;=; ZŁA JA! ;=; DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE KOCHANI!!!! :D
~miłego...czytanka <3~


- No to się porobiło! – zakrzyknął Sasuke po wyjściu przemiłych Panów z pogotowia… psychiatrycznego. Okazało się, że po pięknych gościnnych występach Sasuke, Kiba dostał świra do głowy. Nie umiał sobie biedaczek poradzić ze swoimi przeżyciami, latającym popcornem i syfem w domu Naruto. Panowie z psychiatryka przyszli dowiedzieć się czy blondasek czasami czegoś nie wie na temat przyjaciela. Uzumiakiemu ciężko rozmawiało się z gośćmi, a to wszystko przez anioła. Często musiał się powstrzymywać by nie spojrzeć w przestrzeń  po swojej lewej stronie i nie trzepnął niewidzialnego dla gości Uchihy.
- Pięknie! I to wszystko Twoja wina! – wydarł się Naruto wskazując palcem Sasuke, gdy panowie w białych uniformach postanowili zostawić go w spokoju. Za dużo się nie dowiedzieli. Naruto może i dobrze trybi, ale do tego potrzeba czasu.
- Moja? A wiesz, że nie ładnie wskazywać palcem na anioła? – dodał z uśmieszkiem.
- Tak Twoja! Po jutrze są zawody! Ja nie jestem dobrze przygotowany, a Kiba przez Ciebie wylądował w pokoju z gumowymi ścianami! – dramatyzował blondyn.
- Czy ja wiem czy takie gumowe te ściany? – zamyślił się anioł.
- Och! Zejdź mi z oczu! – warknął Uzumaki i wyszedł z pokoju.
~Pięknie… Teraz nie mamy jednego z lepszych sprinterów!~ denerwował się w duchu. Przeraził go fakt, że martwi się bardziej zawodami niż kolegą, ale szybko mu przeszło, gdy zorientował się, że Sasuke ciągle za nim podąża.
- Mógłbyś przestać za mną łazić jak jakiś pierniczony cień?!
- Jestem tu po to żebyś sobie nie robił więcej krzywdy, młocie.
- To lepiej by było jakbyś się w ogóle nie zjawił! – wykrzyczał prosto w twarz zaskoczonego Uchihy. Sasuke by się do tego nie przyznał, ale zabolały go słowa blondyna. Spojrzał na niego z góry.
- Skoro tak bardzo tego chcesz – powiedział grobowym głosem. – Żegnaj, Naruto.
   Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Blondyna zamurowało. Stał i patrzył się w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego anioł… Po krótkiej chwili opamiętał się. Wiedział, że zawsze po tym jak znika, jakieś pół godziny później wraca.

                                                           ~*~*~*~

Zbliżał się już wieczór, gdy Naruto Uzumaki, siedząc w kuchni, wpatrywał się beznamiętnie w okno. Nigdzie nie było ani śladu Sasuke. Nie widział go, nie słyszał.
- A z resztą! Kij mu w nery!
Wstał i poszedł do łazienki. Jutro ostatni dzień luzu. Następny dzień będzie tym wielkim! Zdobędzie medal! Jego szkoła na pewno pokona Sunę! Nie ma tak szybkiego gościa jak on!
Z pogodną myślą wyszedł już wykąpany, pachnący i lśniący z pomieszczenia. Skierował się do pokoju i znów mina mu zrzedła. Przyzwyczaił się do widoku Sasuke rozkładającego się na jego łóżku i czekającego na niego. Tak, od dwóch tygodni spali w jednym łóżku. Uchiha stwierdził, że nie ma zamiaru siedzieć i „gapić się na niego” jeśli ma okazję na sen.
Położył się w zimnej pościeli i nakrył kołdrą. Spojrzał na godzinę. Dziesiąta. Długo w tej łazience siedział. Zamknął oczy i spróbował myśleć o czymś przyjemnym. Niewiarygodne jak trudno było mu zasnąć bez ręki Sasuke przewalającej się przez jego bok. Bez poczucia tego ciepła drugiej osoby…
- Sasuke… - szepnął ściskając poduszkę w ramionach.
                                                           ~*~*~*~

