piątek, 4 lipca 2014
Człowieki!! ;---;
W związku z tym, że są wakacje.. jestem u babci.. nie mam internetu.. wariuje od słońca i nie mam laptopa! ;=; zawiesił się skurczysynek i nie wiem kiedy bd cały i zdrowy i czy wgl operacja się powiedzie! ;=; na razie nie mam na czym pisać.. nie wiem czy uda mi się coś wrzucić przez wakacje, nie mówiąc o dalszych miesiącach.. jestem tak wkurzona na tego mojego laptopa aaa!!! *10 minut później* ok..już w porządalu :D tak, więc w skrócie na razie nie dam rady nic dodać chyba, że moja best friend forever mi pomoże i pożyczy swojego kompa ;=; trzymajcie kciuki Robaczki! aa! I dziękuję za komentarze.. nawet nie wiecie jak się cieszę, że przypadają wam do gustu moje bazgroły :D
wtorek, 24 czerwca 2014
Niebiańska misja 7
Hej,hej, hej Robaczki! Wreszcie napisałam następną część :D cóż... nie bez powodu dzisiaj to wrzucam... ;D robię sobie i Wam taki mały prezencik w dzień urodzinków xD Oksy nie przedłużam aaa!!!! Bym zapomniała! ;=; ZŁA JA! ;=; DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE KOCHANI!!!! :D
~miłego...czytanka <3~
~miłego...czytanka <3~
- No to się porobiło! – zakrzyknął Sasuke po wyjściu
przemiłych Panów z pogotowia… psychiatrycznego. Okazało się, że po pięknych
gościnnych występach Sasuke, Kiba dostał świra do głowy. Nie umiał sobie
biedaczek poradzić ze swoimi przeżyciami, latającym popcornem i syfem w domu
Naruto. Panowie z psychiatryka przyszli dowiedzieć się czy blondasek czasami
czegoś nie wie na temat przyjaciela. Uzumiakiemu ciężko rozmawiało się z
gośćmi, a to wszystko przez anioła. Często musiał się powstrzymywać by nie
spojrzeć w przestrzeń po swojej lewej
stronie i nie trzepnął niewidzialnego dla gości Uchihy.
- Pięknie! I to wszystko Twoja wina! – wydarł się Naruto
wskazując palcem Sasuke, gdy panowie w białych uniformach postanowili zostawić
go w spokoju. Za dużo się nie dowiedzieli. Naruto może i dobrze trybi, ale do
tego potrzeba czasu.
- Moja? A wiesz, że nie ładnie wskazywać palcem na anioła? – dodał z uśmieszkiem.
- Tak Twoja! Po jutrze są zawody! Ja nie jestem dobrze przygotowany, a Kiba przez Ciebie wylądował w pokoju z gumowymi ścianami! – dramatyzował blondyn.
- Czy ja wiem czy takie gumowe te ściany? – zamyślił się anioł.
- Moja? A wiesz, że nie ładnie wskazywać palcem na anioła? – dodał z uśmieszkiem.
- Tak Twoja! Po jutrze są zawody! Ja nie jestem dobrze przygotowany, a Kiba przez Ciebie wylądował w pokoju z gumowymi ścianami! – dramatyzował blondyn.
- Czy ja wiem czy takie gumowe te ściany? – zamyślił się anioł.
- Och! Zejdź mi z oczu! – warknął Uzumaki i wyszedł z
pokoju.
~Pięknie… Teraz nie
mamy jednego z lepszych sprinterów!~ denerwował się w duchu. Przeraził go
fakt, że martwi się bardziej zawodami niż kolegą, ale szybko mu przeszło, gdy
zorientował się, że Sasuke ciągle za nim podąża.
- Mógłbyś przestać za mną łazić jak jakiś pierniczony cień?!
- Jestem tu po to żebyś sobie nie robił więcej krzywdy,
młocie.
- To lepiej by było jakbyś się w ogóle nie zjawił! –
wykrzyczał prosto w twarz zaskoczonego Uchihy. Sasuke by się do tego nie
przyznał, ale zabolały go słowa blondyna. Spojrzał na niego z góry.
- Skoro tak bardzo tego chcesz – powiedział grobowym głosem.
– Żegnaj, Naruto.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Blondyna zamurowało. Stał i patrzył się w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego anioł… Po krótkiej chwili opamiętał się. Wiedział, że zawsze po tym jak znika, jakieś pół godziny później wraca.
Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Blondyna zamurowało. Stał i patrzył się w miejsce, w którym jeszcze przed sekundą stał jego anioł… Po krótkiej chwili opamiętał się. Wiedział, że zawsze po tym jak znika, jakieś pół godziny później wraca.
~*~*~*~
Zbliżał się już wieczór, gdy Naruto Uzumaki, siedząc w
kuchni, wpatrywał się beznamiętnie w okno. Nigdzie nie było ani śladu Sasuke.
Nie widział go, nie słyszał.
- A z resztą! Kij mu w nery!
Wstał i poszedł do łazienki. Jutro ostatni dzień luzu.
Następny dzień będzie tym wielkim! Zdobędzie medal! Jego szkoła na pewno pokona
Sunę! Nie ma tak szybkiego gościa jak on!
Z pogodną myślą wyszedł już wykąpany, pachnący i lśniący z
pomieszczenia. Skierował się do pokoju i znów mina mu zrzedła. Przyzwyczaił się
do widoku Sasuke rozkładającego się na jego łóżku i czekającego na niego. Tak,
od dwóch tygodni spali w jednym łóżku. Uchiha stwierdził, że nie ma zamiaru
siedzieć i „gapić się na niego” jeśli ma okazję na sen.
Położył się w zimnej pościeli i nakrył kołdrą. Spojrzał na
godzinę. Dziesiąta. Długo w tej łazience siedział. Zamknął oczy i spróbował
myśleć o czymś przyjemnym. Niewiarygodne jak trudno było mu zasnąć bez ręki
Sasuke przewalającej się przez jego bok. Bez poczucia tego ciepła drugiej
osoby…
- Sasuke… - szepnął ściskając poduszkę w ramionach.
~*~*~*~
~*~*~*~
Następnego dnia w drodze do szkoły nie spotkało go nic
strasznego. Przynajmniej w mniemaniu normalnych ludzi. Naruto uwierzył, że
anioł przynosi mu szczęście i przez to co chwile potykał się o popękane płyty
chodnikowe czy korzenie drzew w parku, którym codziennie przechodził. Raz o
mało nie przejechała go hulajnoga, co było dla blondyna koszmarem. Odkąd, jako
pięciolatek, wjechał w mrowisko wpadając w nie twarzą, ma uraz do tych małych,
podstępnych środków transportu dla dzieci.
