poniedziałek, 23 grudnia 2013

Świąteczny one-shocik (NaruSasu)

MOI DRODZY! ^^ Święta, czujecie to?! Hah! Cały rok czekania na jeden dzień, w którym nawpie..hehe najem się do syta, a nawet jeszcze bardziej ^^'' z okazji świąt wyskrobałam coś...takiego .. taaaaaaaaaak.. No cóż Robaczki! Życzę Wam wszystkiego najlepszego! Spokojnych, wesołych świąt i żarełka jak lodu! (Tak, kocham jeść ^^) No i oczywiście pijanego Sylwka! Wszystkiego dobrego w nowym roku 2014!
~kooooooniec~
- Naruto! – wrzasnął, a ja jak oparzony wybiegłem z pokoju. Sasuke stał na stołku i próbował założyć czubek na choinkę. – No nie gap się tylko mi pomóż!
- Eh…spokojnie Draniu już idę, idę… - westchnąłem uśmiechnąłem się i bez problemu założyłem ozdobę na drzewko. Sasuke nadal stał na krześle i zakładał resztę ozdóbek. Za każdym razem gdy podnosił ręce miałem piękny widok na jego ciało. No i nie tylko ciało.
- Młocie! – krzyknął oburzony z rumieńcami na twarzy po tym jak klepnąłem go w jego piękny, zgrabny tyłeczek. Mówiłem już jaki jest słodki? Nie? No to mówię.
- Czo mój mały, słodki Aniołek chce? – zapytałem przesłodzonym głosem. Wiedziałem, że zadziała i brunet się wkurzy. Och! Jak ja go kocham!
- Chodź tu ty…! – wydarł się i zeskoczył z krzesła. Zacząłem się śmiać i uciekałem przed nim. Gonił mnie po całym domu. W końcu gdzieś zniknął. Zaciekawiony wróciłem się do kuchni. Niestety tam go nie było. W łazience i w naszym pokoju też nie. Było tylko jedno miejsce gdzie mógł być, ale to chyba oczywiste prawda? Wróciłem do salonu, gdzie stała choinka. Nigdzie go nie widziałem.
- Sasuke?! – zawołałem, ale się nie odezwał. – Sasu nie rób sobie jaj! – krzyknąłem patrząc na drzewko. Nagle poczułem ciężar na plecach.
- Mam cię Młocie! – wrzasnął mi do ucha i powalił na ziemię. Obróciłem się na plecy i spojrzałem na niego. Ta jego uśmiechnięta micha. Zawsze mnie rozczula.
- No masz mnie, Sasu – mruknąłem niskim głosem. A co?! Zabawię się z nim trochę. Wiem, że lubi, gdy tak do niego mówię. Od razu się zmieszał, Aniołek. Delikatnie się poruszył i przytrzymał moje ręce.
- Co masz zamiar zrobić Draniu? – spojrzałem mu w oczy i uśmiechnąłem się. Uwielbiam go.
- Nic takiego Młotku… - szepnął i cmoknął mnie w usta. Ta pozycja nie przemawiała do mnie za bardzo, więc przekręciłem nas tak żebym miał swojego ukochanego pod sobą. Nie było to trudne. Jestem wyższy, starszy i silniejszy od niego.
- No i co teraz? – mruknąłem i polizałem go po szyi. Poczułem jego dłonie na swoim karku. To mój czuły punkt i on go bezwstydnie wykorzystuje.
- Naruto, puść mnie – wyszeptał, ale jakoś tak bez przekonania. Uwielbiam jak to robi.
- Trzeba było mnie tak nie powalać na ziemie – mruknąłem i przyssałem się do jego skóry robiąc malinkę. Sapną i odchylił głowę. Wiem, że to lubi. Nawet bardzo to lubi. Włożyłem rękę pod jego koszulkę delikatnie przesunąłem mojego ciele aż do wrażliwych sutków. Westchnął i zacisnął palce na moim karku. Za to, że mnie tak w konia przyładował będzie cierpiał. I to bardzo, już ja się o to postaram. Czułem, że jest podniecony. Sam nie byłem obojętny na jego ruchy i jęki. Tym zawsze doprowadza mnie do szału. Otarłem się o niego dając mu taką samą przyjemność jaką i ja odczułem.
- Sasuke…- szepnąłem i podgryzłem płatek jego ucha. Sapnął, a ja przechwyciłem to sapnięcie wpijając się w jego usta.
- Ktoś tu ma mały problem, co? – mruknąłem i położyłem rękę w miejscu wypuklenia jego spodni.
- Mh… Naruto… - jęknął. Jednym ruchem ściągnąłem z niego koszulkę i zacząłem obsypywać pocałunkami jego tors. Wił się, jęczał i ocierał się o mnie. Powolutku zbliżałem się do strategicznego miejsca. Gdy całowałem jego mleczną, nieskazitelną skórę tuż przy pasku spodni nie wytrzymał i wręcz wyjęczał:
- Ściągnij je już…
Z przyjemnością patrzyłem na jego rozpaloną twarz odpinając pasek. Odpiąłem guzik i rozpiąłem rozporek. Ściągnąłem z niego spodnie z lekkim ociąganiem. Muszę go trochę podrażnić. W końcu to zemsta za to zaskoczenie z przed…10 minut?
- Pospiesz się Młocie – mruknął zniecierpliwiony. Aw…taki słodki!
- Spokojnie Kotku – mruknąłem  i polizałem go przez materiał bokserek. Jęknął i wygiął się w lekki łuk. Bardzo spodobała mi się ta reakcja, więc powtórzyłem to. Widząc to lekkie zdenerwowanie na twarzy Sasuke postanowiłem pójść mu troszkę na rękę i ściągnąłem także jego bokserki i odrzuciłem je gdzieś na bok. Kami-sama…jaki on jest piękny…nagi, zarumieniony i napalony. Niestety nie mogę się zapomnieć. Kara musi być!
- Czekaj… - mruknął i podniósł się ściągając ze mnie koszulkę. – Tak jest o wiele lepiej – szepnął zarumieniony i delikatnie pocałował moje usta. Czy on nie jest uroczy?! Położyłem go z powrotem  i całując zawzięcie mojego Aniołka wziąłem go w dłoń. Sapnął mi w usta i przyciągnął do siebie. Zacząłem poruszać ręką. Zszedłem z pocałunkami na jego szyję i przyspieszyłem ruchy ręki. Ciągle zmieniałem tępo to przyspieszałem to zwalniałem. Znowu obcałowałem całe jego ciało i doszedłem do stojącej na baczność męskości.
- Naru… proszę… weź go… Naru… - jęczał. I jak tu nie posłuchać takich błagań? Polizałem jego główkę i pochwali cały zniknął w moich ustach. Sasuke wił się pode mną z rozkoszy. Wsłuchiwałem się w jego błagania i jęki. Zassałem się na czubku i nawilżonymi wcześniej palcami masowałem jego wejście.
- Naruto… włóż.. włóż je!
- Mrr – mruknąłem jak zawsze i zatopiłem w nim jeden palec. Sapnął i zacisnął palce na moich włosach. Lekko zabolało ale nie zwracałem na to uwagi. Zacząłem ruszać nim delikatnie nadal robiąc dobrze mojemu Draniowi. Zacząłem szybciej poruszać głową. Jęczał coraz głośniej. Nawet nie zauważyłem kiedy włożyłem w niego drugi palec. Zassałem się na nim jak dotychczas najmocniej i widziałem, że jest naprawdę blisko więc przestałem.
- Młocie!
- Kara za to, że mnie zaskoczyłeś! – powiedziałem złapałem koszulkę i widząc mordercze spojrzenie Sasuke, zaśmiałem się i szybko wstałem. Musiałem uciekać do łazienki, bo mnie gonił. Jakim cudem jeszcze stał na nogach po czymś TAKIM to nie wiem, ale ja już ledwo wytrzymywałem.
- Naruto! Otwieraj te cholerne drzwi! – dobijał się. Nie zwracałem na to uwagi zajmując się swoim nie małym problemem, który sam sobie zgotowałem. Szkoda tylko, że znowu zapomniałem zamknąć drzwi i Sasuke zdołał się dostać do środka.
- Ty! Młocie jak mogłeś…! – krzyknął ale widząc to co robię od razu się zarumienił i stanął jak wryty. – Na-naruto?
- Heh… wybacz – zaśmiałem się i spojrzałem na niego. Stał i patrzył akurat na mojego…przyjaciela, że tak go nazwę.
- To mnie zostawiasz takiego…napalonego, a sam się zabawiasz w kiblu?! – krzyknął i przyłożył mi w tył głowy. Zabolało, ale i tak się śmiałem. Niestety kara mi nie wyszła, bo usiadł na mnie okrakiem i zaczął mnie całować nabijając się na moją męskość, a później było już tylko lepiej.