Następnego dnia w drodze do szkoły nie spotkało go nic strasznego. Przynajmniej w mniemaniu normalnych ludzi. Naruto uwierzył, że anioł przynosi mu szczęście i przez to co chwile potykał się o popękane płyty chodnikowe czy korzenie drzew w parku, którym codziennie przechodził. Raz o mało nie przejechała go hulajnoga, co było dla blondyna koszmarem. Odkąd, jako pięciolatek, wjechał w mrowisko wpadając w nie twarzą, ma uraz do tych małych, podstępnych środków transportu dla dzieci.
Teraz siedział w ławce spoglądając za okno. Miał przymrużone oczy, głowę podpierał na dłoni a jego wzrok był nieobecny. Nie wiele osób zwracało na niego uwagę. Jedynie Shikamaru, jego kumpel, tak samo bliski jak i Kiba, zauważył, że coś jest z blondynem nie tak. Nara Shikamaru, spokojny i opanowany do granic możliwości chłopak z klasy Naruto i jedyny człowiek, który własnie do niego podchodził.
- Hej, Naruto, co Ci dolega? – zapytał przysiadając się do przyjaciela.
- Shika… - zaskoczył. – Nic, nic mi nie jest. Zamyśliłem się i tyle – uśmiechnął się promiennie mając nadzieję, że Nara nabierze się na ten numer.
- Żadnych takich sztuczek – mruknął brunet rozciągając policzki blondyna.
- Au, Au, Au!! Puść! – krzyknął śmiejąc się przy okazji.
- No już dobrze, już dobrze – mruknął flegmatycznie i puścił obolałe policzki Uzumakiego. – A teraz gadaj co jest.
- Ale naprawdę nic się nie stało.
~Kłamiesz grubasku~ pomyślał Shikamaru. Jak to zwykle miał w zwyczaju do wszystkich mówić per „grubasku” to do swojego otyłego kumpla Chojiego nigdy tak nie powiedział. Wiedział, że takie słowo skierowane w jego stronę grozi śmiercią lub kalectwem. Już nie raz musiał powstrzymywać kumpla przed zmiażdżeniem idioty, który odważył się nazwać go grubasem.

- No dobra – zrezygnował wiedząc, że i tak nic nie wyciągnie z blondyna. – Co by się nie działo… będzie dobrze Naruto. – uśmiechnął się lekko i odszedł. Naruto śledził go wzrokiem, gdy odchodził. Po chwili przybrał tą samą pozycję co wcześniej, tylko coś się w nim zmieniło. Jego twarz nie była już tak posępna. Oczy lekko się roześmiały, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
 ~ Dzięki Shika…~

wtorek, 27 maja 2014

Wakacyjna przygoda: dzień drugi

Och! Skończyłam następny dzionek :D niebianska misja powoli się pisze, spokojnie ;) ale mam teraz zakurzony tydzień! codziennie jakieś testy! Boże, ludzie odpuśćcie sobie prawie wakacje są!;---; wracając... ROBACZKI! dziękuję Wam za komentarze i za to, że wpełzacie na mojego bloga ;) Witam nowych czytelników haha bardzo mi miło! ;D Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze czytało następny dzionek Wakacyjnej przygody Saska :D A może ta przygoda nie będzie tylko wakacyjna? Co Wy na to?
~ zapraszam~

Oczywiście znów wpadła mama z pytaniem „znowu kopiesz w lodowce, Sasuke?”, a ja jak zwykle odpowiedziałem, że zgłodniałem. Zrobiłem kilka kromek i zanim się obejrzałem wszystkie zjadłem. Było tak gorąco…
- Sasuke, dlaczego chodzisz bez koszulki po domu? – zagadnął ojciec. Podniosłem wzrok znad pustego talerzyka i spojrzałem na jego wykrzywioną w zdziwieniu twarz.
- Bo jest mi gorąco. Tobie chyba też – odparłem spoglądając na jego spoconą koszulkę. Nic nie odpowiedział. Skinął na mnie głową, wziął mój talerz i zaczął robić sobie śniadanie. Olałem jego nadzwyczaj dziwne zachowanie, odszedłem od stołu i ruszyłem do siebie. Przechodząc obok pokoju Itachiego, tych dwoje nadal tyrało kapcia z mojej żenującej wpadki.
- Downy – mruknąłem pod nosem i czmychnąłem do swojego królestwa.