Teraz siedział w ławce spoglądając za okno. Miał przymrużone
oczy, głowę podpierał na dłoni a jego wzrok był nieobecny. Nie wiele osób
zwracało na niego uwagę. Jedynie Shikamaru, jego kumpel, tak samo bliski jak i
Kiba, zauważył, że coś jest z blondynem nie tak. Nara Shikamaru, spokojny i
opanowany do granic możliwości chłopak z klasy Naruto i jedyny człowiek, który
własnie do niego podchodził.
- Hej, Naruto, co Ci dolega? – zapytał przysiadając się do przyjaciela.
- Shika… - zaskoczył. – Nic, nic mi nie jest. Zamyśliłem się i tyle – uśmiechnął się promiennie mając nadzieję, że Nara nabierze się na ten numer.
- Żadnych takich sztuczek – mruknął brunet rozciągając policzki blondyna.
- Au, Au, Au!! Puść! – krzyknął śmiejąc się przy okazji.
- No już dobrze, już dobrze – mruknął flegmatycznie i puścił obolałe policzki Uzumakiego. – A teraz gadaj co jest.
- Ale naprawdę nic się nie stało.
~Kłamiesz grubasku~ pomyślał Shikamaru. Jak to zwykle miał w zwyczaju do wszystkich mówić per „grubasku” to do swojego otyłego kumpla Chojiego nigdy tak nie powiedział. Wiedział, że takie słowo skierowane w jego stronę grozi śmiercią lub kalectwem. Już nie raz musiał powstrzymywać kumpla przed zmiażdżeniem idioty, który odważył się nazwać go grubasem.
- Hej, Naruto, co Ci dolega? – zapytał przysiadając się do przyjaciela.
- Shika… - zaskoczył. – Nic, nic mi nie jest. Zamyśliłem się i tyle – uśmiechnął się promiennie mając nadzieję, że Nara nabierze się na ten numer.
- Żadnych takich sztuczek – mruknął brunet rozciągając policzki blondyna.
- Au, Au, Au!! Puść! – krzyknął śmiejąc się przy okazji.
- No już dobrze, już dobrze – mruknął flegmatycznie i puścił obolałe policzki Uzumakiego. – A teraz gadaj co jest.
- Ale naprawdę nic się nie stało.
~Kłamiesz grubasku~ pomyślał Shikamaru. Jak to zwykle miał w zwyczaju do wszystkich mówić per „grubasku” to do swojego otyłego kumpla Chojiego nigdy tak nie powiedział. Wiedział, że takie słowo skierowane w jego stronę grozi śmiercią lub kalectwem. Już nie raz musiał powstrzymywać kumpla przed zmiażdżeniem idioty, który odważył się nazwać go grubasem.
- No dobra – zrezygnował wiedząc, że i tak nic nie wyciągnie
z blondyna. – Co by się nie działo… będzie dobrze Naruto. – uśmiechnął się
lekko i odszedł. Naruto śledził go wzrokiem, gdy odchodził. Po chwili przybrał
tą samą pozycję co wcześniej, tylko coś się w nim zmieniło. Jego twarz nie była
już tak posępna. Oczy lekko się roześmiały, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
~ Dzięki Shika…~
~ Dzięki Shika…~
wtorek, 27 maja 2014
Wakacyjna przygoda: dzień drugi
Och! Skończyłam następny dzionek :D niebianska misja powoli się pisze, spokojnie ;) ale mam teraz zakurzony tydzień! codziennie jakieś testy! Boże, ludzie odpuśćcie sobie prawie wakacje są!;---; wracając... ROBACZKI! dziękuję Wam za komentarze i za to, że wpełzacie na mojego bloga ;) Witam nowych czytelników haha bardzo mi miło! ;D Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze czytało następny dzionek Wakacyjnej przygody Saska :D A może ta przygoda nie będzie tylko wakacyjna? Co Wy na to?
~ zapraszam~
~ zapraszam~
Oczywiście znów wpadła mama z
pytaniem „znowu kopiesz w lodowce, Sasuke?”, a ja jak zwykle odpowiedziałem, że
zgłodniałem. Zrobiłem kilka kromek i zanim się obejrzałem wszystkie zjadłem.
Było tak gorąco…
- Sasuke, dlaczego chodzisz bez
koszulki po domu? – zagadnął ojciec. Podniosłem wzrok znad pustego talerzyka i
spojrzałem na jego wykrzywioną w zdziwieniu twarz.
- Bo jest mi gorąco. Tobie chyba
też – odparłem spoglądając na jego spoconą koszulkę. Nic nie odpowiedział.
Skinął na mnie głową, wziął mój talerz i zaczął robić sobie śniadanie. Olałem
jego nadzwyczaj dziwne zachowanie, odszedłem od stołu i ruszyłem do siebie.
Przechodząc obok pokoju Itachiego, tych dwoje nadal tyrało kapcia z mojej
żenującej wpadki.
- Downy – mruknąłem pod nosem i
czmychnąłem do swojego królestwa.
Mój brat jest naprawdę
niedoczołgany. Ledwo poznał tego…jak mu tam… blondasa i już go sprowadza do
siebie. Mało tego, te dwa świry znalazły wspólny język! Jak przez całe wakacje
(jak nie gorzej) ten cud chłoptaś będzie tu przychodził to będzie koszmar!
Dwoje durniów w domu! Zabić się to mało…
- Sasuke! – wpadł do mojego
pokoju, drąc jape - bo jakżeby inaczej - mój durnowaty brat. – Golasie wstrętny
weź się ubierz… wracając! Idziemy z Naruto do parku. Idziesz z nami? – wyszczerzył
żeby w uśmiechu.
- Po pierwsze – warknąłem. – Nie
wpadaj do MOJEGO pokoju jak do swojego! Po drugie…nie będę się ubierał… a po
trzecie… to czemu nie? – dodałem po namyśle. Jest ciepło, w Internetach nie ma
nic ciekawego jak znam to nudne życie, a w domu nie ma się co nudzić…
- W takim razie siedź tu sobie
ponurasie… zaraz…- zaciął się w połowie zdania. – WYJDZIESZ Z DOMU?! –
wykrzyczał prawie przerażony tym co usłyszał. Jestem onieśmielony jego szybkim
kojarzeniem faktów.