I tak ubieranie choinki skończyło się najlepszym seksem w kiblu w moim życiu! I te ruchy Sasuke. Nie myślałem, że stać go na TAKIE wyczyny. Kocham go całym sercem. Nasze pierwsze wspólne święta będę pamiętał już do końca życia!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ps. Soróweczka za błędy ;-; też Was kocham xD

czwartek, 12 grudnia 2013

Niebiańska misja 4

Wybaczcie, że tak długo kazałam Wam czekać ;----; na całe szczęście (i w KOŃCU!) udało mi się zakończyć następną część NB.. uff.. ostrzegam, że może być trochę błędów (jak zwykle.. analfabetyzm wtórny się kłania ;---;) Ale! Jest w końcu notka i z tego przynajmniej ja się cieszę xD
Zapraszam na 4 część Niebiańskiej misji!
~ kuuuniec<3 ~

 
Po kilku pięknych tygodniach wrzeszczenia na siebie, kłócenia się, rzucania talerzami i chwilach przyjaznej ciszy, między Sasuke a Naruto nic się nie zmieniło. No, przynajmniej oni tak uważali. Dla Naruto zbliżały się jedne z najlepszych dni w miesiącu – zawody. Przygotowywał się do nich razem ze swoim nauczycielem – Maito Gai’em (nie mylić z gejem :D – dop.aut.) Niestety w ostatnich dniach, w treningu przeszkadzał mu pewien brunet, który miał mu pomagać, a nie uprzykrzać życie! Za każdym razem wycinał mu jakiś numer. Raz podłożył mu nogę – standardowy numer. Za drugim razem siedział na drzewie, którego gałęzie rozpościerały się nad bieżnią. Dobrze myślicie – specjalnie, drań ją złamał przez co spadła na biednego, i tak już poobijanego Naruto. Blondyn miał już powoli tego dość, a Sasuke świetnie się bawił wkurzając swojego podopiecznego. Mimo tego „dokuczania” zbliżyli się do siebie. Sasu mógł śmiało stwierdzić, że polubił Młotka, a to naprawdę duży wyczyn.
- Dlaczego zawsze mi przeszkadzasz? Nie powinieneś mi czasem pomagać czy coś? – zagadnął pewnego dnia Naruto. Akurat wracał razem ze swoim aniołem do domu po wyczerpującym treningu. Było już ciemno, a ulice oświetlały jedynie światła lamp ulicznych.
- Powinienem.
- To dlaczego tego nie robisz?! – pieklił się blondyn. Zastanawiało go to od dłuższego czasu. Skoro Sasuke jest aniołem, to dlaczego mu nie pomaga tylko pogrąża go bardziej i wystawia na pośmiewisko jak pewnego dnia w restauracji?
- Lubię patrzeć jak się denerwujesz. Jesteś w tedy taki słodki – powiedział mechanicznie z uśmiechem na twarzy. Po chwili dotarło do niego co powiedział. Spojrzał na blondyna, który z rozdziawioną buzią patrzył się zagubionego Sasuke. Przełknął ślinę i podrapał się po karku mierzwiąc swoje czarne włosy. – To znaczy… - wystękał. Tego jeszcze nie było. Naruto odchrząknął krótko i z rumieńcami na twarzy ponowił wędrówkę do domu.
- Nie ważne – szepnął szybko i przyspieszył kroku. Przez resztę drogi nie odzywali się do siebie. Naruto cały czas myślał nad tym co usłyszał. Dlaczego to usłyszał? I dlaczego z ust Uchihy?! I najważniejsze pytanie dnia – dlaczego  jego ciało przeszyła fala gorąca?! Przecież takie „coś” przeżywa się, gdy jest się w kimś…zakochanym - pomyślał.
- Nie to nie możliwe! – wydarł się rzucając torbę z rzeczami z treningu na podłogę.
- O co ci chodzi Młocie?