Mój brat jest naprawdę niedoczołgany. Ledwo poznał tego…jak mu tam… blondasa i już go sprowadza do siebie. Mało tego, te dwa świry znalazły wspólny język! Jak przez całe wakacje (jak nie gorzej) ten cud chłoptaś będzie tu przychodził to będzie koszmar! Dwoje durniów w domu! Zabić się to mało…
- Sasuke! – wpadł do mojego pokoju, drąc jape - bo jakżeby inaczej - mój durnowaty brat. – Golasie wstrętny weź się ubierz… wracając! Idziemy z Naruto do parku. Idziesz z nami? – wyszczerzył żeby w uśmiechu.
- Po pierwsze – warknąłem. – Nie wpadaj do MOJEGO pokoju jak do swojego! Po drugie…nie będę się ubierał… a po trzecie… to czemu nie? – dodałem po namyśle. Jest ciepło, w Internetach nie ma nic ciekawego jak znam to nudne życie, a w domu nie ma się co nudzić…
- W takim razie siedź tu sobie ponurasie… zaraz…- zaciął się w połowie zdania. – WYJDZIESZ Z DOMU?! – wykrzyczał prawie przerażony tym co usłyszał. Jestem onieśmielony jego szybkim kojarzeniem faktów.
- Tak, wyjdę – mruknąłem jak do debila, biorąc z szafy czarny podkoszulek na ramiączkach. Oprócz niego miałem jeszcze kilka żółtych, które kupił mi wiecznie uśmiechnięty Dei-gej. Marudziłem już, że nienawidzę żółtego? Chyba kiedyś mi się zdarzyło…
- Naruto! On idzie z nami! – wrzeszczał nadal zdziwiony Itachi. Fakt, że blondas stał obok niego można pominąć.
Spojrzałem na tych dwóch ciołków i od razu zwątpiłem w życie. Jeden dureń szarpał tym niższym blond-durniem wrzeszcząc „ on z nami idzie! To jakiś cud!”, a ten drugi tylko się śmiał. Nie, nie przeżyję tego, pomyślałem i ominąłem ich schodząc na dół. Po kilku sekundach szedłem razem z Naruto i Itachim w stronę parku. Jak całe życie, olewałem ich i szedłem z ponurą miną przez świat, a raczej przez wąskie uliczki, dookoła których rosły krzaki. A gdyby tak zakneblować Itachiego, i unieruchomić Naruto, wrzucić go do tych krzaków razem z moim bratem? To byłoby piękne, pomyślałem. Ale skąd wziąłbym dwa kneble?
- Jak tu pięknie! – zachwycił się blondyn rozglądając się po parku. Co tu pięknego? Kilka drzewek, trochę cienia, ławki i małe jeziorko, do którego srają kaczki. Rzeczywiście cudownie.
- Kto ostatni przy jeziorku ten zgniły banan! – wywrzeszczał Itachi zrywając się do biegu. I że niby on jest moim bratem? Że niby on jest ten starszy? Że niby on ma 20 lat?! Pokiwałem głową i śledziłem wzrokiem biegnącego Naruto. Roześmiany blondyn, biegł z radością małego chłopca za Itachim. Słońce wpadało w jego złote włosy podkreślając ich kolor. Boże, co ja gadam?! Złote włosy?! Kami-sama Sasuke, skończ ćpać landrynki przed snem…
Wracając do tematu… blondyn dobiegł jako drugi do jeziorka, a ja? Ja szedłem sobie spokojnie narzekając pod nosem czemu się na to zgodziłem.
- Sasuke! Jesteś bananem!
- Zamknij się baranie! Jak się ojciec dowie, że drzesz kopare na cały park to zobaczysz! – zagroziłem bratu. Zawsze czuł respekt przed ojcem. Czemu? Nie mam pojęcia. Jest chodzącym (lecz nie groźnym) ponurakiem, który od jakiegoś czasu jakoś dziwnie się zachowuje. Podśpiewuje, szepta coś na ucho mamie i nawet zauważyłem uśmiech na jego twarzy. Tu naprawdę dzieją się dziwne rzeczy.
- No weź nie wydasz mnie ojcu prawda? – zapytał z przejęciem podbiegając do mnie. Byłem już blisko jeziorka, więc wystarczyłoby kilka kroków, ale oczywiście ten pacan ma za dużo energii w sobie. Miałem go już w garści. Patrzył na mnie niemal ze strachem w oczach. Och, Sasuke, Ty zły, młodszy, przystojniejszy braciszku swego brata…
- Jak się zamkniesz to się zastanowię – odparłem wrednie uśmiechając się kącikiem ust. Widziałem kątem oka jak Naruto przygląda się z uśmiechem naszej wymianie zdań. Wyminąłem brata i zatrzymałem się dopiero na brzegu jeziorka. Po chwili dołączyli do mnie te dwa durnie, znów szczerząc się od lewa do prawa. Że też ich szczęki nie bolą. Mnie już dawno by odpadła.
- Ciepło dziś co nie? – zagadnął blondyn spoglądając na Itachiego. Ten jakoś dziwnie się uśmiechnął puszczając oczko młodszemu.
- A no tak wyszło, że cieplusio – uśmiechnął się. Oni coś knują! Ja to wiem!