- Tak, wyjdę – mruknąłem jak do
debila, biorąc z szafy czarny podkoszulek na ramiączkach. Oprócz niego miałem
jeszcze kilka żółtych, które kupił mi wiecznie uśmiechnięty Dei-gej. Marudziłem
już, że nienawidzę żółtego? Chyba kiedyś mi się zdarzyło…
- Naruto! On idzie z nami! –
wrzeszczał nadal zdziwiony Itachi. Fakt, że blondas stał obok niego można
pominąć.
Spojrzałem na tych dwóch ciołków i
od razu zwątpiłem w życie. Jeden dureń szarpał tym niższym blond-durniem
wrzeszcząc „ on z nami idzie! To jakiś cud!”, a ten drugi tylko się śmiał. Nie,
nie przeżyję tego, pomyślałem i ominąłem ich schodząc na dół. Po kilku
sekundach szedłem razem z Naruto i Itachim w stronę parku. Jak całe życie,
olewałem ich i szedłem z ponurą miną przez świat, a raczej przez wąskie
uliczki, dookoła których rosły krzaki. A gdyby tak zakneblować Itachiego, i
unieruchomić Naruto, wrzucić go do tych krzaków razem z moim bratem? To byłoby
piękne, pomyślałem. Ale skąd wziąłbym dwa kneble?
- Jak tu pięknie! – zachwycił się
blondyn rozglądając się po parku. Co tu pięknego? Kilka drzewek, trochę cienia,
ławki i małe jeziorko, do którego srają kaczki. Rzeczywiście cudownie.
- Kto ostatni przy jeziorku ten
zgniły banan! – wywrzeszczał Itachi zrywając się do biegu. I że niby on jest
moim bratem? Że niby on jest ten starszy? Że niby on ma 20 lat?! Pokiwałem
głową i śledziłem wzrokiem biegnącego Naruto. Roześmiany blondyn, biegł z
radością małego chłopca za Itachim. Słońce wpadało w jego złote włosy
podkreślając ich kolor. Boże, co ja gadam?! Złote włosy?! Kami-sama Sasuke,
skończ ćpać landrynki przed snem…
Wracając do tematu… blondyn
dobiegł jako drugi do jeziorka, a ja? Ja szedłem sobie spokojnie narzekając pod
nosem czemu się na to zgodziłem.
- Sasuke! Jesteś bananem!
- Zamknij się baranie! Jak się ojciec
dowie, że drzesz kopare na cały park to zobaczysz! – zagroziłem bratu. Zawsze
czuł respekt przed ojcem. Czemu? Nie mam pojęcia. Jest chodzącym (lecz nie
groźnym) ponurakiem, który od jakiegoś czasu jakoś dziwnie się zachowuje. Podśpiewuje,
szepta coś na ucho mamie i nawet zauważyłem uśmiech na jego twarzy. Tu naprawdę
dzieją się dziwne rzeczy.
- No weź nie wydasz mnie ojcu
prawda? – zapytał z przejęciem podbiegając do mnie. Byłem już blisko jeziorka,
więc wystarczyłoby kilka kroków, ale oczywiście ten pacan ma za dużo energii w
sobie. Miałem go już w garści. Patrzył na mnie niemal ze strachem w oczach. Och,
Sasuke, Ty zły, młodszy, przystojniejszy braciszku swego brata…
- Jak się zamkniesz to się
zastanowię – odparłem wrednie uśmiechając się kącikiem ust. Widziałem kątem oka
jak Naruto przygląda się z uśmiechem naszej wymianie zdań. Wyminąłem brata i
zatrzymałem się dopiero na brzegu jeziorka. Po chwili dołączyli do mnie te dwa
durnie, znów szczerząc się od lewa do prawa. Że też ich szczęki nie bolą. Mnie
już dawno by odpadła.
- Ciepło dziś co nie? – zagadnął blondyn
spoglądając na Itachiego. Ten jakoś dziwnie się uśmiechnął puszczając oczko
młodszemu.
- A no tak wyszło, że cieplusio –
uśmiechnął się. Oni coś knują! Ja to wiem!
- Nie sądzisz, że ta woda wygląda
zachęcająco, Itachi?
- Oj bardzo zachęcająco –
przytaknął mój braciszek wymijając Naruto tanecznym krokiem. Koło mnie zrobił
obrót wokół własnej osi i przełożył swoje ciężkie łapsko na moim ramieniu.
- Co wy kombinujecie? – przerwałem
tą głupią wymianę zdań swoim pytaniem spoglądając podejrzliwie to na jednego to
na drugiego próbując rozgryźć ich mózgi.
- My? Nic, nic – takim samym
krokiem podszedł do mnie Naruto.
- Widzisz, skoro Tobie było tak
ciepło w domu golasie…
- I wciąż masz podniesione
ciśnienie…
- To może…
- Ci pomożemy! – krzyknął Naruto. Po
chwili czułem jak lecę w powietrzu i wpadam w coś mokrego i przeraźliwie
zimnego. Otworzyłem oczy będąc pod wodą. Niech no ich złapie! Odbiłem się od
dna i wyskoczyłem spod tafli wody. Zaczerpnąłem spore ilości powietrza i
odetchnąłem z ulga przecierając oczy. Cały mokry i wściekły wypełzłem z
jeziorka kierując kroki w krzaki. Naruto razem z Itachi śmiali się wniebogłosy
nie zwracając na mnie uwagi. Nie zauważyli mnie, a ja chowając się w
niewielkich szuwarach powoli podchodziłem do nich. Zachciało im się żartów?
Proszę bardzo!
Byłem już dostatecznie blisko by
usłyszeć pojedyncze słowa. W końcu przestali targać kapcie i spojrzeli na
jeziorko. Nie widzieli bym się wynurzył, więc trochę spanikowali.
- Sasuke?! – wydarł się Itachi.
Nie odpowiedziałem. Szczerze sprawiało mi to frajdę. Widok zatroskanego
braciszka i zdezorientowanego Naruto – komiczne!
- Sasuke, nie wygłupiaj się,
cholera! – krzyknął z większą paniką mój brat. Może rzeczywiście powinienem się
ujawnić? Spojrzałem na niego i Naruto wpatrujących się w głębię mini jeziorka.
Nie ma mowy! Teraz ja się zabawię! Podszedłem bliżej. Byłem tuż, tuż a te
ciołki mnie nie widziały.
- Szlag! – mruknęli oboje i weszli
do wody wciąż mnie nawołując. Byli strasznie przejęci tym, że mnie nie widzą.
Nie dziwie im się. Sam bym się denerwował gdybym zgubił swoją dupeczkę gdzieś w
wodzie, którą można porównać do kibelka dla kaczek.