No tak. Naruto zapomniał, że Uchiha przecież cały czas za nim podąża. Zmierzwił włosy i jakby nigdy nic odwrócił się w stronę Sasuke. Niestety, lub „stety”, zrobił to zbyt energicznie przez co stracił równowagę i wpadł prosto w ramiona Sasuke. No i zgryźliwa odzywka poszła się…tak… Naruto zaczerwieniony jak burak stał opleciony przez ramiona anioła. Sasuke zaskoczony tulił go do siebie. Jeszcze bardziej zaskakującą była myśl Uchihy, że podoba mu się ta sytuacja. Nie tylko jemu się podobała. Po chwili Naruto się opamiętał i delikatnie odsunął się od niego, ale daleko nie odszedł. Nie miał odwagi spojrzeć Sasuke w oczy, więc opuścił głowę, a grzywka przysłoniła lekko jego twarz. Uchiha, jak na anioła przystało, zauważył ślady czerwieni na nieskazitelnej buźce blondyna. Miał ochotę jej dotknąć. Podszedł do niego i  wyciągnął rękę w jego stronę, ale zatrzymał ją. Naruto nie myślał o niczym. Nadal czuł ramiona Sasuke oplatające jego ciało. Gdy anioł wyciągnął rękę ten przysunął się i delikatnie wtulił w nią policzek. Obydwaj zaskoczeni stali i wpatrywali się w siebie. Nawet nie zauważyli kiedy przybliżyli się do siebie. Sasuke objął jedną ręką blondyna w pasie i pochylił się lekko, aby dosięgnąć jego ust.
- Siema! – drzwi otworzyły się z trzaskiem, a w nich stanął wysoki, przystojny szatyn – Kiba. Naruto drgnął. Sasuke wiedział, że psiarz go nie widzi.
- Naru? Co ty tak dziwnie przy tej ścianie stoisz? – zapytał nic nie rozumiejący Inuzuka. Anioł odsunął się od blondyna i przeszedł do kuchni. Zarumieniony i zszokowany Uzumaki nie wiedział co ma powiedzieć. Odchrząknął  i poczochrał włosy na karku.
- Nic tak sobie stoję, he he. A ty? Co tu robisz? – co to miało znaczyć?
- Zapomniałeś?! Mieliśmy dziś razem oglądać mecz! Stary ogarnij się! – wykrzyknął Kiba i wpakował mu się do domu zatrzaskując drzwi. Cholera zapomniałem! – warknął do w myślach Uzumaki.
- No jasne, że pamiętam! Tak sobie tylko żarty robie! – wykręcał się i zaciągnął kolegę do swojego pokoju.
- Masz jakieś chipsy, popcorn cokolwiek?
- Em… wiesz Kiba.. nie miałem czasu i…
- Tak, tak. Oczywiście – przerwał mu uśmiechając się i wyciągnął ze swojego plecaka 3 paczki chipsów, popcorn i oczywiście – jak na  faceta przystało – 6 piw. Sasuke się to nie spodobało. Był zdenerwowany. Nie wiadomo skąd pojawia się TEN FACET, przerywa im TĄ CHWILĘ i jeszcze chce mu upić Młota! Tego było za dużo…
- Wyproś go stąd – warknął, nagle pojawiając się za plecami blondyna.
- A!
- Co jest Naru? – zagadnął psiarz unosząc jedną brew i odrzucił w kąt swój czarny, już pusty, plecak.
- A nic – zaśmiał się blondyn. – Tak mnie coś „wystrachało” – rzucił szczerząc się do przyjaciela. – Zaraz wracam. – Odwrócił się i przepychając Uchihe udał się do kuchni. Jak on ma po tym wszytki m z nim teraz rozmawiać? Kiedy sobie o tym przypomina ciarki przechodzą przez całe jego ciało. O co tu chodzi…? – pytał się w myślach.
- Wyproś go stąd  -powtórzył wkurzony anioł. Wiadomo – zazdrosny anioł to bardzo zły anioł.
- Niby dlaczego miałbym to robić Draniu? – spytał szeptem, tak żeby Kiba go nie usłyszał. Nie chciał znowu wyjść na głupka gadającego do siebie.
- Bo ja tak mówię. Wywal go – znowu warknął.
- Nie będę robił tego czego ty chcesz. To mój przyjaciel i w tej chwili gość, więc nie wtrącaj się. A tak w ogóle to co cię tak denerwuje jego obecność co? – zagadnął krzyżując ręce na klatce. Przekrzywił lekko głowę w bok i wpatrywał się w Saska. Ten tylko prychnął i zniknął mu z oczu. – No jasne Draniu! Znikaj sobie zamiast rozmawiać!
- Naruto?! Wszystko porządku?! – wrzasnął szatyn z pokoju.
- Tak! Wszystko ok.! – odkrzyknął i odetchnął z ulgą. Nie wiedział co się właśnie stało. Najpierw Drań próbuje go pocałować, a później robi mu awanturę. Heh, nigdy go nie zrozumie.
Naruto miał właśnie wejść do pokoju, ale to co tam zobaczył zatrzymało go w trybie natychmiastowym.
- CO TU SIĘ STAŁO?!

wtorek, 12 listopada 2013

ah ten Itaś...