- Nie sądzisz, że ta woda wygląda zachęcająco, Itachi?
- Oj bardzo zachęcająco – przytaknął mój braciszek wymijając Naruto tanecznym krokiem. Koło mnie zrobił obrót wokół własnej osi i przełożył swoje ciężkie łapsko na moim ramieniu.
- Co wy kombinujecie? – przerwałem tą głupią wymianę zdań swoim pytaniem spoglądając podejrzliwie to na jednego to na drugiego próbując rozgryźć ich mózgi.
- My? Nic, nic – takim samym krokiem podszedł do mnie Naruto.
- Widzisz, skoro Tobie było tak ciepło w domu golasie…
- I wciąż masz podniesione ciśnienie…
- To może…
- Ci pomożemy! – krzyknął Naruto. Po chwili czułem jak lecę w powietrzu i wpadam w coś mokrego i przeraźliwie zimnego. Otworzyłem oczy będąc pod wodą. Niech no ich złapie! Odbiłem się od dna i wyskoczyłem spod tafli wody. Zaczerpnąłem spore ilości powietrza i odetchnąłem z ulga przecierając oczy. Cały mokry i wściekły wypełzłem z jeziorka kierując kroki w krzaki. Naruto razem z Itachi śmiali się wniebogłosy nie zwracając na mnie uwagi. Nie zauważyli mnie, a ja chowając się w niewielkich szuwarach powoli podchodziłem do nich. Zachciało im się żartów? Proszę bardzo!
Byłem już dostatecznie blisko by usłyszeć pojedyncze słowa. W końcu przestali targać kapcie i spojrzeli na jeziorko. Nie widzieli bym się wynurzył, więc trochę spanikowali.
- Sasuke?! – wydarł się Itachi. Nie odpowiedziałem. Szczerze sprawiało mi to frajdę. Widok zatroskanego braciszka i zdezorientowanego Naruto – komiczne!
- Sasuke, nie wygłupiaj się, cholera! – krzyknął z większą paniką mój brat. Może rzeczywiście powinienem się ujawnić? Spojrzałem na niego i Naruto wpatrujących się w głębię mini jeziorka. Nie ma mowy! Teraz ja się zabawię! Podszedłem bliżej. Byłem tuż, tuż a te ciołki mnie nie widziały.
- Szlag! – mruknęli oboje i weszli do wody wciąż mnie nawołując. Byli strasznie przejęci tym, że mnie nie widzą. Nie dziwie im się. Sam bym się denerwował gdybym zgubił swoją dupeczkę gdzieś w wodzie, którą można porównać do kibelka dla kaczek.
- Sasuke! – wykrzykiwali na zmianę. W końcu nadszedł mój moment. Cicho zakradłem się za ich plecami i BACH! Popchnąłem obydwóch. Wpadli do wody niczym kamyczki rzucone przez dziecko.
- Ha, ha, ha! – roześmiałem się. – Macie za swoje durnie! Więcej mnie nie dotkniecie!
- Sasuke! – znów krzyknął Itachi. Zerwał się szybciej niż z ulicy i wpadł mi w ramiona. – Więcej mi tak nie rób! Bałem się, że Cię stracę!
Nie powiem. To wyznanie z ust Itachiego sprawiło, że poczułem się trochę głupio.
- Wybacz…?
- Za karę…! – urwał w połowie, a ja znów znalazłem się pod wodą. Co za wsza!
Długo jeszcze się wygłupialiśmy w tej wodzie. Pierwszy raz, od dłuższego czasu, czułem się tak swobodnie. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz wygłupiałem się z Itachim. Ludzie przychodząc nad jeziorko wsłuchiwali się z uśmiechami na ustach w nasz śmiech. Kilka razy udało mi się wrzucić pod wodę Naruto, ale gdy połączył z Itachim silę musiałem uciekać. I tak nie uniknęło mnie ponowne zanurzenie. Ogólnie muszę przyznać, że nie było tak źle. Poranek spędziłem całkiem przyjemnie. Po kilku godzinach odprowadziliśmy z Itachim Naruto do domu. Ale głupota, odprowadziliśmy, ha! Wystarczyło, że przeskoczył przez nasz płot po obiedzie, który zafundowała mu nasza mama. W suchych ubraniach, a właściwie samych spodenkach resztę dnia spędziłem przed kompem z małymi przerwami na spacerek do mojej chłodnej żony. Ona zawsze wie czego chcę. I zawsze wiem gdzie ją znaleźć. Kuchnia to jednak najpiękniejsze pomieszczenie wymyślone przez człowieka.
- Sasuke…?
- Co? – mruknąłem do brata, który dziwnym trafem nie wbił do mojego pokoju jak do klubu gogo.
- Dzięki… za dzisiaj…kocham cię braciszku – powiedział i z uśmiechem wyszedł z mojego królestwa. Nie wiem czy to mi się przyśniło? Przesłyszałem się? Kocham cię braciszku??
Spojrzałem na zegarek. Jak ten czas szybko leci! Było już dobrze po dziesiątej. O tej porze mój jak i Itachiego mózg jest wyprany z energii. To na pewno musiało mi się przesłyszeć.