- Sasuke! – wykrzykiwali na
zmianę. W końcu nadszedł mój moment. Cicho zakradłem się za ich plecami i BACH!
Popchnąłem obydwóch. Wpadli do wody niczym kamyczki rzucone przez dziecko.
- Ha, ha, ha! – roześmiałem się. –
Macie za swoje durnie! Więcej mnie nie dotkniecie!
- Sasuke! – znów krzyknął Itachi. Zerwał
się szybciej niż z ulicy i wpadł mi w ramiona. – Więcej mi tak nie rób! Bałem
się, że Cię stracę!
Nie powiem. To wyznanie z ust
Itachiego sprawiło, że poczułem się trochę głupio.
- Wybacz…?
- Za karę…! – urwał w połowie, a
ja znów znalazłem się pod wodą. Co za wsza!
Długo jeszcze się wygłupialiśmy w
tej wodzie. Pierwszy raz, od dłuższego czasu, czułem się tak swobodnie. Już nie
pamiętam kiedy ostatni raz wygłupiałem się z Itachim. Ludzie przychodząc nad
jeziorko wsłuchiwali się z uśmiechami na ustach w nasz śmiech. Kilka razy udało
mi się wrzucić pod wodę Naruto, ale gdy połączył z Itachim silę musiałem
uciekać. I tak nie uniknęło mnie ponowne zanurzenie. Ogólnie muszę przyznać, że
nie było tak źle. Poranek spędziłem całkiem przyjemnie. Po kilku godzinach
odprowadziliśmy z Itachim Naruto do domu. Ale głupota, odprowadziliśmy, ha! Wystarczyło,
że przeskoczył przez nasz płot po obiedzie, który zafundowała mu nasza mama. W
suchych ubraniach, a właściwie samych spodenkach resztę dnia spędziłem przed
kompem z małymi przerwami na spacerek do mojej chłodnej żony. Ona zawsze wie
czego chcę. I zawsze wiem gdzie ją znaleźć. Kuchnia to jednak najpiękniejsze
pomieszczenie wymyślone przez człowieka.
- Sasuke…?
- Co? – mruknąłem do brata, który
dziwnym trafem nie wbił do mojego pokoju jak do klubu gogo.
- Dzięki… za dzisiaj…kocham cię
braciszku – powiedział i z uśmiechem wyszedł z mojego królestwa. Nie wiem czy
to mi się przyśniło? Przesłyszałem się? Kocham cię braciszku??
Spojrzałem na zegarek. Jak ten
czas szybko leci! Było już dobrze po dziesiątej. O tej porze mój jak i
Itachiego mózg jest wyprany z energii. To na pewno musiało mi się przesłyszeć.
Postanowiłem wziąć szybki prysznic
i ulec namową Morfeusza bym odwiedził jego krainę. Tak też zrobiłem. Zajrzałem
po drodze do kuchni, utuliłem moją żonkę i czym prędzej wróciłem do pokoju
wskakując do łóżka. Pierwszy dzień wakacji, a jaki pracowity…
piątek, 25 kwietnia 2014
Niebiańska misja 6
O jeżuuu.. Jak mi to ciężko szło hah xD ale w końcu coś mnie naszło i napisałam notke :D Wybaczcie za ewentualne błędy ;-; boziu, kiedy ja ostatnio notke z tym opkiem wrzuciłam? ;--; kilka miechów temu ;-; wybaczcie ... no ale dość nudzenia! Tak na zakończenie.. dziękuję Robaczki za komentarze ;) mimo, że tak nie regularnie wrzucam notki to i tak jesteście i śledzicie mojego bloga...dziękuję Wam! <3
~było miło <3~
- Ha,ha,ha! Bardzo śmieszne! Mój mały, głupiutki braciszek
zakochany! -śmiał się brunet. Po tym co
usłyszał od Kakashiego. Sasuke nigdy z nikim nie był. Przy najmniej nie na
dłużej.
- Ale prawdę ci mówię! Itachi, na flache Tsunade ci
przysięgam! – upierał się Hatake popijając czarną, dobrze zaparzoną kawę.
Siedzieli właśnie w „anielskim” barze. Ulubiona miejscówka Itachiego i jego
paczki – Akatsuki.
- Nie uwierzę, póki nie zobaczę! – powiedział brunet nadal
trzymając się za bolący od śmiechu brzuch.
- To się jeszcze okaże – mruknął Hatake odstawiając pustą
filiżankę na talerzyk. – A tak swoją drogą, to czemu się tak nagle zjawiłeś? –
zapytał opierając ręce na stoliku.
- A no właśnie… Mam ci przekazać nowe rozkazy od Tsunade. Od
teraz ja się będę zajmował moim kochanym braciszkiem – błysnął zębami w
uśmiechu.
- Jak to?
- Nie wiem – wzruszył ramionami. – Wiesz, że jak Tsunade coś
sobie ubzdura to tak ma być – powiedział i dopił swoją kawę.
- No racja. Ciekawe co znowu wymyśliła? – zastanawiał się na
głos.
- Nawet nie chcę o tym myśleć – otrzepał się brunet. – Idę
sprawdzić co robi Sasuke! – wykrzyknął podekscytowany Itachi i wstał z krzesła.
- Dobrze! To ja wracam do mojej ulubionej czynności –
mruknął Kakashi z błyskiem w oku. Hatake zostawił pieniądze na stoliku i wyszli
razem z baru. Pożegnali się i obaj poszli w swoje strony.
~*~*~*~
Stał przed drzwiami „wychowanka” brata i nie wiedział czy
tak po prostu wejść czy może nacisnąć dzwonek do drzwi? Po dłuższym czasie
myślenia postanowił zrobić to co zawsze, czyli… po prostu pojawić się w środku.
Jak postanowił tak zrobił. Odwrócił się, poznając, że znajduje się w kuchni, a
jego wzrok padł na…SASUKE CAŁUJĄCEGO SIĘ Z NARUTO?!
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
Już miał krzyknąć, ale w ostatnim momencie ugryzł się w rękę. Gryząc nadgarstek schował się pod stołem. Jak małe dziecko bawiące się w chowanego modlił się (co za ironia), żeby żaden z nich, a zwłaszcza jego braciszek, go nie zauważył. Chłopcy w tym czasie zajmowali się sobą. Naruto instynktownie zarzucił ręce na kark Uchihy. Sasuke mruknął mu w usta i wsunął język między wargi blondyna. Uzumakiemu spodobało się to. Wszystko szło pięknie i ładnie, tylko pozostał jeden problem – Itachi. Siedział skulony pod stołem w kuchni i coraz mocniej wgryzał się w swój nadgarstek próbując powstrzymać atak śmiechu.