Przepraszam, że tak nic ostatnio nie dodaję... brakuje mi czasu ;____; staram się pisać następny rozdział... Jeśli dobrze pójdzie to niedługo go dokończę... A to...znalazłam w starym zeszycie^^ Wybaczcie mi ewentualne błędy ;_____;
Zapraszam...
~kuuuniec nudzieniaa~


- Uchiha! Szef cię prosi do siebie!
No pięknie – pomyślałem wstając z krzesła.
- Hai! – odpowiedziałem i wziąłem ze sobą teczkę z dokumentami. Ciekawe co tym razem ubzdurał sobie pan Namikaze Uzumaki Naruto – mój szef. Pracuję w firmie Namikaze już dobre 3 lata. Praca naprawdę przyjemna. Oprócz siedzenia przed biurkiem i wypisywania papierków nie robię nic. Prawie nic. Od kiedy firmę przejął ten młot Naruto co chwilę ląduję w jego gabinecie. Przypadek? Nie sądzę.
Szedłem do jego biura jak najszybciej. Im szybciej tam będę tym szybciej stamtąd wyjdę. W końcu stanąłem pod jego drzwiami. Wziąłem głęboki oddech, poprawiłem marynarkę i zapukałem. Po cichym „proszę” nacisnąłem klamkę i wszedłem do ogromnego biura tego dupka. Siedział za tym swoim wypasionym biurkiem i wpatrywał się na widok za ogromnym oknem. Konoha spowita mrokiem, oświetlona przez wielkie lampy uliczne. Piękny widok… nawet ja się wzruszyłem.
- Wzywałeś mnie – mruknąłem i stanąłem przy krześle.
- Sasuke, proszę usiądź – powiedział z uśmiechem na twarzy. I znowu to samo. To uczucie. Takie dziwne. Na sam widok jego uśmiechu czuję się szczęśliwy. Jak to możliwe? Przecież ja nawet go nie lubię!
Usiadłem naprzeciw niego i spojrzałem mu w oczy. Cały czas się uśmiechał. Irytujące.
- Więc, czego chcesz tym razem? – burknąłem w jego stronę.
- Mam dla ciebie niezwykła propozycję! – wykrzyknął. Aż się zatrzęsłem. Głośny jak zawsze.
- Co to za propozycja?
- Pojedziesz ze mną na delegację do Europy!
- Dlaczego ja? – burknąłem. Nie widzę się w roli przydupasa Naruto.
- Bo ty tu najwięcej robisz… - mruknął i odwrócił ode mnie wzrok. Dziwne. Ja tu właśnie nic nie robię… Burknąłem tylko i odwróciłem głowę w drugą stronę. Ukradkiem na niego spojrzałem. Wydawał się gryźć z czym w sobie. Zagryzł wargi i spojrzał na mnie nieśmiało. Gorąca fala prądu przebiegła przez cale moje ciało. Zwariowałem.
- Proszę, Sasuke, zgódź się no! – błagał patrząc na mnie tymi swoimi, wielkimi, niebieskimi, cudownymi…wróć! Żadnymi cudownymi! Uchiha rąbnij się o sosnę! Po prostu wlepiał we mnie swoje gały. Uff… od razu lepiej to brzmi.
- A co z tego będę miał? – zagadnąłem spoglądając na biurko tego Młota. Wszędzie papiery. Nawet poukładać, głąb tego nie potrafi…
- Podwyższę twoje wynagrodzenie – powiedział zdecydowanym głosem. I to rozumiem! Chociaż raz mówi do rzeczy. Tylko dlaczego mam wrażenie, że kryje się za tym wyjazdem coś więcej?
- Hm… zastanowię się – rzuciłem i wstałem, zostawiając swoją teczkę na blacie. Widziałem tylko zdziwione spojrzenie tego młota i z cwanym uśmieszkiem na ustach ruszyłem do drzwi.
- Czekaj! – krzyknął podrywając się z krzesła. Zadowolony z faktu, że tak bardzo mu zależy na tym, żebym z nim jechał, obróciłem się na pięcie i spojrzałem na niego z góry. Uwielbiam górować nad tym półgłówkiem.
- Słucham, panie Uzumaki – mruknąłem ironicznie.
- Namikaze Uzumaki – poprawił mnie. – Zależy mi żebyś to ty ze mną jechał.
- To już wiem. Mów dalej.
- Eh…- westchnął i podszedł do mnie wymijając po drodze biurko. – Sasuke… mam nadzieję, że mi pomożesz na tej delegacji. Naprawdę potrzebuję twojego doświadczenia.
Czy ja się mylę, mam jakieś omamy słuchowe czy ten młotek właśnie próbuje być dla mnie miły?! Aż mnie zatkało z wrażenia. Stanął przede mną na odległość wyciągniętego ramienia i wlepiał we mnie błagalny wzrok. I jak tu się nie zgodzić będąc pod takim ostrzałem jego błękitnych oczu?
- Dobrze… pojadę z tobą – mruknąłem ze zrezygnowaniem. Spojrzałem na jego rozpromienioną twarz i sam, wbrew swojej woli, delikatnie się uśmiechnąłem. Gdy tylko na mnie spojrzał, zarumienił się. Co to ma znaczyć? Nie widział uśmiechającego się człowieka czy co?
Odchrząknąłem i nacisnąłem klamkę.
- Na biurku masz papiery, o które prosiłeś – rzuciłem przez ramię i wyszedłem.

~*~*~*~

Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit. Po tym jak wyszedłem z jego biura, posiedziałem chwilę przy papierkach, wziąłem swoje rzeczy i w wróciłem do domu. Ciągle przed oczami mam jego zarumienioną twarz. Wyglądał tak…uroczo? O Kami-sama… o czym ja w ogóle myślę?! Klepnąłem się w policzek i wstałem. Podszedłem do okna i spojrzałem na rozgwieżdżone niebo. Pięknie… uwielbiam gapić się na niebo w bezchmurną noc. Usiadłem na parapecie i spoglądając w niebo zastanawiałem się czego dotyczy ta cała delegacja. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem kiedy ona jest?!
Trudno. Zapytam się rano – pomyślałem.