Postanowiłem wziąć szybki prysznic i ulec namową Morfeusza bym odwiedził jego krainę. Tak też zrobiłem. Zajrzałem po drodze do kuchni, utuliłem moją żonkę i czym prędzej wróciłem do pokoju wskakując do łóżka. Pierwszy dzień wakacji, a jaki pracowity…

piątek, 25 kwietnia 2014

Niebiańska misja 6

O jeżuuu.. Jak mi to ciężko szło hah xD ale w końcu coś mnie naszło i napisałam notke :D Wybaczcie za ewentualne błędy ;-; boziu, kiedy ja ostatnio notke z tym opkiem wrzuciłam? ;--; kilka miechów temu ;-; wybaczcie ... no ale dość nudzenia! Tak na zakończenie.. dziękuję Robaczki za komentarze ;) mimo, że tak nie regularnie wrzucam notki to i tak jesteście i śledzicie mojego bloga...dziękuję Wam! <3
~było miło <3~

- Ha,ha,ha! Bardzo śmieszne! Mój mały, głupiutki braciszek zakochany!  -śmiał się brunet. Po tym co usłyszał od Kakashiego. Sasuke nigdy z nikim nie był. Przy najmniej nie na dłużej.
- Ale prawdę ci mówię! Itachi, na flache Tsunade ci przysięgam! – upierał się Hatake popijając czarną, dobrze zaparzoną kawę. Siedzieli właśnie w „anielskim” barze. Ulubiona miejscówka Itachiego i jego paczki – Akatsuki.
- Nie uwierzę, póki nie zobaczę! – powiedział brunet nadal trzymając się za bolący od śmiechu brzuch.
- To się jeszcze okaże – mruknął Hatake odstawiając pustą filiżankę na talerzyk. – A tak swoją drogą, to czemu się tak nagle zjawiłeś? – zapytał opierając ręce na stoliku.
- A no właśnie… Mam ci przekazać nowe rozkazy od Tsunade. Od teraz ja się będę zajmował moim kochanym braciszkiem – błysnął zębami w uśmiechu.
- Jak to?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. – Wiesz, że jak Tsunade coś sobie ubzdura to tak ma być – powiedział i dopił swoją kawę.
- No racja. Ciekawe co znowu wymyśliła? – zastanawiał się na głos.
- Nawet nie chcę o tym myśleć – otrzepał się brunet. – Idę sprawdzić co robi Sasuke! – wykrzyknął podekscytowany Itachi i wstał z krzesła.
- Dobrze! To ja wracam do mojej ulubionej czynności – mruknął Kakashi z błyskiem w oku. Hatake zostawił pieniądze na stoliku i wyszli razem z baru. Pożegnali się i obaj poszli w swoje strony.
~*~*~*~

Stał przed drzwiami „wychowanka” brata i nie wiedział czy tak po prostu wejść czy może nacisnąć dzwonek do drzwi? Po dłuższym czasie myślenia postanowił zrobić to co zawsze, czyli… po prostu pojawić się w środku. Jak postanowił tak zrobił. Odwrócił się, poznając, że znajduje się w kuchni, a jego wzrok padł na…SASUKE CAŁUJĄCEGO SIĘ Z NARUTO?!
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
- Sasuke… - szepnął Naruto odrywając się od gorących ust Anioła. – Co my robimy? – zapytał patrząc mu w oczy z rumieńcami na twarzy. Itachi ledwo się powstrzymywał. To było słodkie a zarazem zabawne.