- Sasuke… - szepnął Naruto odrywając się od gorących ust
Anioła. – Co my robimy? – zapytał patrząc mu w oczy z rumieńcami na twarzy.
Itachi ledwo się powstrzymywał. To było słodkie a zarazem zabawne.
- Cii… - uciszył blondyna Anioł. – Nie przerywaj tej chwili
– mruknął i ponownie pocałował Uzumakiego podnosząc go. Narokach przeniósł go w
głąb kuchni delikatnie sadzając na stole, pod którym oczywiście ze śmiechu
pękał starszy Uchiha.
No nie bez jaj! –
krzyknął Itachi w myślach i prychnął.
- Co to było? – Naruto rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie wiem. Zignoruj to – mruknął Sasuke i położył dłoń na
jego delikatnym policzku.
Powietrza ludzie i
anioły, powietrza! – śmiał się w myślach podglądacz. Tym razem nie
wytrzymał i zaśmiał się cicho pod nosem.
- Słyszałeś to?! Ktoś tu jest! – panikował blondyn, drugi
raz przerywając pocałunek.
- Tak słyszałem – burknął Sasuke i zmarszczył brwi, a jego
wzrok padł na stół. Zauważył postać trzęsącą się pod stołem. Ominął Naruto i
schylił się.
- O kurwa…- zacisnął pięści w nerwach. – Itachi! – ryknął.
- Sasu-chan… - wyskamlał. Wypełzł szybko z pod stołu i
cofnął się pod ścianę jakby chciał się w nią wcisnąć.
- Itachi…- powtórzył młodszy przez zaciśnięte zęby powoli
podchodząc do brata. Itachi pomimo strachu przed nieprzewidywalnym, młodszym
bratem, nie potrafił opanować cisnącego się na usta uśmiechu. To był uśmiech
drwiny czy szczęścia, że jego niestały braciszek kogoś w końcu kogoś znalazł i
to nie na chwilę? Była tylko jedna kwestia do omówienia, ale żeby nie psuć tej
chwili, Itachi wcisnął tę myśl w najgłębsze zakamarki umysłu.
- Spokojnie braciszku! – wykrzyknął i rzucił się na niego
obejmując szczelnie o wiele silniejszymi ramionami. Sasuke próbował się
wyszarpać z jego uścisku, ale nie udało mu się to. Itachi był zbyt silny.
- Co tu robisz?! – warknął mu do ucha. Był podniecony, a
jego „kochanieńki” braciszek przerwał mu dobieranie się do Naruto.
- Jestem Twoim nowiusieńkim opiekunem! – powiedział z
wielkim bananem na pół twarzy. Jego uśmiech był olśniewający. Był kilka
centymetrów wyższy od Sasuke. Dla Naruto to było prawie niemożliwe.
- Jak to nowym opiekunem? A co z Kakashim? – zapytał już
spokojnie młodszy Uchiha.
- Kasiek? A Tsunade- sama ma dla niego troszeczkę inna misję
– znów błysnął zębami uwalniając brata z ramion.
- Em… przepraszam – odezwał się Naruto dotychczas nie
zauważony. – O czym mówicie?
- Ach! Właśnie! Itachi Uchiha! Najwspanialszy na świecie
brat Sasuke – przedstawił się skromnie brunet wyciągając rękę w stronę
blondyna.0
- Naru-
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- Naruto Uzumaki, tak wiem – przerwał mu Itachi z bananem na gębie. Naruto także się uśmiechnął łącząc ich dłonie w uścisku.
- To ja wam już nie przeszkadzam – wypowiedział nad wyraz
szybko i zniknął w obłoku.
- Co to było? – zapytał zdziwiony Uzumaki. Sasuke tylko
klepnął się dłonią w czoło i oparł się biodrem o stół.
- To właśnie był mój brat – jęknął żałośnie. – Musze porozmawiać
z wredną Tsunade o tej sprawie. Ten tępak nie może nadzorować MOJEJ pracy! –
warknął zaciskając pięść.
- A mówisz, że to ja jestem zmienny – uśmiechnął się
blondasek.
~*~*~*~
Po całej akcji z Itachim, chłopaki zachowywali się tak jak
zwykle. Jakby wszystko co starszy Uchiha przerwał nie miało miejsca w ich
życiu. Naruto, choć tego nie okazywał, czuł się trochę zakłopotany cała tą
sytuacją. Sasuke…cóż, anioł nie zwracał uwagi na nic. Być może to był jego sposób
na pozbycie się tego dziwnego uczucia, które pojawia się za każdym razem, gdy
spojrzy na blondyna?
- Tak w ogóle…- mruknął brunet – kiedy masz te swoje zawody?
- Zawody? Jakie zawody? A! Te zawody! -zaśmiał się z własnej głupoty Uzumaki. – w kalendarzu
jest zapisane – powiedział z uśmiechem i podszedł do zawieszonego na ścianie
małego kalendarzyka. Kółko nakreślone czerwonym mazakiem wskazywało 8 marca. Cóż
za zbieg okoliczności. Gdyby Naruto był kobietą to pewnie mógłby liczyć na
jakis wstrętny wyschnięty kwiatek.
- 8 marca!
- No pięknie – burknął anioł pod nosem. – To masz jeszcze
jakieś dwie doby.
- No i co ja teraz zrobię?! Przez ciebie dobrze się nie
przygotowałem!
- Przeze mnie? A co ja takiego zrobiłem? –oburzył się Uchiha.
- Ciągle mi przeszkadzałeś! Zrzucałeś na mnie gałęzie,
podkładałeś nogi!
- Bieg z przeszkodami – zaśmiał się pod nosem anioł.
- A! – krzyknął Naruto. – Idź i mnie nie denerwuj!
- Nie pójdę, bo kazano mi ślęczeć przy tobie dzień i noc –
bąknął Sasuke rozkładając się na łóżku blondyna.
- Ty…! – warknął pod nosem Uzumaki. Zaczął podchodzić do
Anioła, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kto to może być?
- Nie mnie pytaj, Młocie.
- Skończ! – uciął mu Naruto. Poszedł do drzwi. Wziął głęboki
oddech uspakajając się i chwycił klamkę otwierając powoli drzwi. Z uśmiechem
przywitał jakichś trzech mężczyzn w białych ubraniach.
- Słucham? W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry. Pan…- gość spojrzał na jakieś kartki, które
trzymał w rękach. – Uzumaki Naruto?