Następnego dnia w biurze było niezłe zamieszanie. Od kiedy Naruto ogłosił, że wyjeżdża na tą całą delegację, wszyscy zaczęli szeptać i podniecać się na samą myśl o tym, że szef może go zabrać ze sobą. Niestety, szefunio zgasił ich zapał w zarodku wywołując mnie do siebie! Ha, ha! I dobrze im tak! Nikt nie ma prawa jechać z Młotem! Zaraz… co ja powiedziałem?! Chyba mi słonko mózg przegrzało…

~*~*~*~

- Mam nadzieję, że w końcu się dogadamy, Sasuke – zagadnął odprowadzając mnie do domu. Tak…do domu – Nie chcę się już z tobą kłócić. Pracujemy razem i powinniśmy się dogadywać – powiedział z uśmiechem. Aż mnie zatkało. Że niby ten Młot powiedział coś tak mądrego?! Świat się wali ludzie, świat się wali.
- Też tak myślę, Młocie – mruknąłem i delikatnie się uśmiechnąłem. Miałem tylko nadzieję, że tego nie widział.
- No! To ja się żegnam!
- Już idziesz? – zdziwiłem się. Tak szybko chce mnie zostawić samego? Nie żebym się skarżył czy coś!
- Tutaj mieszkasz prawda? – zaśmiał się i podparł boki. Odwróciłem się i… rzeczywiście. Duży, biały z czarnym dachem, wielką, w japońskim stylu werandą dom – mój dom.
- Rzeczywiście – mruknąłem. – Może wejdziesz…? Na kawę…?
Kami-sama… Co ja mówię?!
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale po chwili jego twarz znowu rozświetlił ten piękny uśmiech… Chyba zacznę się przyznawać do tego, że ten głąb cholernie mi się podoba.
- Chętnie! To ruszajmy! – krzyknął i popchnął mnie w stronę domu.
- Spokojnie Młocie! – burknąłem i dałem mu się prowadzić. Otworzyłem drzwi weszliśmy do środka. Zapaliłem światło i ściągnąłem buty. Rozebrałem się i od razu skierowałem się do kuchni. Wziąłem dwie szklanki z szafki wiszącej nad zlewem i postawiłem wodę w czajniku.
- Ładne masz mieszkanko – mruknął koło mojego ucha. Poczułem ręce oplatające mnie w pasie. Nie wiem dlaczego, ale nie reagowałem na to. Przyjemne ciepło przywarło do moich pleców. Było mi tak miło.
- Co robisz? – mruknąłem nasypując kawy do kubków.
- Zostaw to – szepnął mi do ucha i odstawił kawę razem z kubkami jak najdalej od nas. Po moich plecach przebiegł przyjemny dreszcz. Co się ze mną stało w tym momencie? Nie wiem… miałem tylko nadzieję, że to się nie skończy. Obróciłem się w jego ramionach, a moje usta zostały zaatakowane przez Naruto. Wiedziony instynktem przymknąłem oczy i wplątałem palce w jego włosy. Poczułem, że tracę grunt pod nogami. Zaczęło mi się to nie podobać. Jeśli pójdzie tak dalej przypadnie mi bolesna rola… Na to pozwolić nie mogę! Jestem Uchiha! To ja tu robie za drania nie?!
Zanim się obejrzałem, Naruto już mnie kładł na moim własnym łóżku. Jakim cudem wiedział gdzie jest sypialnia?
„Ładne masz mieszkanko” – zabrzmiało mi w głowie. To wtedy musiał się rozglądać! Chytry lisek…He, He.
- Mh…Naruto… - mruknąłem i oderwałem się od niego.
- Co się stało? – zapytał dobierając się do mojej szyi. Sapnąłem cicho i jednym ruchem obróciłem nas tak, że to ja byłem na górze. Ha! Uchiha górą!
- Teraz moja kolej – wymruczałem mu do ucha i wpiłem się w jego usta. Chwilę później ściągałem z niego koszulkę, w następnej sam byłem rozbierany. Wszystko działo się tak szybko. Rozpaleni w szaleństwie całowaliśmy się i poznawaliśmy nasze ciała. Było tak przyjemnie. Nie widziałem niczego poza blondynem. W końcu zbliżałem się do strategicznego punktu, gdy nagle…
- Hej bra…!
…wpadł Itachi. Nie ma to jak niezapowiedziana wizyta brata! Zaskoczony stanął w pół kroku. Ja z Naruto patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem. Akurat w takiej chwili!
- To… ja was może…zostawię samych… - wydukał i powoli zamknął drzwi za sobą. Usłyszałem tylko huk, jakby ktoś zlatywał ze schodów. Łamaga.
Spojrzałem na Uzumakiego z rumieńcami na twarzy. W tym samym czasie on spojrzał na mnie. Nie odzywaliśmy się do siebie przez krótką chwilę, która ja przerwałem.
-Przepraszam – szepnąłem i usiadłem na skraju łóżka.
- Nic się nie stało – mruknął, objął mnie i pocałował w szyję. Znowu ten dreszcz. – Lepiej już pójdę – szepnął i zaczął się ubierać.
Westchnąłem i obserwowałem jego ruchy. Gdy już wychodził odwrócił się i z uśmiechem powiedział:
- Do zobaczenia jutro na lotnisku panie Uchiha!
Uśmiechnąłem się tylko i nabuzowany wstałem z łóżka. Usłyszałem jak Naruto żegna się z moim bratem i zamyka drzwi. W tedy wybuchnąłem…

- ITACHI!

sobota, 19 października 2013

Niebiańska misja - 3

Wiem znowu dłuuuugo to pisałam ;-;  notka tym razem troszkę dłuższa, ale moim zdaniem nie wyszła mi zbyt dobrze ;-; niestety.. im mniej czasu tym gorzej pisze ;-; przepraszam ;-;
~ kończe nudzić ;-; ~