- Cii… - uciszył blondyna Anioł. – Nie przerywaj tej chwili – mruknął i ponownie pocałował Uzumakiego podnosząc go. Narokach przeniósł go w głąb kuchni delikatnie sadzając na stole, pod którym oczywiście ze śmiechu pękał starszy Uchiha.
No nie bez jaj! – krzyknął Itachi w myślach i prychnął.
- Co to było? – Naruto rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie wiem. Zignoruj to – mruknął Sasuke i położył dłoń na jego delikatnym policzku.
Powietrza ludzie i anioły, powietrza! – śmiał się w myślach podglądacz. Tym razem nie wytrzymał i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Słyszałeś to?! Ktoś tu jest! – panikował blondyn, drugi raz przerywając pocałunek.
- Tak słyszałem – burknął Sasuke i zmarszczył brwi, a jego wzrok padł na stół. Zauważył postać trzęsącą się pod stołem. Ominął Naruto i schylił się.
- O kurwa…- zacisnął pięści w nerwach. – Itachi! – ryknął.
- Sasu-chan… - wyskamlał. Wypełzł szybko z pod stołu i cofnął się pod ścianę jakby chciał się w nią wcisnąć.
- Itachi…- powtórzył młodszy przez zaciśnięte zęby powoli podchodząc do brata. Itachi pomimo strachu przed nieprzewidywalnym, młodszym bratem, nie potrafił opanować cisnącego się na usta uśmiechu. To był uśmiech drwiny czy szczęścia, że jego niestały braciszek kogoś w końcu kogoś znalazł i to nie na chwilę? Była tylko jedna kwestia do omówienia, ale żeby nie psuć tej chwili, Itachi wcisnął tę myśl w najgłębsze zakamarki umysłu.
- Spokojnie braciszku! – wykrzyknął i rzucił się na niego obejmując szczelnie o wiele silniejszymi ramionami. Sasuke próbował się wyszarpać z jego uścisku, ale nie udało mu się to. Itachi był zbyt silny.
- Co tu robisz?! – warknął mu do ucha. Był podniecony, a jego „kochanieńki” braciszek przerwał mu dobieranie się do Naruto.
- Jestem Twoim nowiusieńkim opiekunem! – powiedział z wielkim bananem na pół twarzy. Jego uśmiech był olśniewający. Był kilka centymetrów wyższy od Sasuke. Dla Naruto to było prawie niemożliwe.
- Jak to nowym opiekunem? A co z Kakashim? – zapytał już spokojnie młodszy Uchiha.
- Kasiek? A Tsunade- sama ma dla niego troszeczkę inna misję – znów błysnął zębami uwalniając brata z ramion.
- Em… przepraszam – odezwał się Naruto dotychczas nie zauważony. – O czym mówicie?
- Ach! Właśnie! Itachi Uchiha! Najwspanialszy na świecie brat Sasuke – przedstawił się skromnie brunet wyciągając rękę w stronę blondyna.0
- Naru-
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- To ja wam już nie przeszkadzam – wypowiedział nad wyraz szybko i zniknął w obłoku.
- Co to było? – zapytał zdziwiony Uzumaki. Sasuke tylko klepnął się dłonią w czoło i oparł się biodrem o stół.
- To właśnie był mój brat – jęknął żałośnie. – Musze porozmawiać z wredną Tsunade o tej sprawie. Ten tępak nie może nadzorować MOJEJ pracy! – warknął zaciskając pięść.
- A mówisz, że to ja jestem zmienny – uśmiechnął się blondasek.