- Tak, to ja. Coś się stało? – zagadnął blondyn nic z tego
nie rozumiejąc. Czego ci ludzie mogą od niego chcieć?
- Pogotowie psychiatryczne. Zapraszam z nami.
wtorek, 22 kwietnia 2014
... ;-;
Hej Robaczki! Wybaczcie, że dopiero teraz, ale nie miałam internetu ;-; Nie mam świątecznej notki, bo nie wzięłam ze sobą laptopa, a i tak zapomniałam o tych świętach i nic nie napisałam ;----------; a tak btw moi drodzy! Mimo, że już praktycznie po świętach to i tak składam Wam spóźnione życzenia Wielkanocne! Wszystkiego najlepszego! Oby Wam zając jaj nie zeżarł xD
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Wakacyjna przygodna: dzień pierwszy
Tak, a więc! To pierwszy rozdzialik nowego opka! Widzę, że początek wam się spodobał ^^ co mnie ogromnie cieszy! I cieszą mnie wasze komentarze! DZIĘKUJĘ ZA NIE! <33 Jesteście świetni! ^^ W takim razie nie będę przedłużać! Miłego czytania, Kochani!
~yatta~
Tak więc, na początek podsumujmy
sytuację w jakiej się znalazłem. Po pięknym, przesiedzianym przed laptopem
dniu, musiałem iść na pieprzoną kolację do nowych sąsiadów i to akurat w
pierwszy dzień wakacji. Siedzę teraz przy stole państwa Uzumakich. Z
niewiadomych przyczyn Minato – pan domu – zmienił nazwisko. Podobno pokręcona
sytuacja. Pani Kushina – matka blondyna, który otworzył nam drzwi – nałożyła mi
3 talerze swojej sałatki. Mam świetny żołądek i potrafię naprawdę dużo
pochłonąć, ale więcej już nie zmieszczę! Za to mój ukochany braciszek wykazał
się swoimi „manierami” i zaczął wychwalać kuchnię tej kobiety. No ileż można?
Bite pół godziny jęczał jakie to wspaniałe, pyszne i nie wiadomo jakie jeszcze,
jedzenie przyrządziła. Ludzie! To tylko pieprzona kolacja! Czym tu się
zachwycać?! Podlizujący się debil.. Tak, bardzo kocham swojego brata.
Acha! Został jeszcze jeden gość –
blondasek. Cud, miód i pomidorki. Niższy ode mnie i dobrze wygląda w
garniturze, ale żeby był jakiś niesamowicie przystojny…? Zaraz! Czy ja
oceniałem faceta?! ... No, w sumie…nie ma tu kogo oceniać. Są zaledwie dwie
kobiety na czterech facetów. Przecież nie będę obczajał własnej matki.
- Sasuke? – usłyszałem głos pana
Minato.
- Co? – wzdrygnąłem się. Za bardzo
się zamyśliłem.
- Nie „co” tylko proszę – poprawił
mnie Itachi.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz
jakby się mocno nad czymś zamyślił – uśmiechnął się starszy z blondynów.
- Tak, wszystko porządku.
Przepraszam, odpłynąłem.
- W swój świat marzeń, jak
zazwyczaj? – dociął mi brat. No jak ja mu zaraz….!
- Nawet jeśli to i tak nie masz do
niego wstępu, Itachi – odpowiedziałem nad wyraz spokojnie, a na koniec
wysyczałem jego imię patrząc mu w oczy. Atmosfera trochę miedzy nami
zgęstniała. Mierzyliśmy się wzrokiem dopóki ktoś nam nie przerwał.
- Spokojnie chłopaki, bez spiny.
- Naruto! Co to za język?! –
upomniała blondyna jego matka. Ach, Naruto. To tak się nazywa nasz mały
przystojniacha. Przegapiłem moment, w którym się przedstawiał. Cóż… trudno się
mówi.
- No co? Normalnie mówię –
uśmiechnął się do matki i zadowolony z życia niczym pudelek wrócił do zajadania
się szóstym talerzem. Jest lepszy ode mnie…ale to się zmieni – kiedyś.
Później szło jak z płatka. Ja się
wyłączyłem, Itachi paplał z kobietami, ojciec jak zwykle zasypywał pana Minato
pytaniami i swoimi „mądrymi” pouczeniami, a Naruto…cóż…on jako jedyny, nie
licząc mnie, nie pasował do tego całego obrazka. No może nie do końca. Od czasu
do czasu coś bąknął, uśmiechnął się czy coś. Praktycznie cały ten wieczór go
obserwowałem. Trzeba będzie dzieciaka wziąć pod skrzydła i pokazać kilka
dobrych miejscówek…Chwila…mały loading…NIE! NIE MA MOWY! O czym ty durnowaty
lecz nadzwyczaj przystojny, Sasuke myślisz?! Żadnego pokazywania miejscówek czy
brania pod skrzydła! Wybij to sobie z głowy!
- Sasuke? – zagadnął młody
Uzumaki. – Wszystko…dobrze?
- Jak najbardziej. Nie rozumiem
czemu pytasz – mruknąłem patrząc mu w oczy. Ładne, niebieskie.
- Może dlatego, że uderzyłeś się w
głowę po kilku godzinach wpatrywania się we mnie? – uniósł brew, lekko
wykrzywiając usta w uśmiechu.
- Po jakich kilku godzinach?
Przyszliśmy tu o 19, a
jest zaledwie…- spojrzałem na zegarek wiszący w kuchni. Tak cały czas tam
siedziałem. – 2.00…? – otworzyłem szeroko usta. Zdecydowanie nie powinienem
tego robić. Zbyt inteligentnie nie wyglądałem. – Jakim cudem jest już druga?! –
krzyknąłem zrywając się z krzesła.
- Sasuke, spokojnie! – powiedział
blondyn dusząc się ze śmiechu. No naprawdę jest się z czego śmiać! Tyle godzin
przesiedzianych w kuchni Uzumakich! Koszmar!
- Coś się stało? – zapytał mój
ojciec stając w progu kuchni. Oczywiście, że się stało!
- Nie tato. Wszystko w porządku.
Mógłbym już wrócić do domu? Jestem zmęczony – skłamałem. Byłem zdziwiony
faktem, że przez cały ten wieczór, zamiast czytać książkę, jeść czy może, hm…
czytać książkę, wpatrywałem się w nowego sąsiada. Paranoja!
- Oczywiście. Wszyscy wracamy.
Przyszedłem tu, żeby cię zawołać – wymamrotał. Całe szczęście. Wyszedłem za nim
z pomieszczenia.