Pogoda zapowiadała się naprawdę piękna. Lekkie obłoczki, oświetlane przez słońce, leniwie płynęły po niebie. Ptaki już dawno zbudzone, krążyły nad głowami mieszkańców Konohy. Kolejny dzień rozpoczęty przerażającym krzykiem Naruto… chwila… przerażającym krzykiem?
- Uspokój się Młocie!
- Uspokój się?! Uspokój się?! Wylałeś na mnie lodowatą wodę i każesz mi się uspokoić?! – wrzeszczał jak opętany. Sasuke miał już tego powoli dosyć. Jednak jego, jakże oryginalny pomysł obudzenia Młotka prysznicem w postaci zimnej wody, wcale nie był taki dobry. Nie sądził, że blondyn będzie się aż tak darł, a to że jest aniołem wcale nie oznacza, że ma anielską cierpliwość. W pewnej chwili chwycił poduszkę leżącą na podłodze (nie pytajcie jak się tam znalazła) i rzucił nią we wrzeszczącego Naruto.
- Spokój. Idź się umyć. Za pół godziny musisz wyjść.
- He?! Nie mogłeś mnie wcześniej obudzić?!
- Jestem Twoim aniołem stróżem od wczoraj i nie mam w obowiązkach budzenia cię do szkoły. Zmykaj – zakończył machnięciem ręki i zniknął mu z przed oczu.
- Drań – warknął Naruto i odrzucił poduszkę na łóżko, po czym ruszył do łazienki.
Po kąpieli szybko ubrał mundurek, wrzucił książki do plecaka i wpadł do kuchni. Chwycił jabłko ze stołu i wybiegł z domu. Minął po drodze starszą sąsiadkę, uśmiechnął się do niej i poszedł dalej. Z jego wspaniałym szczęściem prawie potrącił go samochód, ale ktoś pociągnął go za rękę.
- Gdzie Młocie? – mruknął zastawiając mu drogę swoją seksowną osobą.
- Do szkoły Draniu! Zejdź mi z drogi!
- Wiesz, że to nie w tą stronę prawda? – zapytał i uśmiechnął się z politowaniem. Naruto spłonął rumieńcem i spojrzał mu w oczy. Jeszcze tego by mu brakowało żeby wyszedł przed Draniem na idiotę.
- Przecież wiem – warknął i zawrócił.
- Jasne, jasne… a moim przełożonym jest erotoman – mruknął. Na szczęście Naruto nie wiedział, że Kakashi naprawdę jest erotomanem. „Wsza” nic nie robi tylko czyta te swoje zboczone książeczki.
- A ty co tu w ogóle robisz? Znikasz kiedy chcesz i pojawiasz się w najmniej odpowiednim momencie… - burknął nadąsany blondyn.
- Co robie? Pilnuję żeby nic Ci się nie stało, łamago – odpowiedział ciągnąc go za rękaw. Nawet nie zauważył, że prawie wszedł w słup wysokiego napięcia.
- Nie jestem łamagą! – krzyknął i odwrócił się w jego stronę. Ludzie patrzyli się na niego ze zdziwieniem. Nie często się widzi człowieka krzyczącego na niewinny słup. Chyba, że jest naprawdę pijany.
- Oczywiście wiesz, że tylko Ty, jak na razie mnie widzisz prawda? – zapytał Sasuke z kpiącym uśmieszkiem. Naruto znowu spłonął rumieńcem. Obejrzał się  i uśmiechnął mierzwiąc włosy na karku. Po chwili powrócił do wędrówki. Na szczęście już nie daleko do szkoły. Wystarczyło, że będzie ignorował Drania przez te kilka naście metrów i znowu zniknie.

~*~*~*~
Niestety mylił się. Sasuke chodził za nim jak cień przez większość lekcji. Ledwo powstrzymywał się aby nie wydrzeć się na anioła. Nie chciał powtórzyć sytuacji z rana. W końcu wpadł do łazienki i rozglądnął się.
- Co robisz Młocie?
Nie odpowiedział mu tylko przeszukał wszystkie kabiny. Kiedy stwierdził, że nikogo nie ma, odwrócił się w stronę Sasuke.
- Mógłbyś sobie łaskawie zniknąć i przestać mnie denerwować?! – wrzasnął. Ojć… Naruto się zdenerwował. To naprawdę nie lada wyczyn. Jego strasznie ciężko zdenerwować. Niestety brunet działa na niego gorzej niż czerwona płachta na byka.
- Co się drzesz Młocie? Nic Ci przecież nie robię… - burknął zaskoczony zachowaniem blondyna.
- Nic nie robisz?! Potargałeś Kibie zeszyt!
- Wkurza mnie, głąb.
- To nie znaczy, że musisz mu targać zeszyt! Ja za ciebie oberwałem! I dlaczego klepnąłeś Ino w… w tyłek?!
- Fajna laska… - burknął oglądając swoje paznokcie.
- Ta fajna laska prawie urwała mi łeb!
- Mogłeś nie iść za mną.
- To Ty szedłeś za mną! Ciągle się za mną wleczesz!
- Przymknij się Młocie, bo ktoś cię usłyszy – mruknął i spojrzał na niego. Naruto tylko się naburmuszył, chwycił zrzucony plecak i wyszedł z łazienki. Wkurzony prawie biegł przez korytarz zmierzając do sali, w której miała się odbyć ostatnia – najgorsza – lekcja…matematyka.

~*~*~*~

- Naruto, ogarnij się… - szepnął Shikamaru – szkolny przyjaciel z ławki. Od kilku minut wiercił się i stukał palcami w ławkę. Był zdenerwowany. Nie dość, że Drań nagle zniknął to Anko jeszcze zrobiła im niespodziewaną kartkówkę z matmy. Teraz siedział zdenerwowany i nie umiał się skupić na niczym. Jedyne co widniało na jego kartce to jego własne imię i nazwisko. Znalazły się ewentualnie jakieś szlaczki na marginesie. To będzie chyba pierwsza jedynka w jego licealnym życiu. A to wszystko przez tego Drania! Wkurzył go i nawet nie przeprosił! Tak po prostu sobie zniknął! Już on sobie z nim  porozmawia. Odpłaci mu się za to. Nikt nie będzie denerwował Naruto Uzumakiego! Nikt! Nawet boski, czarnowłosy anioł!
~ O czym ja myślę?!~ krzyknął do siebie. Przerażony swoimi myślami oddał pustą kartkę i wyszedł z klasy.
~*~*~*~

- Hej Sasuke! Co tam mój drogi przyjacielu? – wrzasnął z daleka.
- Kakashi – burknął w jego stronę.
- Co taka mina? Gdzie Naruto? Nie powinieneś być teraz obok niego i pilnować żeby nie wywrócił się przez jakiegoś przypadkowego ślimaka?
- Zamknij się szara wszo – warknął brunet. – On wcale nie jest taki fajtłapowaty. Chyba – dodał po chwili. – Co tu robisz?
- Przyszedłem sprawdzić jak sobie radzisz – powiedział uśmiechając się pod maską.
- A jak niby miałbym sobie radzić? Nie jestem nowicjuszem.
- Wiem, wiem spokojnie Sasuś… Po twoim ostatnim wybryku Tsunade woli cię pilnować – oznajmił i odskoczył w tył unikając pięści bruneta.
- Miałeś nie mówić do mnie „Sasuś” i nie poruszać TEJ sprawy!
- Wybacz młody… Zostawiam wszystko w Twoich rękach. Znikam do swojego pięknego świata książek! – wykrzyknął i zadowolony jak małe dziecko zniknął w białym kłębie dymu.