~*~*~*~
Po całej akcji z Itachim, chłopaki zachowywali się tak jak zwykle. Jakby wszystko co starszy Uchiha przerwał nie miało miejsca w ich życiu. Naruto, choć tego nie okazywał, czuł się trochę zakłopotany cała tą sytuacją. Sasuke…cóż, anioł nie zwracał uwagi na nic. Być może to był jego sposób na pozbycie się tego dziwnego uczucia, które pojawia się za każdym razem, gdy spojrzy na blondyna?
- Tak w ogóle…- mruknął brunet – kiedy masz te swoje zawody?
- Zawody? Jakie zawody? A! Te zawody!  -zaśmiał się z własnej głupoty Uzumaki. – w kalendarzu jest zapisane – powiedział z uśmiechem i podszedł do zawieszonego na ścianie małego kalendarzyka. Kółko nakreślone czerwonym mazakiem wskazywało 8 marca. Cóż za zbieg okoliczności. Gdyby Naruto był kobietą to pewnie mógłby liczyć na jakis wstrętny wyschnięty kwiatek.
- 8 marca!
- No pięknie – burknął anioł pod nosem. – To masz jeszcze jakieś dwie doby.
- No i co ja teraz zrobię?! Przez ciebie dobrze się nie przygotowałem!
- Przeze mnie? A co ja takiego zrobiłem? –oburzył się Uchiha.
- Ciągle mi przeszkadzałeś! Zrzucałeś na mnie gałęzie, podkładałeś nogi!
- Bieg z przeszkodami – zaśmiał się pod nosem anioł.
- A! – krzyknął Naruto. – Idź i mnie nie denerwuj!
- Nie pójdę, bo kazano mi ślęczeć przy tobie dzień i noc – bąknął Sasuke rozkładając się na łóżku blondyna.
- Ty…! – warknął pod nosem Uzumaki. Zaczął podchodzić do Anioła, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kto to może być?
- Nie mnie pytaj, Młocie.
- Skończ! – uciął mu Naruto. Poszedł do drzwi. Wziął głęboki oddech uspakajając się i chwycił klamkę otwierając powoli drzwi. Z uśmiechem przywitał jakichś trzech mężczyzn w białych ubraniach.
- Słucham? W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Pan…- gość spojrzał na jakieś kartki, które trzymał w rękach. – Uzumaki Naruto?
- Tak, to ja. Coś się stało? – zagadnął blondyn nic z tego nie rozumiejąc. Czego ci ludzie mogą od niego chcieć?

- Pogotowie psychiatryczne. Zapraszam z nami.

wtorek, 22 kwietnia 2014

... ;-;

Hej Robaczki! Wybaczcie, że dopiero teraz, ale nie miałam internetu ;-; Nie mam świątecznej notki, bo nie wzięłam ze sobą laptopa, a i tak zapomniałam o tych świętach i nic nie napisałam ;----------; a tak btw moi drodzy! Mimo, że już praktycznie po świętach to i tak składam Wam spóźnione życzenia Wielkanocne! Wszystkiego najlepszego! Oby Wam zając jaj nie zeżarł xD