Szybko poszło. Kulturalne
pożegnanie, ostatnie rozmowy starszych i ostateczne pożegnanie. Ucałowałem dłoń
pani Uzumaki, uścisnąłem dłoń pana Minato, a gdy doszło do pożegnania z Naruto,
nie wiedziałem co zrobić. Itachi uścisnął mu dłoń, więc ja chyba też
powinienem, nie?
- No to, do zobaczenia – mruknąłem
w jego stronę i wyciągnąłem dłoń.
- Do zobaczenia – uśmiechnął się
znowu… w zasadzie cały czas się uśmiechał. Uścisnął moją dłoń, a ja miałem
wrażenie jakby to trwało wieki. Męczące.
- No, chłopcy! Zbieramy się! –
zakrzyknęła wesoło mama. Puściłem dłoń Uzumakiego i odwróciłem się wychodząc z
ich domu. Skierowałem się od razu na nasze podwórko.
- Poczekaj! – krzyknął za mną
Itachi biegnąc w moją stronę.
- Czego? – burknąłem. Chciałem się
już położyć. Naprawdę byłem zmęczony.
- Co tak szybko uciekasz? Nie
spodobał ci się blondasek? – zakpił wykrzywiając usta w wrednym uśmiechu.
- Spadaj deklu! Co ma piernik do
wiatraka?! Jestem po prostu zmęczony – warknąłem.
- Ha, ha! Udało mi się wyprowadzić
cię z równowagi! Znowu! – zaczął się śmiać i poszedł przodem.
- Dekiel! – ryknąłem nie zważając
na godzinę.
- Sasuke zachowuj się! – pouczyła
mnie mama. Ojciec jak zwykle pokiwał głową i ruszył z mama w stronę domu.
Obejrzałem się jeszcze na dom nowych sąsiadów i westchnąłem. No i co przyniosą
tegoroczne wakacje?, zastanawiałem się.
- Au…- pomasowałem lewy policzek.
Pięknie. Muszę przestać tyle myśleć, bo mi to nie służy, a jedynie szkodzi.
Nacisnąłem klamkę i wszedłem do
domu. Muszę się wykąpać i do łózia…
Rano obudził mnie jakiś hałas.
Oczywiście Itachi sobie kogoś sprowadził do domu. Jest 12! Ludzie chcą spać! ,
wykrzyczałem w myślach. Poleżałem chwile, a później uznałem, że skoro Itachi i
tak będzie wrzeszczał jak opętany, wstałem. Było cholernie gorąco. Założyłem
krótkie spodenki, złożyłem łóżko i poszedłem do łazienki umyć zęby i uporać się
z moimi włosami. Po kilku minutach(szybki jestem) wyszedłem z łazienki. Z
pokoju mojego brata dochodziły jakieś śmiechy. Ale to nie był ani Kisame, ani
Dei-gej, ani żaden świr z jego dziwacznej paczki. Podszedłem pod drzwi i
podsłuchałem kawałek rozmowy.
- Tak to było świetne! Jeszcze jak tak się gapił cały wieczór! – powiedział nieznajomy mi gościu.
- Dokładnie! Od razu widać, że miłość w powietrzu! – ekscytował się Itachi.
- Tak to było świetne! Jeszcze jak tak się gapił cały wieczór! – powiedział nieznajomy mi gościu.
- Dokładnie! Od razu widać, że miłość w powietrzu! – ekscytował się Itachi.
- Jaka miłość człowieku?! Czy Ty masz
jakaś spaczoną psychike czy co?! – oburzył się gość. Zaraz, znam ten głos…
- Czemu od razu spaczoną od razu
widać, że to miłość! On nigdy się tak nie gapił na nikogo! A już na pewno nie
tak długo! – stawiał przy swoim mój brat. Przecież on rozmawia z…
- Itachi Ty świrze! – roześmiał się…Naruto.
Czy oni rozmawiają o wczorajszym wieczorze?!
- Żaden świr! Patrzę to widzę! No
uwierz mi na słowo! On już się zakochał!
- Ale z Ciebie głupek! Po prostu
się zapatrzył! – mówił blondyn. Właśnie! Jaka miłość?! Ja się tylko zapatrzyłem
do cholery!
Wparowałem do jego pokoju i bez
przywitania zacząłem gadać jak opętany.
- Właśnie! Tylko się na niego
zapatrzyłem! Nie moja wina, że cały wieczór siedział przede mną! Jaka miłość?!
Itachi Ty głupi dekiel jesteś! Ja miałbym się zakochać w tym Młocie?! –
podniosłem głos na brata i wskazałem na Naruto. Obydwoje patrzyli na mnie jak
na debila. No co jest? Spojrzeli po sobie i wybuchli śmiechem.
- No i czego tak cieszycie pyski?!
– nie wytrzymałem z nerwów i krzyknąłem.
- O czym – zaśmiał się Itachi – o czym
ty mówisz, Sasuke?! – ponownie wybuchł śmiechem.
- My…tylko mówiliśmy o serialu,
który oglądamy!- wyjaśnił blondyn. – „zabójcza miłość”!
- Dokładnie! Główny bohater tak się wpatrywał w pewną laskę, że na pewno będą razem! – śmiał się Itachi.
- Dokładnie! Główny bohater tak się wpatrywał w pewną laskę, że na pewno będą razem! – śmiał się Itachi.
- A ty o czym niby pomyślałeś? O
co chodziło z tym „ nie zakocham się w tym młocie”? – zapytał ze łzami w oczach
Naruto. Od razu zalała mnie fala gorąca. Policzki miałem czerwone jak burak. Więc…
oni rozmawiali o serialu, a ja myślałem, że…i jeszcze ten tekst o zakochaniu…
Kami-sama jestem kretynem!, wyrzucałem sobie w myślach. Stałem pośrodku pokoju
brata, a oni nadal się śmiali. Nie wiedziałem co robić, więc odwróciłem się i
burknąłem pod nosem zawstydzony jak cholera:
- Sorry za wtargnięcie. Już sobie
idę.
- Miłego braciszku! – śmiał się
Itachi. – I ubierz się golasie! – krzyknął za mną. Odwróciłem się patrząc na
niego spod grzywki. W tedy zauważyłem jak Naruto wgapia się z rumieńcami(pewnie
od śmiechu) w mój nagi tors. Jakby w życiu męskiej klaty nie widział. Nie
powiem, słodko wyglądał. Wyszedłem z jego pokoju i skierowałem się do jedynego
miejsca, które zawsze, ale to zawsze, przyjmie mnie z otwartymi…echem,
drzwiami. Uśmiechnąłem się do swoich myśli i stanąłem w kuchni przed
urządzeniem moich marzeń.