- Dupek – warknął i jednym pstryknięciem palca znalazł się w domu Naruto.

środa, 2 października 2013

Niebiańska Misja - 2

Wybaczcie, że czekaliście tak długo ;____; Nie mogłam znaleźć czasu aby siąść i porządnie napisać następną notkę ;___; Ale na szczęście mi się udało i w końcu.. jest! :D Mam nadzieję, że mnie nie zjecie za jej.. hm.. treść.. ;____; Nie wiem kiedy pojawi się następna notka.. Wybaczcie mi ;___;

~ koniec nudzenia ~

Jak często w waszych domach pojawia się czarnooki brunet? W dodatku anioł? Cholernie przystojny anioł? Przypuszczam, że nie często, ale gdyby się wam to przydarzyło jak byście zareagowali?
Naruto tylko wpatrywał się w przybysza z szeroko otwartymi oczami. Nie mógł wypowiedzieć nawet słowa. W tym czasie Sasuke zdążył rozgościć się w jego kuchni. Posprzątał wylaną wodę i usiadł na krześle za stołem. Jako „anioł stróż” ma obowiązek „posprzątać” po podopiecznym. Przynajmniej tak sobie tłumaczył swoje zachowanie. Normalnie zostawiłby to i dalej naśmiewał się z „Młota”. Niestety coś kazało mu pomóc blondynowi.
- Kim jesteś?! – wrzasnął kiedy się opamiętał. Szybki to on nie jest…
- Twoim „aniołem” – odburknął zadowolony, zaznaczając palcami w powietrzu cudzysłów.
- Aniołem?!
- Tak, Młocie. Aniołem i przestań wrzeszczeć. Doskonale cię słyszę.
- Ale jak to aniołem? –dopytywał się nadal nie wierząc w to co słyszy. W szoku nie zauważył kiedy usiadł naprzeciwko przybysza. Zapomniał nawet o swojej oparzonej ręce i o zakręceniu wody.
- Tak to – mruknął brunet i pstryknął palcami. Trochę magii i już rachunek za wodę robi się mniejszy. Wpatrywał się cały czas w oczy Naruto. Nie wierzył, że istnieje ktoś z tak intensywnymi oczami. Niebieskie. Nie… niebieskie może być niebo. Oczy Naruto były głębsze i coś się w nich kryło. Coś co zabierało całą świadomość Sasuke ze sobą. Kazało mu wejść do tego nowego świata poznać go. Poznać wszystkie jego tajemnice i marzenia. Wszystko co kryło się w Naruto, kryło się w jego oczach.
- No odpowiedz mi! – wrzasnął blondyn wyrywając Uchihe z myśli.
- Nie będę na nic ci odpowiadał – powiedział dyplomatycznie. Nie powie mu przecież, że go nie słuchał, bo się zapatrzył w jego oczy.
- No nie bądź taki! Opowiedz mi wszystko!
- Nic ci nie będę opowiadał. A teraz pozwól, że sobie zniknę – zakończył i już go nie było.
Naruto wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed kilkoma sekundami siedział „jego” anioł. Po chwili wstał i zaczął biegać po mieszkaniu sprawdzając czy nie ma go może gdzieś w pobliżu. Przerzucał kołdrę i poduszki z jednego kąta w drugi kąt. Ubrania leżące na ziemi przekopał pod ścianę. Nasz, jakże mądry, bohater zajrzał nawet za obrazy wiszące na ścianach. Niestety nigdzie nie znalazł „swojego” anioła. On nawet nie wiedział jak ma na imię jego stróż, ani dlaczego jest tutaj – w jego mieszkaniu. Przynajmniej był…
Po tych nie owocnych poszukiwaniach uznał, że przydałaby mu się kąpiel. Po tym ciężkim i pełnym wrażeń dniu, ciepła woda ukoiła jego nerwy i rozluźniła spięte mięśnie. Wyszorował porządnie ciało i wskoczył w swoje ulubione bokserki w rybki. Zarzucił jeszcze na siebie koszulkę i wyszedł z łazienki. Było już późno. Słońce dawno zaszło, a rano musi iść do szkoły.
Liceum w Konoha było jednym z najlepszych pod względem nauki jak i sportu. Naruto co miesiąc uczestniczy w zawodach sportowych. Kogo jak kogo, ale jego nikt nie prześcignie. Jest asem w rękawie drużyny. Za niedługo następne zawody. Tym razem uczniowie jego liceum zmierzą się z najlepszym liceum z Suny – miasta położonego nie daleko Konohy.
Naruto spojrzał na zegarek. Było już dobrze po dziesiątej. Na szczęście nauczyciele nie zadali im żadnej pracy domowej. Ziewnął i poszedł do pokoju. Rzucił się na łóżko, spojrzał jeszcze ostatni raz za okno, po czym zasnął.
~*~*~

Sasuke w tym czasie krążył wokół bloku Naruto. Denerwował się, ale nie wiedział dlaczego. Od kiedy zatopił się w oczach blondyna coś zmieniło się w jego „anielskim życiu”. Czuł, że się zmieniło. Po kilkunastu minutach wrócił do mieszkania Uzumakiego. Wszędzie było ciemno. Przez okna wpadało światło księżyca oświetlając określone kawałki podłogi i ścian. Uchiha od razu skierował się do pokoju Naruto. Blondyn, owinięty w kołdrę, spał jak zabity. Światło lamp, które przedzierało się przez niedbale zasunięte zasłony, oświetlało delikatną twarz Uzumakiego. Sasuke wpatrywał się w niego jak zaczarowany. Studiował uważnie delikatne rysy śpiącego chłopaka. Podszedł do jego łóżka i usiadł delikatnie na jego skraju. Starał się zachowywać jak najciszej żeby go nie obudzić. Jeszcze brakowałoby mu wrzasków przebudzonego Młotka. Wiedziony jakimś instynktem samozachowawczym wyciągnął rękę w kierunku twarzy Naruto. Delikatnie położył dłoń na jego policzku.