- Witaj, lodóweczko!
piątek, 28 marca 2014
Proluś? ^^''
Taki troll xD Wybaczcie, że to jeszcze nie jest rodział "niebiańskiej misji".. mam mały zastój w tym opku.. nie chcę pisać na odczep się, więc wstawię rozdział jak tylko go porządnie napiszę. Tym czasem.. napadło mnie na zupełnie inne opowiadanie.. wstawiam tu taką małą próbkę.. jeśli Wam się spodoba to będę kontynuować, jeśli nie to trudno napisze to dla siebie :D
Ps. dziękuję Wam za komentarze! i za każdym razem będę dziękować, bo dzięki temu wiem, że jesteście, czytacie i zostawiacie na tym blogu swój ślad nie tylko przez wyświetlenia <3
~ the end ^^~
Ps. dziękuję Wam za komentarze! i za każdym razem będę dziękować, bo dzięki temu wiem, że jesteście, czytacie i zostawiacie na tym blogu swój ślad nie tylko przez wyświetlenia <3
~ the end ^^~
- Sasu...rozchmurzysz się wreszcie?
- O co ci chodzi Itachi? - zapytałem. Już powoli zaczynałem mieć tego dość. Wejdzie taki bałwan człowiekowi do pokoju i jęczy o głupie wygięcie ust. Jak głupim trzeba być żeby tak ślęczeć nad człowiekiem 15 minut?
- O co ci chodzi Itachi? - zapytałem. Już powoli zaczynałem mieć tego dość. Wejdzie taki bałwan człowiekowi do pokoju i jęczy o głupie wygięcie ust. Jak głupim trzeba być żeby tak ślęczeć nad człowiekiem 15 minut?
- Zawsze się obrażasz i ciągle
tylko mruczysz pod nosem. Uśmiechnij się chociaż na chwile…- prosił mój brat -
Itachi. On jest ciągle uśmiechnięty. Jeden wariat w domu wystarczy.
- Nie mam powodu do uśmiechu. Mógłbyś mnie już
zostawić? – burknąłem pod nosem wpatrując się w tą samą kartkę książki. Nawet w
spokoju poczytać człowiekowi nie dadzą.
- Eh…no dobrze braciszku. Ale
pamiętaj co dzisiaj jest za dzień – powiedział z uśmiechem wychodząc z pokoju.
- Jasne, że pamiętam – mruknąłem i
wróciłem do czytania. Niestety nie wyszło mi to za bardzo. Zirytowany odłożyłem
ją na bok i zacząłem wgapiać się w okno. Pierwszy dzień wakacji i dzień
przeprowadzki nowych sąsiadów. Podobno to dobrzy znajomi moich rodziców. Mają
syna w moim wieku. Podobno jest mojego wzrostu i jest „niewiarygodnie
przystojny, jak jego ojciec”. Akurat, już im uwierzę.
Westchnąłem i wyszedłem z pokoju.
Zszedłem na dół, do kuchni i od razu skierowałem się w najpiękniejsze miejsce
tego domu – lodówka.
- Sasuke, co tu robisz? –
usłyszałem przyjemny głos mamy. – Znowu buszujesz w lodówce? – zaśmiała się.
- Tak mamo, zgłodniałem –
mruknąłem wyciągając kawałek ciasta. Sernik, mój ulubiony.
- Pamiętasz, że dzisiaj idziemy na
kolację do naszych nowych sąsiadów? – zapytała z uśmiechem na ustach. Strasznie
cieszyła się z tej całej „afery” z przeprowadzką.
- Tak mamo, pamiętam –
powiedziałem z buzią pełną ciasta i usiadłem na krześle.
- Cieszę się Sasu – uścisnęła mnie
i wzięła się za robienie obiadu. Swoją drogą jestem strasznie ciekawy co dobrego
dzisiaj zrobi. Znając swój brzuch za pięć minut będę głodny. Nawet się nie
zorientowałem, gdy na talerzu zostały same okruszki mojego deseru. Włożyłem
talerz do zlewu i poszedłem powrotem do siebie. Usiadłem przy biurku odpalając
mojego ukochanego laptopa. Dostałem go od Itachiego na15 urodziny. Dwa lata a
wygląda jakbym dopiero wziął go z salonu. Przejrzałem szybko wszystkie portale
społecznościowe, na których miałem konta i włączyłem swoją ulubioną piosenkę.
Zanim się spostrzegłem był wieczór. Tylko raz moją komnatę spokoju, jak zwykłem
nazywać swój pokój, nawiedziła mama ogłaszając obiad. Krokiety. Pyszności!
- Sasu, zbieraj się czas poznać
sąsiadów!
- Dobrze już idę – burknąłem do
Itachiego i zamknąłem kompa. Poszperałem chwilę w szafie wyciągając najlepszy
T-shirt i bluzę jaką miałem, po czym przebrałem się i zszedłem na dół. Cała
rodzinka w komplecie. Jak słodko. Wydaje mi się czy tylko ja mam taki wisielczy
humor? Spojrzałem po wszystkich i uznałem, że tak. Wszyscy odstrzeleni jak na
wesele, uśmiechnięci wypachnieni. Mnie wystarczyła bluza i ukochany dezodorant.
- No! To chodźmy! -zakrzyknęła mama. Wszyscy grzecznie
wyszliśmy za nią.
Tak wystrojeni stanęliśmy przed
drzwiami nowych sąsiadów. Ja z Itachim z przodu, a za nami rodzice.
- Naciśnijcie dzwonek – mruknął ojciec.
- Niech Sasek naciśnie!
- Nie mów do mnie „Sasek”,
pacanie! Sam sobie naciśnij!
- Spokój! – skarciła nas mama. Spojrzałem
krzywo na brata i nacisnąłem ten przeklęty guziczek.
- Ha! Wygrałem – szepnął do mnie.
Wkurzyłem się, naprawdę się wkurzyłem! Już podniosłem na niego rękę, gdy drzwi
się otworzyły.
Z uniesioną ręką spojrzałem w
lewo. Mój wzrok padł na niebiańsko uśmiechniętego blondyna. Co za kosmos,
pomyślałem.
- Sasuke. Opuść rękę, jak ty się
zachowujesz? – powiedział poważnym tonem mój braciszek. W środku ściskało go ze
śmiechu, a ja miałem coraz większą ochotę rozwalić mu nos.
Subskrybuj:
Posty (Atom)