~Co ja robię?!~ zapytał się w myślach i szybko zabrał dłoń. Usadowił się wygodnie pod ścianą i przymknął oczy tylko na sekundę. Malutką sekundkę, która przerodziła się w godzinkę, a ta w dwie godzinki… i tak aż do rana…

sobota, 7 września 2013

Niebiańska misja - 1

Witajcie! ^^ Wrzucam notkę z następnym opowiadaniem! Ciekawi mnie, czy Wam się spodoba^^ Pomysł na to opowiadanie wpadł mi do głowy dzisiaj rano^^ Mam nadzieję, że Wam się spodoba^^
Zapraszam na 1 część "niebiańskej misji" !

~koniec nudzenia~

- Co?! Proszę! Powiedzcie, że robicie sobie ze mnie jaja! – wykrzykiwał wysoki, przystojny brunet o czarnych jak węgiel oczach. Właśnie się dowiedział, że ma opiekować się niejakim Naruto Uzumaki. Chłopakiem, w brew pozorów, w jego wieku. Blondyn o niebieskich oczach, niezwykle fajtłapowaty i ogółem mający wielkiego pecha. Stracił rodziców w wieku 5 lat i od tego czasu zajmował się nim wujek Iruka, lecz teraz ten zaszczytny obowiązek spada na Sasuke Uchiha. Wyspecjowalizowanego, w sprawie odganiania pecha, anioła stróża. Tak, anioły istnieją! No, przynajmniej w tej opowieści. Ale wracając…
Na sali znajdował się właśnie on, Kakashi, kilku innych aniołów oraz Tsunade – szefowa całej tej „niebiańskiej” zgrai.
 - Nie tym tonem Uchiha! I nie, nie żartujemy sobie. Zajmiesz się tym chłopakiem i pomożesz mu. Kakashi będzie cię pilnował – oznajmiła blondynka. – Nie puścimy cię samego po ostatnim wybryku – dodała szeptem, po czym rozległy się szepty i ciche śmiechy obecnych.
 - Ale dlaczego akurat ja mam się zajmować tym niedorajdą?!
 - Ponieważ ja tak powiedziałam! I ze względu na twoje doświadczenie. Misję zaczynasz od zaraz!
 - Jędza – mruknął pod nosem.
 - Coś mówiłeś, Uchiha? – warknęła Tsunade. Cóż, nienależny jej wkurzać. Zwłaszcza w stanie upojenia alkoholowego, z którego nie wychodzi od dobrych kilku lat. Wystarczy się przyzwyczaić.- Ja? Nie…- skłamał. – Do kiedy ta misja będzie trwać?
 - Dopóki jej nie odwołam! – krzyknęła z szatańskim, jak na anioła śmierci przystało, uśmiechem i wysłała biednego nastolatka do świata ludzi.
- Szybka jest – mruknął Kakashi pierwszy raz od jakiegoś czasu. Hatake Kakashi – człowiek tajemniczy, ale z poczuciem humoru. Twarz zasłania mu czarna maska, a lewe, ledwie uratowane, oko przysłonił grzywką.
 - Zamknij się Kakashi – warknął niezadowolony Sasuke.- Gdzie mam szukać tego młota?!
- Zdaję mi się, że to ten chłopak wychodzący z tej budki – mruknął zadowolony szarowłosy.
 - Dzięki wielkie – mruknął sarkastycznie brunet. – A teraz powiedz mi, co mam mu powiedzieć…?
 - Musisz sobie dać radę! Na pewno coś wymyślisz, a teraz wybacz, Sasuke, ale mam bardzo ważną misję! – powiedział z błyskiem w oku, po czym, tak po prostu, zniknął.
- Ty wredna szara wszo!- krzyknął zdenerwowany Sasuke. Nie miał ochoty sam zajmować się tym niedołęgą.. Niestety, jak zwykle, Hatake ma „ważniejsze” sprawy.
Rozejrzawszy się dookoła ruszył w stronę blondyna. Tyle dobrze, że dopóki sam mu nie powie o swojej obecności, głupiutki Naruto nie zjarzy się, że Uchiha stoi tuż obok niego. Już przy samej obserwacji Uzumakiego z daleka można powiedzieć, że Sasuke będzie miał pełne ręce roboty. Najpierw wdał się w bójkę z jakimś dryblasem, przez co brunet musiał interweniować i „lekko” popchnął napastnika na kosze. Biedny facet, nie dość, że brudny to jeszcze ze skórką banana i szczurem na głowie.
 - To było dziwne… - mruknął pod nosem Naruto i czym prędzej udał się w dalszą drogę powrotną do domu.
Następna akcja wydarzyła się tuż pod domem „młota” – jak go określił brunet. Pechowiec zapatrzony w niebo to pechowiec lądujący w kanale. Na całe szczęście Sasuke zdążył zamknąć otwór i Naruto spokojnym krokiem przeszedł dalej.
 - Jestem! – krzyknął blondyn do pustego mieszkania.
 - Co za młot – mruknął pod nosem Sasuke.
 - Hę? Jest tu ktoś? – blondyn odwrócił się i rozejrzał, ale nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i uznając, że mu się zdawało udał się do kuchni. W tym czasie zszokowany Sasuke stał w przed pokoju.
~ Nie możliwe, żeby mnie usłyszał! Przecież nie pozwoliłem mu się zobaczyć ani tym bardziej usłyszeć!~
- Ała! – rozmyślania bruneta przerwał krzyk dobiegający z kuchni. Niezdarny Naruto wylał sobie na rękę czajnik pełny wrzątku. Szybko go odstawił i wsadził rękę pod zimną wodę sycząc i skacząc z jednej nogi na drugą.
 - Co za debil – powiedział oparty o framugę Sasuke.
 - Co? – mruknął Naruto i spojrzał w jego stronę. Brunet uznał, że zabawniej będzie jeśli w końcu mu się pokaże. Jak pomyślał tak zrobił. Mina Naruto była bezcenna.

czwartek, 5 września 2013

Kochani!

Jeżu, jeżu.. ! ;__; Już ponad tysiąc wyświetleń! Jesteście wspaniali <3 dziękuję Wam! Widocznie lubicie czytać moje fantazje^^ Bardzo mi to schlebia^^  Aż się w końcu wezmę za siebie i coś wydrapie :D Jeszcze raz dziękuję!! <33